fbpx

Kupiłby i wieś, ale forsa gdzieś. Zastanówmy się więc, czy w budżecie 10 tys. zł znajdziemy na rynku jakiś sensownie jeżdżący motocykl klasy 125 ccm? Wydaje się, że właśnie nowy Keeway RKF może spełnić te nadzieje.

Niektórzy z Was zapewne pamiętają burzliwe lata początków XXI wieku, kiedy to na naszym rynku zainstalowała się dobrze ponad setka importerów jednośladów z Chin. Każdy kto miał handlową głowę na karku, sprowadzał jeden lub dwa kontenery z Chin, nazywał motocykle według własnego pomysłu i okoliczne szklarnie, opuszczone punkty skupu mleka, czy przydrożne baraki przerabiał na „salony sprzedaży”.

To był okres prawdziwej wolnej amerykanki. Sprowadzano jak najtańszy towar i sprzedawano go za grosze, również w supermarketach obok jednorazowych klapków. Firmy upadały równie szybko co powstawały, a skołowani klienci nie wiedzieli do kogo zwracać się z roszczeniami gwarancyjnymi, czy choćby okresowym serwisem. To był prawdziwy koszmar, który na wiele lat zepsuł opinie chińskiej motoryzacji w naszym kraju. A przecież tak być nie musiało….

Zły Chińczyk, dobry Chińczyk

Kraje azjatyckie dysponują znacznie bardziej rozwiniętymi technologiami, niż nam się wydaje. Przecież to właśnie nie kto inny, tylko Chiny jako pierwsze posadziły lądownik na ciemnej stronie księżyca. Możliwości są więc niemal nieograniczone, wszystko jednak zależy od potrzeb zamawiającego. Chcesz tani szajs – proszę bardzo, chcesz towar luksusowy – nie ma problemu. Przecież nawet tak szacowna firma jak BMW część swojej produkcji realizuję właśnie za Wielkim Murem i nikt (no, prawie nikt) nie narzeka na jakość wykonania. To samo dotyczy innych motocykli.Na początku XXI wieku na naszym rynku pojawił się także Keeway. Wtedy firma bardzo młoda, bo powołana do życia w roku 1999 przez koncern Qianjiang, od samego początku istnienia stawiała na dobrą jakość. Pech chciał, że mniej więcej w tym samym czasie w Polsce najbardziej agresywnie działał importer chińskich motocykli Kingway, którego filozofia biznesu była wręcz odwrotna. Pojazdy były bezwstydnie tanie, ale ich jakość proporcjonalnie do ceny – fatalna. Sprzedaż Kingwaya w naszym kraju dochodziła wtedy do niewiarygodnych 50 tys. sztuk rocznie, jednak liczba roszczeń reklamacyjnych rosła lawinowo.Nazwy Keeway i Kingway brzmią bardzo podobnie, więc zdezorientowani klienci nie rozróżniali marek, a przecież różnice w jakości były gigantyczne. Po kilku latach po kolosie Kingwayu praktycznie nie ma śladu, a pozostały na naszym rynku Keeway jeszcze długo musiał tłumaczyć się za konkurenta przed porzuconymi i rozwścieczonymi klientami. Sytuacja wcale nie była łatwa.

Czas jednak wszystko zweryfikował, a na naszym rynku pozostała jedynie garstka importerów chińskich motocykli, ale już wysokiej jakości. Oczywiście nie da się tych maszyn porównywać z europejskimi czy japońskimi, zwróćmy jednak uwagę, że „chińczyki” są pod każdym względem coraz bardziej atrakcyjne, a ich ceny ciągle na poziomie umiarkowanym.

Miejski wariat

Keeway to na naszym rynku dosyć dobrze okrzepnięta marka, ciesząca się niezłą renomą. Warto zwrócić uwagę na fakt, że od roku 2005 koncern Qianjiang, właściciel Keewaya, jest także właścicielem marki Benelli. Dzięki zastrzykowi finansowemu i reorganizacji firmy udało się podźwignąć tę zacną, chociaż podupadającą włoską markę. Biura konstrukcyjne zostawiono w Italii, jednak całą produkcję przeniesiono do Chin. Z dostosowaniem jakości produktu do włoskich, wymagających projektów nie ma żadnego problemu, co tylko pozytywnie świadczy o możliwościach technologicznych Qianjiang Group.

ŻYWIOŁEM MAŁEGO KEEWAYA są szybkie
i ciasne zakręty. To miejski zawadiaka.

Tym razem pod lupę weźmiemy najnowsze dziecko Keewaya – model RKF 125 i zbadamy czy rzeczywiście jest tak fajny, jak piszą o nim marketingowcy firmy. Już na pierwszy rzut okaz widać, ze RKF to niezły miejski zawadiaka. Wyjątkowo drapieżna stylistyka nadwozia, waląca po oczach agresywna kolorystyka – tego motocykla po prostu nie da się nie zauważyć.

