fbpx

Turystyka motocyklowa na prawo jazdy kat. A2? Pierwsza myśl, która pojawia się w reakcji na takie zestawienie, często kręcić się będzie wokół słowa „męka”, prawda? Otóż nic bardziej mylnego! Z powodzeniem można wygodnie i sprawnie podróżować, posiadając takie „okrojone” prawo jazdy. Na rynku dostępne są ciekawe modele spełniające wymogi tej kategorii, którymi można wyruszyć nawet w dłuższą podróż po alpejskich przełęczach, nawet w grupie z mocniejszymi maszynami, i świetnie się bawić, nie psując przy tym zabawy innym.

Po co czekać?

Gdyby zrobić odpowiednie badanie, jestem przekonany, że większość respondentów odpowiedziałaby, że cierpliwość nie jest ich najmocniejszą stroną. Zwłaszcza w młodym wieku, kiedy to przede wszystkim się chce, nie martwiąc się jeszcze wszystkimi związanymi z daną zachcianką konsekwencjami. Do tego dzisiejsze wszechobecne udogodnienia, jak chociażby smartfony z tysiącami natychmiastowych powiadomień, nie sprzyjają wypracowywaniu w sobie tej cechy. Dziś ma być wszystko, wszędzie, natychmiast! Ponadto – umówmy się – jeśli owa zachcianka dotyczy dosiadania okrakiem wibrującego i rozgrzanego silnika, nad którym umieszczono zbiornik z łatwopalną cieczą, a następnie rzucania się w nieznane, często bez większego przygotowania czy planowania, to już samo to sugeruje, że racjonalność nie jest najsilniejszą cechą motocyklisty.

Myśląc o dalszych trasach, wpisujących się w szerokie i luźno zdefiniowane pojęcie „turystyki motocyklowej”, myślimy zwykle o większych pojemnościach i większej mocy, które mają zapewniać lepsze doznania i generalnie lepiej sprawdzać się w trasie. Niestety (albo stety), takie maszyny nie są od razu dostępne dla młodych amatorów jazdy na silniku z dwoma kołami. Kategoria A, uprawniająca do jazdy motocyklami o dowolnej pojemności i mocy, ma swoje obwarowania dotyczące wieku i doświadczenia. Czy to zatem koniec – przynajmniej na kilka lat – płomiennych marzeń o przygodach motocyklowych, pożeraniu kilometrów, odwiedzaniu nowych miejsc, niespodziankach na trasie i wszystkim tym, co zwykle kojarzy się z turystyką? Niekoniecznie! Tutaj z pomocą przychodzi kategoria A2, która uprawnia do jazdy motocyklami o mocy do 35 KW i jest dostępna wcześniej. Na kurs można zapisać się już na 3 miesiące przed osiągnięciem progu pełnoletności, a nowym motocyklem (i „papierem” do jazdy na nim) cieszyć się na „osiemnastkę”. Kuszące.

Da się?

Wygląda na to, że młody zapaleniec, który odkrył w sobie duszę podróżnika, nie jest skazany na czekanie. Nie wiem właściwie, skąd wziął się próg akurat 24 lat*, które trzeba skończyć, żeby móc zdawać egzamin od razu na „pełną” kategorię A, ale skądś się wziął. Ktoś go wymyślił, ktoś inny „przyklepał”, zapewne niewielu zapytało, dlaczego i po co. I tak sobie jest.

24 lata to dla wielu osób moment, w którym kończą studia wyższe i opuszczają mury uczelni. Doskonały czas, żeby zrobić prawko, kupić motocykl i – jeszcze przed dołączeniem do wyścigu szczurów – pojeździć trochę po świecie. No tak, ale z drugiej strony wiemy, jak często wyglądają studia i studiowanie. Pomiędzy sesjami to głównie czas (nierzadko bardzo przyjemnego) próbowania nowych rzeczy, często pierwszy dłuższy okres, kiedy młodzi ludzie wyrywają się spod skrzydeł (albo ze smyczy) rodziców i zaczynają żyć według własnych reguł. Czy można sobie wymarzyć lepszy moment na rozpoczęcie przygód motocyklowych? Szczególnie że turystyka motocyklowa może być naprawdę przystępna cenowo (nie ukrywajmy – dla studentów jest to często koronny argument), jeśli zamiast hoteli wybierzemy namiot, a zamiast restauracji palnik gazowy lub ognisko.

