fbpx

W naszej rozmowie z właścicielem modelu 1290 Super Adventure S padło wiele gorzkich słów, głównie pod adresem serwisu KTM. Ostatecznie bohater odcinka podkreśla jednak, że wybór tego motocykla był bardzo dobrym pomysłem i gdyby miał możliwość cofnięcia czasu, podjąłby identyczną decyzję raz jeszcze…

Ten motocykl to taka rakieta dalekiego zasięgu na dwóch kółkach. Jeden z najmocniejszych i najszybszych motocykli turystycznych, zaliczanych do popularnej i wciąż rosnącej klasy Adventure. Niedawno na łamach Świata Motocykli Andrzej opisywał najnowsze wcielenie tej turystycznej bestii – model 1390 Super Adventure. W tym wypadku mamy do czynienia z sześcioletnim, używanym egzemplarzem poprzedniej generacji.

Turystyczny ścigacz

KTM zastosował tu silnik LC8, czyli jednostkę V2 generującą imponujące 160 KM. Moc maksymalna to jedno, a absurdalnie mocny dolny i środkowy zakres obrotów drugie! Dlatego nie bądź zdziwiony, jeśli odkręcając śmiało rollgaz na czwartym biegu poczujesz, że przód robi się nagle lekki, a motocykl zaczyna jechać na jednym kole. Oczywiście tylko w sytuacji, kiedy wyłączysz wspomagającą kierowcę elektronikę. Jednocześnie motocykl oferuje wygodną, w pełni wyprostowaną pozycję za kierownicą, dużo przestrzeni dla kierowcy i pasażera, solidną ochronę przed wiatrem i spory prześwit. 1290 Super Adventure S to wielki, wygodny sprzęt z temperamentem godnym motocykla sportowego. Taka krzyżówka wielbłąda z koniem wyścigowym…

KTM 1290 Super Adventure oferowany był w wersji S oraz R. Opisywaną tutaj wersję S wyróżnia m.in. półaktywne zawieszenie WP oraz koła o średnicy 19 cali z przodu i 17 cali z tyłu (w wersji R mamy 21/18 cali). Super Adventure S ma ponadto nieco mniejsze skoki zawieszenia względem wersji R i generalnie jest to motocykl stworzony do turystyki przede wszystkim asfaltowej, podczas gdy Super Adventure R oferuje charakter nieco bardziej offroadowy. Tyle w teorii. W praktyce Rafał dość regularnie zjeżdża swoim 1290 Super Adventure S z utartych szlaków i zapuszcza się w łatwiejszy, a niekiedy również trudniejszy teren.

Rafał jest doświadczonym motocyklistą, ale za to zupełnie początkującym turystą motocyklowym…

Wyjazd „prawie” do Gruzji

Prezentowany KTM 1290 Super Adventure S to egzemplarz z roku 2020. Obecnie motocykl ma ponad 40 000 km przebiegu i od kiedy znalazł się w rękach Rafała, ten wynik dość szybko rośnie. Na co dzień KTM jest używany jako środek lokomocji służący dojazdom do pracy. Do tego dochodzi klasyczne jeżdżenie wokół komina i weekendowe wyjazdy. Z dłuższych wypraw można wymienić wycieczkę do Turcji z zamiarem wjazdu do Gruzji, co jednak finalnie nie doszło do skutku ze względu na problemy formalne… Braki w dokumentach zmusiły Rafała do zawrócenia (całą historię opisaną szczegółowo znajdziecie w filmie na końcu artykułu). Koniec końców 1290 Super Adventure S jest kompanem podróży Rafała, który wcześniej jeździł na motocyklu sportowym i wejście w świat turystyki jest dla niego całkowitą nowością.

Problemy serwisowe

Przebieg całkowity byłby zdecydowanie większy, ale w tym momencie w naszej opowieści pojawia się wątek problemów technicznych, które na jakiś czas uziemiły sprzęt w serwisie, czy chcąc być bardziej precyzyjnym – nawet w kilku serwisach z rzędu. Rafał podkreśla, że większy problem niż sam motocykl sprawił mu kiepski poziom obsługi w autoryzowanych serwisach KTM w Polsce.

Kiedy pojawiły się kłopoty z uruchomieniem motocykla, najwięcej czasu zajęło samo zlokalizowanie źródła problemu. Kolejni mechanicy przystępowali do diagnostyki i rozkładali ręce. Finalnie okazało się, że problem tkwił w głównej wiązce elektrycznej. W dwóch kostkach, które były niedostatecznie zabezpieczone i gromadziła się w nich woda. W dodatku przyczyną bynajmniej nie było brodzenie w głębokiej rzece, czy pełne zanurzenie motocykla w wodzie, tylko zwykła wizyta na myjni lub po prostu jazda w większym deszczu.

Zdaniem Rafała w tym modelu warto po prostu dobrać się do wiązki i profilaktycznie dobrze ją zabezpieczyć przed dostępem wody. Jeśli pojawią się problemy z elektryką, zacznijcie właśnie od sprawdzenia, czy w newralgiczne miejsca nie dostaje się woda lub choćby wilgoć. Dodatkowe utrudnienie stanowi niestety fakt, że dostęp do wiązki głównej nie jest taki łatwy, jakby można się tego spodziewać (nie wystarczy samo ściągnięcie kanapy).

Rafał zwraca również uwagę, że ten motocykl źle znosi duże obciążenie całej elektryki dodatkowymi urządzeniami zewnętrznymi, jak np. podłączona jednocześnie nawigacja, telefon, czy inne akcesoria.

