Jednym z argumentów, które przemawiają do klientów kupujących chińskie motocykle jest oczywiście ich cena. Wiele osób zwraca uwagę, że w danej cenie wolą kupić nowy sprzęt z gwarancją zamiast starszego motocykla produkcji japońskiej lub europejskiej. Jednak cenowe szaleństwo wkrótce może się skończyć. Wszystko przez apel chińskiej izby handlowej.
Na skróty:
Chińska izba handlowa zrzeszająca producentów motocykli (China Chamber of Commerce for Motorcycles) uruchomiła inicjatywę, która ma promować nowe podejście do produkcji jednośladów. W skrócie – nie ma być tanio, ma być dobrze. CCCM zwraca uwagę na fakt, że producenci tak skupili się na wojnie cenowej, że w efekcie dochodzi do kanibalizacji produktów, niezdrowej konkurencji oraz bałaganu w działaniach na światowych rynkach.
Koniec wojny cenowej
Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ najmocniejszą bronią chińskich marek są właśnie ceny motocykli. Czy to źle? Nie do końca, ponieważ zmusza europejskich i japońskich producentów, by przemyśleli swoją politykę sprzedaży. Dużym minusem jest jednak fakt, że np. żaden z chińskich producentów motocykli nie ma swojego hubu z częściami dla rynku europejskiego. To z kolei powoduje frustrację u użytkowników, którzy muszą przeprowadzić poważniejsze naprawy, zwłaszcza przy likwidacji szkód komunikacyjnych.
Wystosowany apel ma 6 punktów i zawiera ciekawe postulaty. Pierwszy z nich dotyczy kwestii porzucenia wojen cenowych i zachęcania do podejmowania racjonalnych działań na rynku krajowym i na rynkach międzynarodowych. Producenci mają w sposób racjonalny opracowywać swoją politykę cenową i wspólnie dbać o porządek chińskiego przemysłu motocyklowego.
Chińskie marki maja skupić się na rozwoju
Dalej robi się jeszcze ciekawiej. W drugim punkcie CCCM wzywa do poszanowania praw intelektualnych i rozwoju innowacji. Zamiast kopiować inne marki, chińscy producenci mieliby skupiać się na badaniach i rozwoju własnych napędów, technologii, stylistyki itp. Dotyczy to zarówno konkurowania chińskich firm pomiędzy sobą, jak również kopiowania produktów europejskich, amerykańskich i japońskich.
CCCM chce, by chiński przemysł motocyklowy wspólnie pracował nad rozwojem na rynkach zagranicznych i standaryzował swoje działania. Wszystko po to, żeby godnie reprezentować kraj na arenie międzynarodowej. Firmy miałyby się skupić na jakości i bezpieczeństwie produkcji. Współpraca ma również dotyczyć promocji. W jednym z punktów czytamy, że należy „wzmocnić wymianę i współpracę pomiędzy firmami, wzajemnie chwalić swoje mocne strony, dzielić się źródłami i porzucić wąskie myślenie o konkurencji.”
Motocykle z Chin – nowe rozdanie
W podsumowaniu CCCM zwraca uwagę na konieczność wejścia w nowy etap rozwoju, który skupi się przede wszystkim na jakości. Czy to oznacza koniec tanich motocykli z Chin? Wszystko zależy od tego, jak producenci to rozegrają. W ramach nawoływania do współpracy chińskie firmy mogłyby np. wspólnie stworzyć wspomniany wcześniej europejski hub z częściami, a nawet europejskie centra dystrybucji motocykli. Problemem jest też to, że nierzadko finalny produkt jest dostarczany w innej konfiguracji, niż prezentowany w katalogu, co powoduje frustrację wśród klientów.
Na ten moment widać dość wyraźny podział, jeżeli chodzi o kraje, w których chińskie motocykle przedarły się do czołówki sprzedaży. Głównie są to rynki mniej zamożne lub takie, gdzie motocykl bardzo często służy jako środek do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Chińskie marki mają coraz mocniejszą pozycję m.in. w Polsce, Hiszpanii i we Włoszech. Tymczasem np. w Niemczech lub Wielkiej Brytanii próżno ich szukać w pierwszej dziesiątce ogólnych rankingów.