Skrzyżowanie nakeda ze streetfighterem prezentuje się całkiem elegancko. Jest stosunkowo krótki, ale za to wysoki i bardzo zwarty. Linia nadwozia jest bardzo lekka i agresywna, a tylny błotnik i stelaż podtrzymujący tablicę rejestracyjna wraz z oświetleniem i migaczami to po prostu mistrzostwo świata.Dobrą robotę robi też przedni reflektor w technologii LED, chociaż jego twórcy chyba za bardzo zapatrzyli się we wzornictwo KTMa. Wprawne oko zauważy, że silnik chłodzony jest cieczą, w tylnym zawieszeniu zainstalowano amortyzator typu monoshock, a z przodu Upside Down. Pod względem wzornictwa, stylistyki i konstrukcji to bardzo przyzwoity pojazd. Pozostaje jedynie pytanie, jak w praktyce sprawuje się na drodze? Przecież wygląd to nie wszystko, może być jedynie dekoracją…

A w praktyce…

Maszyna w stanie gotowym do jazdy waży 148 kg. Niby niezbyt wiele, ale biorąc pod uwagę, że silnik chłodzony jest cieczą, możemy uznać to za dobre osiągnięcie. Jednostka napędowa generuje moc niemal 13 KM, czyli zbliża się do limitu klasy 125 na prawo jazdy kategorii B.

Co ciekawe, w głowicy udało się upchnąć aż trzy świece zapłonowe, co chyba jest rekordem świata w tak małej pojemności. Biorąc pod uwagę, że pracują w niej aż cztery zawory, to z takim zagęszczeniem dziur na centymetr kwadratowy musi wyglądać jak durszlak.

Nie zastanawiając się głębiej nad sensem takiego rozwiązania muszę przyznać, że RKF jak na klasę 125 ccm zbiera się bardzo raźnie i chyba niewielu konkurentów ma podobne osiągi. Oczywiście pomijam najwyższą półkę, dysponująca pełnymi 15 KM, ale do tego tematu jeszcze powrócę.

PŁUG DODAJE małemu motocyklowi
zawadiackiego charakteru.

W tym przypadku jeździec ma do dyspozycji aż sześć biegów, a że motorek lubi się kręcić „wysoko”, to trzeba nimi nieco powachlować aby jazda była rzeczywiście dynamiczna. Ta częsta zmiana biegów przynosi jednak bardzo dobre rezultaty. Gdy cały czas utrzymujemy silnik na obrotach zbliżonych do maksymalnych, w mieście będziemy bardzo szybcy. Pode mną prędkościomierz maksymalnie wskazywał 121 km/h i gdyby nie fakt, że ECU odcinał już zapłon, pewnie udałoby się wydusić jeszcze więcej.

Oczywiście to tylko wskazania licznika, które zapewne nieco przekłamują, ale w praktyce – byłem sporo szybszy od wszystkich ciężarówek, a nawet od niektórych aut osobowych, więc musiało być powyżej 110 km/h. „Stówka” jest prędkością, którą RKF jest w stanie utrzymywać w sposób ciągły w trasie. W ruchu miejskim natomiast bez problemu będziemy jeździli na czwartym, lub piątym biegu utrzymując silnik w średnim zakresie obrotów.

ZE WZGLĘDU NA KOLOR, ale
także stylistykę, tego motocykla trudno nie zauważyć.

Skrzynia biegów zestopniowana jest bardzo dobrze, a i z precyzją jej pracy nie ma problemów – przełożenia da się zmieniać bez użycia sprzęgła zarówno w gorę, jak i w dół. Zawieszenia są bardzo stabilne i zestrojone. Motorek nawet w szybkich i ciasnych zakrętach zachowuje się bardzo pewnie, ale jest twardy, przez co marnie wybiera wszelkiego rodzaju nierówności, jak np. studzienki ściekowe.

Układ hamulcowy nieco mnie zaskoczył. To pierwszy motocykl z systemem CBS, w którym bez problemu można podczas hamowania zablokować tylne koło. Nie wiem jak inżynierom od hydrauliki udało się uzyskać taki efekt, ale bardzo mi się to podoba. Jedyne zastrzeżenia można mieć do wyświetlacza. W porównaniu z resztą motocykla jest nieco nudny i odrobinę nie na czasie.

DLA PASAŻERA nie przewidziano wiele miejsca.
Będą również kłopoty z przytroczeniem bagażu.