Warto?

Zatem da się. W młodym wieku da się już spróbować turystyki motocyklowej, dysponując prawem jazdy kategorii A2 i dosiadając maszyny, która spełnia jej wymogi. Tutaj pojawia się więc kolejne pytanie – czy warto? Oczywiście to kwestia mocno subiektywna, ale moim zdaniem tak. Wspomniana kategoria A2 honorowana jest nie tylko w Polsce, ale też na terenie UE, a to całkiem spory ogródek, który można zjeździć turystycznie, świetnie się bawiąc i odwiedzając masę ciekawych miejsc. To też zdecydowanie rozsądniejszy pomysł, zanim rzucisz się na podbój Afryki na dwóch kołach. W Europie szeroko rozumiana infrastruktura zawsze będzie przyjaźniejsza dla początkującego turysty motocyklowego.

Jest więc gdzie jeździć, ale zasadnicze pytanie brzmi – czy jest czym jeździć? Czy 35 KW (niespełna 48 KM) to dużo czy mało? Trudno powiedzieć, bo to kolejna mocno subiektywna kwestia. Natomiast można śmiało stwierdzić, że na początek przygody motocyklowej taka moc w zupełności wystarczy, a dodatkowo stanowi jako-takie zabezpieczenie na wypadek, gdyby młody jeździec dał się ponieść fantazji. Nadal będziesz pierwszy z każdych świateł, nadal będziesz w trasie mógł spokojnie wyprzedzić zdecydowaną większość napotkanych aut, nadal możesz wygodnie podróżować z prędkością autostradową, mając na dodatek pod manetką odrobinę zapasu mocy. Mało tego, w przypadku wyjazdów grupowych nie będziesz odstawać i koledzy raczej nie będą musieli na Ciebie czekać. Oczywiście jeśli odkręcicie manetki do oporu, to będziesz musiał pogodzić się z tym, że 60-, 70- czy 80-konne maszyny będą Ci odjeżdżać, ale po pierwsze – ile razy zdarza się taka sytuacja, w której masz odpowiednie warunki, żeby faktycznie odpalać „pełną moc”, zwłaszcza gdy przed Tobą (albo za Tobą) cały wyjazd. Po drugie, motocyklowi turyści to raczej nie grupa gnająca pełną mocą czy latająca na gumie. Z kuframi i bagażami to żadna przyjemność, a wręcz może to być przepis na spektakularną katastrofę. W grupie, przy spokojnej jeździe turystycznej, dozwolone na kategorię A2 48 koni mechanicznych jest w zupełności wystarczające i potrafi dawać naprawdę dużo frajdy.

Przekonałem się o tym sam, zabierając swojego Benelli Leoncino Trail w podróż z centralnej Polski na południowy zachód, a następnie przez Czechy i Słowację z powrotem. Jestem co prawda posiadaczem pełnej kategorii A, ale na pierwszy motocykl wybrałem właśnie tę pięćsetkę, gdyż podobała mi się z wyglądu, cieszyła się dobrymi opiniami i zachęcała bardzo atrakcyjną ceną. Jechałem z kolegą, który dosiadał Versysa 650, i przez blisko 2000 przejechanych kilometrów i 5 dni jazdy nie było sytuacji, w której musiałbym za nim gnać albo on musiałby na mnie czekać. A przecież Kawasaki dysponuje 69 KM, przy których 48 kucy dostępne w Benelli powinno wypadać blado. Kolejny raz potwierdziło się zatem, że to, co na papierze, niekoniecznie przekłada się na to, co na ulicy.

