fbpx

Jednym z argumentów, które przemawiają do klientów kupujących chińskie motocykle jest oczywiście ich cena. Wiele osób zwraca uwagę, że w danej cenie wolą kupić nowy sprzęt z gwarancją zamiast starszego motocykla produkcji japońskiej lub europejskiej. Jednak cenowe szaleństwo wkrótce może się skończyć. Wszystko przez apel chińskiej izby handlowej.

Chińska izba handlowa zrzeszająca producentów motocykli (China Chamber of Commerce for Motorcycles) uruchomiła inicjatywę, która ma promować nowe podejście do produkcji jednośladów. W skrócie – nie ma być tanio, ma być dobrze. CCCM zwraca uwagę na fakt, że producenci tak skupili się na wojnie cenowej, że w efekcie dochodzi do kanibalizacji produktów, niezdrowej konkurencji oraz bałaganu w działaniach na światowych rynkach.

Koniec wojny cenowej

Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ najmocniejszą bronią chińskich marek są właśnie ceny motocykli. Czy to źle? Nie do końca, ponieważ zmusza europejskich i japońskich producentów, by przemyśleli swoją politykę sprzedaży. Dużym minusem jest jednak fakt, że np. żaden z chińskich producentów motocykli nie ma swojego hubu z częściami dla rynku europejskiego. To z kolei powoduje frustrację u użytkowników, którzy muszą przeprowadzić poważniejsze naprawy, zwłaszcza przy likwidacji szkód komunikacyjnych.

Wystosowany apel ma 6 punktów i zawiera ciekawe postulaty. Pierwszy z nich dotyczy kwestii porzucenia wojen cenowych i zachęcania do podejmowania racjonalnych działań na rynku krajowym i na rynkach międzynarodowych. Producenci mają w sposób racjonalny opracowywać swoją politykę cenową i wspólnie dbać o porządek chińskiego przemysłu motocyklowego.

Chińskie marki maja skupić się na rozwoju

Dalej robi się jeszcze ciekawiej. W drugim punkcie CCCM wzywa do poszanowania praw intelektualnych i rozwoju innowacji. Zamiast kopiować inne marki, chińscy producenci mieliby skupiać się na badaniach i rozwoju własnych napędów, technologii, stylistyki itp. Dotyczy to zarówno konkurowania chińskich firm pomiędzy sobą, jak również kopiowania produktów europejskich, amerykańskich i japońskich.

CCCM chce, by chiński przemysł motocyklowy wspólnie pracował nad rozwojem na rynkach zagranicznych i standaryzował swoje działania. Wszystko po to, żeby godnie reprezentować kraj na arenie międzynarodowej. Firmy miałyby się skupić na jakości i bezpieczeństwie produkcji. Współpraca ma również dotyczyć promocji. W jednym z punktów czytamy, że należy „wzmocnić wymianę i współpracę pomiędzy firmami, wzajemnie chwalić swoje mocne strony, dzielić się źródłami i porzucić wąskie myślenie o konkurencji.”

Motocykle z Chin – nowe rozdanie

W podsumowaniu CCCM zwraca uwagę na konieczność wejścia w nowy etap rozwoju, który skupi się przede wszystkim na jakości. Czy to oznacza koniec tanich motocykli z Chin? Wszystko zależy od tego, jak producenci to rozegrają. W ramach nawoływania do współpracy chińskie firmy mogłyby np. wspólnie stworzyć wspomniany wcześniej europejski hub z częściami, a nawet europejskie centra dystrybucji motocykli. Problemem jest też to, że nierzadko finalny produkt jest dostarczany w innej konfiguracji, niż prezentowany w katalogu, co powoduje frustrację wśród klientów.

Na ten moment widać dość wyraźny podział, jeżeli chodzi o kraje, w których chińskie motocykle przedarły się do czołówki sprzedaży. Głównie są to rynki mniej zamożne lub takie, gdzie motocykl bardzo często służy jako środek do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Chińskie marki mają coraz mocniejszą pozycję m.in. w Polsce, Hiszpanii i we Włoszech. Tymczasem np. w Niemczech lub Wielkiej Brytanii próżno ich szukać w pierwszej dziesiątce ogólnych rankingów.

KOMENTARZE