Ponadto pamiętajcie, aby pilnować interwałów pomiędzy serwisami. W każdym motocyklu zaniedbania serwisowe potrafią się zemścić w przyszłości. Zdaniem Rafała, w przypadku tego modelu serwisowe niechlujstwo uderzy w nas ze spotęgowaną mocą…

Serię problemów z opisywanym egzemplarzem 1290 Super Adventure zamknęły pokrzywione tarcze hamulcowe. Tutaj również serwis się nie popisał zrzucając winę na inne rzeczy, zamiast od razu zlokalizować źródło problemu w krzywych tarczach. Na koniec dopytywałem również o ewentualne problemy z nadmiernym zużyciem oleju. W przypadku modelu Rafała nic takiego nie miało miejsca. Nigdy nie była potrzebna nawet mała dolewka pomiędzy kolejnymi wymianami oleju.

Jak widać – lista kłopotów Rafała z jego motocyklem nie jest jakoś upiornie długa, co nie zmienia faktu, że nieudolne diagnozowanie awarii było źródłem dość wielu rozczarowań i frustracji. Mimo wszystko Rafał zapytany, czy kupiłby ten motocykl po raz drugi, bez chwili wahania odpowiada, że tak!

Warto również dodać, że modele od roku produkcji 2021 zostały gruntownie poprawione w wielu aspektach. W sieci można znaleźć sporo informacji na temat tej dużej modernizacji modelu 1290 SA, dzięki której udało się wyeliminować wiele typowych problemów i bolączek. Szukając używanego egzemplarza na pewno warto celować w egzemplarze wyprodukowane od roku 2021.

Silnik LC8 generuje 160 KM i oferuje absurdalne wręcz przyspieszenia!

Dudniący dźwięk V2 jeszcze bardziej podbija tu akcesoryjny wydech LeoVince.

Wersja „S” z założenia jest bardziej na asfalt, ale Rafał się tym nie przejmuje…

Koszty eksploatacji

Oczywiście, przy takich osiągach motocykla trzeba się liczyć z dość szybkim znikaniem tylnej opony. Tym bardziej, jeśli chcecie te osiągi w pełni wykorzystywać, tylna opona będzie wręcz „pożerana” w mgnieniu oka.

Jeśli chodzi o spalanie, to można się w tym wypadku pozytywnie zaskoczyć. Rafał deklaruje średnie spalanie jego maszyny oscylujące w granicach 6 do 6,5 l / 100 km. Jak to sam określa „przy wygłupach”, zdarza się wynik powyżej 8 l / 100 km. Jednocześnie przy bardzo spokojnej jeździe w trasie można zejść nawet poniżej 5 l / 100 km.

Same koszty serwisu do niskich nie należą. Wybierając ten motocykl trzeba się po prostu liczyć z faktem, że to „klasa premium”. Regulacja zaworów, czy inne czynności serwisowe na pewno szarpną po kieszeni mocniej, niż w przypadku najpopularniejszych modeli motocykli japońskich.

Na co zwrócić uwagę?

Myśląc o tym motocyklu na pewno trzeba pamiętać o jego gabarytach i wysoko zamontowanej kanapie. Nawet jeśli jesteście osobą średniego wzrostu i tak prawdopodobnie nie będziecie sięgać do ziemi całymi stopami. Rafał wspomniał również, że oryginalne siedzenie jest bardzo niewygodne i on jeździ obecnie na akcesoryjnym.

Szukając na rynku używanego egzemplarza najlepiej całkowicie odrzucić wszystkie oferty z niewiadomym pochodzeniem i nieudokumentowaną historią serwisową. Jeśli pojawiają się wątpliwości, czy niepokojące podejrzenia, nie warto ryzykować. Ponadto pojawiające się na wyświetlaczu komunikaty o jakichkolwiek błędach powinny dać wyraźny sygnał ostrzegawczy. Zadbany i uczciwie serwisowany egzemplarz może wiernie służyć przez lata. Jeśli jednak traficie na klasyczną „minę”, z pewnością nie będzie ani przyjemnie, ani tanio…

Sam silnik LC8 nie ma złej sławy. Przykład Rafała to zresztą potwierdza – z jednostką napędową nigdy nie miał nawet najmniejszego kłopotu. Na ogół problemy w tych motocyklach pojawiają się w obrębie kapryśnej elektroniki.

Silnik w tym modelu nie sprawia problemów, za to elektronika bywa kapryśna…

Radość z jazdy tym motocyklem jest w stanie wynagrodzić wiele. W tym problemy z ASO!

Nie bać się KTM-a!

Dla Rafała KTM 1290 Super Adventure to motocykl, który przede wszystkim łączy w sobie wiele uniwersalnych cech i zaspokaja dzięki temu różne potrzeby właściciela. Z jednej strony odnajduje na nim emocje, które lubił w mocnych motocyklach sportowych, z drugiej strony wszystkie najlepsze cechy motocykla podróżniczego. Na dodatek dobrze sprawdza się również w codziennym użytkowaniu.

Co ciekawe, to pomimo rozczarowań i niezadowolenia z autoryzowanych serwisów, Rafał deklaruje, że szukając drugiego motocykla do zabawy w poważniejszym terenie bierze pod uwagę przede wszystkim lżejsze modele tej samej marki… A zapytany o jedną kluczową poradę dla szukających motocykla swoich marzeń rzuca od razu: „Nie bać się KTM-a!”. Cóż, to tylko pokazuje, jak wiele oferuje ten motocykl, skoro tak szybko można mu wybaczyć…

Zobacz też:

Tekst po raz pierwszy ukazał się w drukowanym wydaniu magazynu „Świat Motocykli” [03/2026]

KOMENTARZE