Do jego funkcjonalności, ilości podawanych informacji, czy kontrastu obrazu nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, ale pewnie mógłby być kolorowy, nie mówiąc już o wyświetlaczu TFT. Ale przecież tak fajny motocykl jakieś wady może mieć. O ile doskonale sprawdza się w ruchu miejskim, to raczej nie polecam go jako maszyny turystycznej.

Owszem – jest dosyć szybki, dobrze chodzi po winklach. Niestety pozycja za kierownicą będzie męczącą na dłuższa metę, głównie ze względu na umiejscowienie podnóżków. Przesunięte mocno do tyłu są raczej typowe dla klasy „sport” i nie zapewniają odpowiedniego komfortu w dalekich przelotach.

Jeszcze gorzej będzie miał pasażer, bo jego siedzenie jest mikroskopijne, a kolana będzie miał zadarte aż pod brodę. W takiej pozycji nie da się (podobno) długo wytrzymać. Jednak nawet sam Keeway nie pozycjonuje tego motocykla jako turysty, tylko wariata do miejskich zabaw.

WSKAŹNIKI SĄ BOGATE I CZYTELNE, tylko trochę
przestarzałe w stosunku do reszty motocykla

Co z konkurencją?

Ze względu na gabaryty i kształty, jako konkurencja na myśl przychodzą mi 3 maszyny – KTM Duke 125, Yamaha MT 125 i Suzuki GSX-S 125. Konkurenci dysponują bardziej rozpoznawalnymi w Europie logotypami, ale czy są lepsi? Marka oczywiście przekłada się na utrzymywanie ceny i łatwiejszą odsprzedaż, w dodatku każdy z nich dysponuje mocą pełnych 15 KM, co przy tej pojemności robi różnicę.

ZWRÓĆCIE UWAGĘ na bardzo fajny
i niecodzienny kształt felg.

Jednak w kwestii wzornictwa i własności trakcyjnych, mały „chińczyk” z pewnością nie ustępuje konkurencji. Pod jednym względem jest za to atrakcyjniejszy – cena. Za Yamahę musimy zapłacić niemal 21 tysięcy, za KTMa niemal 19, a za Suzuki prawie 17. Keeway RKF kosztuje 10 200 zł, co dla większości polskich motocyklistów ma zasadnicze znaczenie.

Co ciekawe – u tego samego importera (Motor-Land) znajdziemy w ofercie, wydawałoby się bardziej markową maszynę tej klasy– Benelli BN 125 i będzie ona… tańsza o 1000 zł. Producent w zasadzie ten sam, a jednak wyżej ceni sobie własną markę, niż tę „europejską”. Niezależnie od wszystkiego, wydaje mi się, że w budżecie 10 000 zł na naszym rynku nie ma bardziej nowoczesnego i żwawego motocykla klasy 125 ccm.

KEEWAY RKF 125

SILNIK
Typ:czterosuwowy, chłodzony cieczą BJ154MI-4A
Układ:jednocylindrowy
Rozrząd:SOHC, 4 zawory na cylinder
Pojemność skokowa:124,1 ccm
Średnica x skok tłoka:54 x 54,5 mm
Stopień sprężania:11,6:1
Moc maksymalna:12,24 KM(9,4kW) przy 9500obr/min
Moment obrotowy:10 Nm przy 8500 obr/min
Zasilanie:elektronicznie sterowany wtrysk paliwa
Smarowanie:pod ciśnieniem/rozbryzgowe, z mokrą miską olejową
PRZENIESIENIE NAPĘDU
Sprzęgło:mokre, wielotarczowe
Skrzynia biegów:sześciostopniowa
Silnik-sprzęgło:koła zębate
Napęd tylnego koła:łańcuch rolkowy
PODWOZIE
Rama:stalowa, podwójna, przestrzenna, typu otwartego Deltabox
Zawieszenie przednie:widelec teleskopowy USD Ø35 mm, bez możliwości regulacji, skok 110 mm
Zawieszenie tylne:wahacz dwuramienny, centralny amortyzator olejowy, regulacja wstępnego napięcia sprężyn, skok 50 mm
Hamulec przedni:pojedynczy, tarczowy, Ø 260 mm, zacisk dwutłoczkowy, CBS
Hamulec tylny:pojedynczy tarczowy, Ø 220 mm mm, zacisk jednotłoczkowy, CBS
Opony przód / tył:100/80-17 / 130/70-17
WYMIARY I MASY
Wysokość siedzenia:810 mm
Długość:2030 mm
Szerokość:780 mm
Wysokość:1070 mm
Rozstaw osi:1345 mm
Masa z płynami:147 kg
Zbiornik paliwa:10 litrów
DANE EKSPLOATACYJNE
zużycie paliwa:3,5 l/100 km (w teście)
zasięg:ok. 300 km
prędkość maksymalna:116 km/h (wg.producenta)
KOMENTARZE