fbpx

Podczas gdy nadal czekamy na oficjalne potwierdzenie dalszych planów Mavericka Vinalesa, sprawdzamy inne „małżeństwa” w MotoGP, które się nie udały. Co najmniej kilkukrotnie okazywało się, że chociaż zawodnik i kibice oczekiwali na nowym dla niego motocyklu świetnych wyników – prawda okazywała się zupełnie inna.

Kiedy pojawiły się pierwsze plotki, że Maverick Vinales odejdzie przedwcześnie z Yamahy, a potem informacje te oficjalnie potwierdzono – wielu było w szoku. W końcu w MotoGP zrywanie bądź wcześniejsze rozwiązywanie kontraktów, wciąż jest nowością.

W historii zdarzały się jednak sytuacje, że zawodnik i motocykl tak bardzo się nie dogadywali, że zespoły decydowały się na przedterminowe zakończenie współpracy. Przypominamy więc najbardziej nieudane „małżeństwa” w MotoGP i często wcale nie cichsze „rozwody”.

Maverick Vinales i Yamaha

Zaczynamy od najgłośniejszego w ostatnim czasie rozwodu, przewałkowanego już na wszystkie strony. Dość powiedzieć, że Vinales to pierwszy zawodnik z opisywanego grona, który rozwiązał kontrakt w sezonie, w którym wygrał wyścig. Ba, jeszcze kilka miesięcy temu sytuacja, że Mack po sezonie 2021 odejdzie z Yamahy, wydawała się nieprawdopodobna.

Maverick do Yamahy trafił w 2017 roku, przesiadając się na M1 po dwóch latach spędzonych na Suzuki, z którym to debiutował w MotoGP. Vinales w Yamasze zastąpił, odchodzącego do Ducati, Jorge Lorenzo. Jazdę na M1 rozpoczął wyśmienicie, bo od wygrania trzech z pięciu pierwszych wyścigów sezonu 2017. Potem jednak spisywał się w kratkę. Hiszpanowi zdarzały się genialne weekendy, podczas których jeździł jak natchniony – jak chociażby po zwycięstwo na starcie sezonu 2021 w Katarze – a innym razem ledwo łapał się do czołowej dziesiątki.

Po długotrwałych problemach z przyczepnością tyłu, trapiących go już od 2019 roku, Mack zdecydował się rozwiązać umowę z Yamahą. W teorii, na jego obronę działa jednak fakt, że kontrakt na lata 2021-2022 podpisał jeszcze na początku 2020 roku, tuż przed wybuchem pandemii Covid-19. To jednak kolejny raz, gdy Maverick umowę podpisał niezwykle wcześnie, potem jednak płacąc frycowe.

Co dalej z Hiszpanem? Podobno ma już podpisaną umowę z Aprilią, ale na razie nic nie zostało oficjalnie potwierdzone…Maverick Vinales podczas GP Katalonii 2021

Johann Zarco i KTM

Po trzech latach spędzonych na Yamasze w ekipie Tech3, Johann Zarco przeniósł się do KTM-a. W sezonie 2019 austriacka marka nadal jednak rozwijała swój projekt w MotoGP, chwilę wcześniej (Walencja 2018) sięgając z Polem Espargaro po pierwsze podium. I gdy wydawało się, że Francuz może poradzić sobie na RC16 bardzo dobrze, już pierwsze okrążenia testowe zweryfikowały te nadzieje.

Wszystko układało się coraz gorzej, a mieszanka zawodnik+motocykl+zespół po prostu do siebie nie pasowała. Z gościa, który regularnie walczył o podia, Zarco nagle miał problem, żeby w ogóle załapać się w punktach. Gdy zaczęły krążyć pierwsze plotki, że Johann rozstanie się z KTM-em, zawodnik szybko wszystkiemu zaprzeczył. W międzyczasie #5 zwolnił też swojego wieloletniego menadżera, bo ten nie powiedział mu o ofercie Repsol Hondy (na dołączenie do teamu w 2019 roku za odchodzącego na emeryturę Daniego Pedrosę), a namówił na umowę z KTM-em.