Przekonał się też o tym Filip, nasz redakcyjny czarodziej wideo, który na Benelli TRK 502 X wybrał się w austriackie Alpy. Podczas gdy Leoncino Trail jest nakedem w stylistyce neo-classic, tak TRK jest modelem przeznaczonym stricte do turystyki. Ma typową konstrukcję motocykla turystycznego, owiewki, szerszą kanapę, szybę, można też go z łatwością wyposażyć w kufry lub sakwy. A do tego dysponuje tym samym silnikiem 500 cm3 o mocy niespełna 48 KM, co oznacza, że spełnia limity przewidziane dla maszyn objętych kategorią A2.

Pięćsetka na alpejskich przełęczach

Korzenie motocyklowe Filipa tkwią mocno w glebie. I to dosłownie, bo większość jego doświadczenia związana jest z motocrossem i enduro. Mimo to – być może nieco ośmielony towarzystwem bardziej wprawionych kolegów – postanowił zabrać niemałe i nielekkie przecież Benelli na zwiedzanie Alp po stronie austriackiej. Co zabawne, przed laty Filip miał problem ze zdaniem kategorii A, gdyż nie wyrobił się w sezonie z domknięciem jazd, a przed kolejnym zmieniły się przepisy i tym sposobem skończył właśnie z A2. Jak pewnie łatwo się domyślić, nie był zachwycony tym faktem, przez co… obraził się na swoje prawo jazdy i nie odbierał go z urzędu przez 7 (!!) lat. Dopiero po dołączeniu do redakcji zdecydował, że może jednak się przydać. Dziś twierdzi, że motocykle spełniające ograniczenia tej kategorii również mogą dawać dużo przyjemności.

Grupa wycieczkowa była zróżnicowana – razem z Filipem jechał nowy Transalp od Hondy oraz szwedzko-austriacka Husqvarna Norden 901. Oba motocykle dysponują mocą znacząco wyższą niż Benelli, a mimo to włoska pięćsetka radziła sobie całkiem poprawnie i nie odstawała od reszty. Oczywiście różnica w komforcie podróży jest zauważalna ze względu na zapas mocy i niższe obroty, ale nie na tyle, żeby wykreślić TRK z tego towarzystwa.

Pierwszego dnia – ze względu na fatalne warunki pogodowe – zwiedzanie ograniczyło się do podjazdu pod alpejskie wodospady. W zasadzie cała jazda odbywała się w deszczu, w którym jednak Benelli na seryjnych oponach Metzeler radziło sobie zaskakująco dobrze. Brak ABS-u działającego w zakrętach sprawił, że dużo częściej trzeba było korzystać z tylnego hamulca na krętych drogach górskich, ale nawet na mokrym motocykl dawał radę.

Drugiego dnia w planie było zwiedzanie skoczni w Bischofshofen oraz jednej z największych jaskiń lodowych na świecie. Pogoda znów – delikatnie mówiąc – nie rozpieszczała, ale i tym razem Benelli radziło sobie poprawnie, dzielnie trzymało się mocniejszych kolegów i, co najważniejsze, zapewniło możliwość zwiedzania ciekawych miejsc. Filip zauważył też, że wygodna, zrelaksowana wręcz pozycja na TRK znacząco różni się od tej, do której jest przyzwyczajony z jazdy terenowej, przez co nie „prowokuje” i nie zachęca do agresywnej jazdy, a raczej do spokojnego zwiedzania. Dla mniej wprawionych motocyklistów może okazać się to sporą zaletą.

Trzeciego dnia pogoda postanowiła w końcu wynagrodzić nieco grupie trudy objeżdżania górskich dróg w deszczu. Było wreszcie sucho, a plan zakładał objechanie słynnej przełęczy Glossglockner. To jedna z najbardziej malowniczych tras w tej części Europy, co oznacza oczywiście spory ruch. I tu znów Benelli nie odstawało od kompanów, bo i tak możliwości wykorzystania różnicy mocy były silnie ograniczone przez wyłaniające się raz po raz zza zakrętów kampery, osobówki czy peletony rowerzystów. Założeniem natomiast od początku było nie ściganie się po alpejskich serpentynach, ale zwiedzanie i cieszenie się zapierającymi dech w piersiach widokami. Odpoczynek od codzienności.