Chociaż do rozwiązania umowy Zarco i KTM-a doszło za porozumieniem stron, to Francuz nie szczędził austriackiej marce słów krytyki. Dlatego nawet nie dokończył sezonu, a po wrześniowym GP San Marino, jego miejsce w boksie zajął kierowca testowy Mika Kallio. Gdy Johann pod koniec sezonu miał zastąpić kontuzjowanego Takę Nakagamiego w LCR Hondzie – KTM nie robił mu problemów i zezwolił na te starty. 

I kiedy wydawało się, że kariera Zarco zawisła na włosku – tak jak Vinales, Frnacuz odszedł z zespołu nie mając niczego w zanadrzu – cudem udało się ją uratować. Dla Johanna znalazło się bowiem miejsce w ekipie Avintii, z której wyleciał Karel Abraham. W tym roku #5 jeździ z kolei na fabrycznym Desmosedici w ekipie Pramac Ducati i zajmuje drugie miejsce w mistrzostwach!Johann Zarco na KTM-ie w 2019 roku

Jorge Lorenzo i Honda

To jednak nie zerwane umowy Vinalesa czy Zarco, a właśnie ta Jorge Lorenzo była największym rozwodem ostatnich lat w MotoGP. Po tym, jak przesiadł się z Yamahy na Ducati i w końcu złapał rytm na Desmosedici, Bolończycy postanowili nie przedłużać umowy z Hiszpanem. W sumie, z tego powodu Lorenzo powinien znaleźć się na naszej liście nawet dwukrotnie.

Po rozstaniu z Ducati, Hiszpan rozważał nawet zakończenie kariery. Gdy na emeryturę przeszedł Dani Pedrosa, to Lorenzo dołączył do Repsol Hondy. Było oczywistym, że RC213V to trudny motocykl i Jorge zajmie trochę czasu, zanim złapie na nim rytm. Wszystko trwało jednak o wiele dłużej, niż powinno. Kiedy już #99 widział światełko w tunelu – najpierw zrobił z siebie kulę wyburzeniową w Katalonii, a potem zaliczył potężny upadek w Holandii. Wypadek był na tyle poważny, że Jorge uszkodził jeden z kręgów i udał się na dłuższy odpoczynek.

Gdy wrócił, ewidentnie nie był w stanie jeździć tak, jak przedtem. Nerwowy motocykl i wciąż niedoleczona kontuzja sprawiały, że Lorenzo był cieniem samego siebie. Mimo wszystko decyzja, by zakończyć karierę, zszokowała wielu. Emocjonalna konferencja prasowa podczas finału sezonu w Walencji była ostatnim występem Hiszpana w MotoGP. A Repsol Honda znów miała problem, bo czołowi zawodnicy w MotoGP mieli już kontrakty, a jej brakowało zawodnika.

Choć niedługo później Lorenzo wrócił jako tester Yamahy, nie utrzymał tej roli zbyt długo. Przechodząc na wyraźnie niewyścigowy tryb życia i przybierając na masie, Jorge nie był w stanie jeździć tak szybko, jak wcześniej. I mimo że w pewnym momencie plotki o jego powrocie do MotoGP znów wróciły, #99 zdaje się cieszyć nowy życiem bez ścigania się na motocyklach.Jorge Lorenzo na Hondzie w 2019 roku

Marco Melandri i Ducati

Marco Melandri także mógłby znaleźć się na naszej liście co najmniej kilkukrotnie. Zaczęło się jednak od przygody Włocha z Ducati w 2008 roku – świeżo po tym, jak producent z Bolonii wywalczył debiutanckie mistrzostwo z Casey’em Stonerem. Marco miał za sobą starty w ekipie Gresiniego na satelickiej Hondzie, zakończone podiami i zwycięstwami. 