No właśnie. Turystyka motocyklowa – jak już wcześniej wspominałem – rzadko oznacza odkręcanie manetki do oporu. To raczej spokojna jazda w pięknych miejscach, cieszenie się chwilą. Większość z nas w ten sposób próbuje „wyzerować” stres i napięcie dnia codziennego. Głównym oczekiwaniem od motocykla turystycznego nie jest więc to, żeby trzymał nas cały czas w napięciu, składał się „do gleby” w zakrętach i mknął z niebezpiecznymi prędkościami, balansując na krawędzi. Motocykl turystyczny ma przede wszystkim nie przeszkadzać, ma bezawaryjnie i stosunkowo wygodnie pozwolić cieszyć się czasem wolnym, chwilą oddechu i relaksu, zmianą otoczenia i eksplorowaniem nowych miejsc. I z tym „Teerka” poradziła sobie śpiewająco. Zwłaszcza że stosunek ceny do jakości i oferowanej frajdy jest trudny do przebicia. Benelli pozwala stosunkowo łatwo (albo – mówiąc wprost – tanio) wejść do świata turystyki motocyklowej i nie będzie przeszkadzać w jej uprawianiu.

Primum, non perturbare

Po objechaniu Glosslocknera zapadła decyzja, żeby na nocleg zostać w schronisku u stóp góry, do którego prowadziła droga offroadowa. Nie były to szybkie szutry, a raczej dość wymagająca kamienista, luźna nawierzchnia. Ponieważ wyjazd miał się ku końcowi, Filip z Andrzejem postanowili urządzić sobie wyścig tą górską ścieżką. Ciasne nawrotki, offroadowa sceneria i TRK 502 X naprzeciw nowej Hondy Transalp. Filip z zadowoleniem zauważył, że mniejsza moc Benelli w takich okolicznościach okazuje się być atutem – nie onieśmiela, nie straszy, motocykl nie wyjeżdża spod jeźdźca, nie mieli tylnym kołem, nie zarzuca nadmiernie tyłem, a jednocześnie po odkręceniu manetki naprawdę przyzwoicie się napędza. Włoska pięćsetka spełniła najważniejszy warunek – nie przeszkadzała Filipowi w wykorzystaniu umiejętności wyniesionych z motocrossu i enduro, dzięki czemu na mecie mini-wyścigu zameldował się jako pierwszy.

Wsiadaj i jedź!

Wygląda więc na to, że da się podróżować na A2 i warto podróżować na A2. Przewidziane dla tej kategorii 48 KM w zupełności wystarcza, żeby zasmakować turystyki motocyklowej. Dodatkowo opcja ta jest przystępna cenowo, a przy tym nie wiąże się ze znaczącymi kompromisami, przez które trzeba by zaciskać zęby czy pochlipywać w kąciku namiotu, chowając się przed żartami i docinkami kolegów. Niedawny wyjazd chłopaków w Alpy pokazuje, że można zwiedzać, cieszyć się wyjazdem, podróżować w grupie (nawet z mocniejszymi motocyklami) i mieć po prostu frajdę. Nie musisz czekać, nie musisz wydawać fortuny, nie musisz przejmować się niedoborami mocy, żeby w ten sposób spędzać wolny czas i czerpać z niego przyjemność – po prostu wsiadaj i jedź!

* Kategoria A2 ma też jeszcze jedną zaletę. Dla zapalonych i – jak już ustaliliśmy na wstępie – niecierpliwych pasjonatów dwóch kółek uzyskanie tych uprawnień w wieku 18 lat oznacza, że na egzamin na „pełną” kategorię A nie muszą czekać do ukończenia 24. roku życia. Jeśli przejeżdżą dwa lata na słabszym motocyklu spełniającym wymogi A-dwójki, ustawodawca łaskawie pozwala im na podejście do egzaminu na kategorię A już w wieku 20 lat. Jest to zatem nie tylko doskonały wstęp do turystyki motocyklowej, ale też szansa na o wiele szybsze uzyskanie pełnych uprawnień.


Zdjęcia: Filip Miętka

KOMENTARZE