Niestety, od początku nie był w stanie odnaleźć się na Desmosedici, a sytuacji nie poprawiła seria upadków, która mocno podkopała jego pewność siebie. I chociaż trwały rozmowy, by umowę rozwiązać już w połowie sezonu, Włoch ostatecznie rywalizował na Ducati do końca 2008 roku. W międzyczasie sugerowano nawet, że to nie motocykl jest problemem, a psychika Włocha… Jego najlepszym finiszem było w tamtym sezonie co prawda piąte miejsce w Chinach, ale poza tym tylko dwukrotnie wskoczył do TOP10.

Melandri rozstał się więc po roku z Ducati i przeszedł do Kawasaki, które… zimą wycofało się z MotoGP! Marco udostępniono motocykl „zielonych”, ale po zmianie ekipy w prywatny team o nazwie Hayate Racing. #33 udowodnił jednak, na co go stać, bo we Francji wywalczył na tamtej pięknej, czarnej maszynie finisz na podium.

Po startach w World Superbike, na rok 2015 Melandri wrócił do MotoGP, łącząc swoje siły z Aprilią i ekipą Gresiniego. Start sezonu był fatalny, bo w ośmiu pierwszych wyścigach nie zdobył ani jednego punktu. Gorzej już być nie mogło, bo w tym samym czasie jego team-partner Alvaro Bautista łapał się w punktach. Ostatecznie umowę Melandriego rozwiązano w połowie sezonu, jak na ironię, tak jak w przypadku Vinalesa – w Assen.Marc Melandri na Ducati w 2008 roku

Sam Lowes i Aprilia

Podobnie jak Melandri, także i Sam Lowes przekonał się, że Aprilia nie wybacza błędów. Brytyjczyk awansował do MotoGP w 2017 roku, dopiero co walcząc dla Gresiniego o mistrzostwo Moto2. Już w zasadzie od początku rywalizacji w MotoGP widać było, że ma w zespole status zawodnika numer dwa. Zamiast skupić się na szybkiej jeździe, Lowes co rusz musiał testować nowe części.

Ostatecznie Sam wypełnił tylko rok z dwuletniej umowy. W MotoGP wywalczył zaledwie pięć punktów, a na sezon 2018 wrócił do Moto2. Kiedy pojawiły się plotki, że mógłby dołączyć do Aprilii na sezon 2021 (za zdyskwalifikowanego Andreę Iannone), Brytyjczyk stanowczo odrzucił tę propozycję. Dość powiedzieć, że niemalże identyczną przygodę z producentem z Noale zaliczył zastępca Lowesa – Scott Redding, także odchodząc z Aprilii już po roku.Sam Lowes na Aprilii w 2017 roku

Cal Crutchlow i Ducati

Po 2013 roku Cal Crutchlow miał już za sobą trzy lata startów w MotoGP na Yamasze w satelickiej ekipie Tech3. Brytyjczyk startował już z pole position i stawał na podium, regularnie pnąc się w górę rankingów w MotoGP. Na 2014 rok dołączył do Ducati, jako następca Valentino Rossiego, którego to przygoda z czerwonym motocyklem… powiedzmy, że nie była zbyt udana.

Crutchlow od początku jazdy na Desmosedici walczył jednak z problemami technicznymi oraz kontuzjami. Pod koniec sezonu 2014 zaczął się poprawiać i nawet sięgnął w Aragonii na podium. Chociaż w paddocku krążyły plotki, że jego umowa z Ducati zostanie przedwcześnie rozwiązana, Cal zamierzał wypełnić kontrakt do końca. Kilka tygodni później ogłoszono jednak, że Brytyjczyk odchodzi z Ducati, a jego miejsce zajmie Andrea Iannone

Całe to zamieszanie wyszło mu jednak na dobre. Po pierwsze, podobno zgarnął sporą część obiecanego wynagrodzenia za sezon 2015, nie godząc się na polubowne rozwiązanie kontraktu. Po drugie, dołączył do ekipy LCR Honda, gdzie na RC213V święcił swoje największe sukcesy – wygrał kilka wyścigów i regularnie stawał na podium. Po zakończeniu kariery, w tym roku Cal Crutchlow jest testerem Yamahy i wróci na trzy rundy jako zastępca kontuzjowanego Franco Morbidellego.

Cal Crutchlow na Ducati w 2014 roku

KOMENTARZE