Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił, że nie trzeba mieć doświadczenia w tej dziedzinie, by stworzyć ciekawą maszynę. Trzeba jednak jeszcze przekonać do tego klientów.
Na skróty:
Najnowsza wersja 1250 ST jest z kolei sprzętem typu crossover – postawionym na nieco wyższym niż klasyczne szosowe zawieszeniu, ale z felgami o średnicy 17” i oponami przeznaczonymi stricte na asfalt. Tym modelem Harley-Davidson chce wejść do świata, w którym króluje Ducati Multistrada V4 oraz BMW S 1000 XR. Czy amerykański motocykl ma szansę konkurować z maszynami, które są uznawane za wzór w tym segmencie?
Harley-Davidson już kilkanaście lat temu próbował swoich sił w działce motocykli o nieco sportowym charakterze. Mowa oczywiście o modelu XR 1200, który nota bene przez wiele lat był moim ulubionym motocyklem pochodzącym z Milwaukee. Pasował mi sprawdzony, wibrujący motor z dużego Sportstera, wpakowany do całkiem niezłego podwozia. Motocykl pozwalał na nieco szaleństwa, jednocześnie robił to w typowym dla Harleya szorstkim stylu. Niestety moja sympatia do tego modelu nie pokryła się z tym, co myśleli o nim konserwatywni klienci amerykańskiej firmy. Ostatecznie XR 1200 zniknął z oferty w 2013 roku, po pięciu latach produkcji, cały czas pozostając motocyklem raczej niszowym.

Pan America 1250 w wersji ST jest najlepiej jeżdżącym harleyem. Dopracowane podwozie sprawia, że motocykl jest stabilny w całym zakresie prędkości.
Subtelne zmiany
Kilkanaście lat później Harley-Davidson prezentuje kolejny motocykl ze sportowym zacięciem. Tym razem jednak jego konstrukcja nie poszła w stronę nakeda, lecz jest typowym crossoverem. Bazą jest dobrze znana Pan America, ale zmiany nie ograniczyły się tylko do zastosowania felg o rozmiarze 17” i szosowych opon. Zniknęły typowo off-roadowe dodatki, takie jak gmole, dolna osłona silnika czy handbary. Motocykl otrzymał nieco niższe zawieszenie, nową przednią szybkę i nieco zmodernizowany układ wydechowy.
Przypasowało mi też nowe, jednoczęściowe i bardzo smukłe siedzenie. Pan America 1250 ST jest bardzo szczupła w centralnej części, co ułatwia sięganie nogami do ziemi. Muszę przyznać, że w czarnym malowaniu Pan America 1250 ST wygląda zadziornie i… bardzo mi się podoba. Raczej bym tego nie powiedział o wersji adventure (Special). Jak widać, diabeł tkwi w szczegółach. Tu wszystko jak dla mnie doskonale się zgrało – surowy, czasami wręcz spartański styl typowy dla Harleya (patrz: odsłonięty stelaż siedzenia) z wysmakowanymi elementami, takimi jak chociażby silnik Revolution Max, czy ledowy przedni reflektor spotykany także w innych modelach.
Powrót do minimalizmu?
Współczesne motocykle klasy crossover/adventure przyzwyczaiły nas do bardzo bogatego wyposażenia i kosmicznych wręcz rozwiązań mających ułatwiać jazdę. W zakresie elektronicznych dodatków nic jednak nie przebije inżynierów z BMW i Ducati. Szczególnie w pamięci utknęła mi jazda Multistradą V4 – motocyklem tak genialnym i dopracowanym, że przez chwilę zacząłem się zastanawiać, czy jazda taką maszyną może jeszcze cieszyć. Szczytem wszystkiego jest asystent podnoszenia motocykla z bocznej nóżki, by pan motocyklista za bardzo się nie zmęczył podczas tej czynności. Chwila! Przecież Pan America 1250 Special również ma na pokładzie podobny bajer, czyli adaptacyjne zawieszenie obniżające się podczas postoju. Świat oszalał?
Z wielkim entuzjazmem podszedłem do pan Ameryki 1250 ST, gdy zobaczyłem, że w zakresie zawieszenia jest to motocykl analogowy. Mamy więc solidny widelec Showy z klasyczną, manualną pełną regulacją. Z tyłu też zawitał amortyzator, do którego regulacji trzeba wziąć do ręki śrubokręt.
Zwolennicy elektronicznych dodatków nie będą jednak do końca rozczarowani. Bajerów mamy w bród w zakresie oprogramowania silnika – możemy wybierać nie tylko jeden z pięciu trybów jazdy (sport, turystyczny, deszczowy oraz dwa tryby użytkownika), ale też dostosować do swoich potrzeb takie szczegóły jak czułość manetki gazu, czy siłę hamowania silnikiem.
Nie zabrakło także możliwości sparowania motocykla ze smartfonem, czy wyboru ilości informacji wyświetlanych na ekranie. Mi przypasował profil uproszczony, w którym widzimy tylko podstawowe informacje, takie jak prędkość, obroty i zasięg na pozostałym w zbiorniku paliwie. W Harleyu Pan America 1250 ST nie ma wszystkich tych rozpraszaczy w stylu wskaźników pochylenia, przeciążenia, a w dodatku w czeluściach menu możemy grzebać tylko na postoju. Motocykl ma po prostu jechać, a droga ma być tym, na czym skupiamy swoją uwagę.
Początkowo nie mogłem się zgrać z zupełnie innymi niż w typowych Harleyach przełącznikami. Z przyzwyczajenia chciałem włączać kierunkowskazy lewym bądź prawym kciukiem. W Pan Americe mamy klasyczny przełącznik umieszczony nieco wyżej, niż na przykład w motocyklach japońskich. Bez problemu poradziłem sobie za to z menu i nawet nie musiałem sięgać do instrukcji obsługi.

Pan America 1250 ST jest bardzo szczupła w centralnej części, co jest bardzo praktyczne, szczególnie przy manewrach.

Czy ten specyficznie wyglądający przód może się podobać? W tym malowaniu zdecydowanie tak!
Pierwsza liga
Śmiało mogę powiedzieć że silnik Revolution Max to jedna z najlepszych jednostek, z jakimi spotkałem się w ostatnich latach. Ten motor jest po prostu rewelacyjny. Praktycznie w całym zakresie obrotów nie brakuje mu mocy, w czym pomocne są zmienne fazy rozrządu. Reakcja na gaz jest żywiołowa (można ją regulować w ustawieniach), ale wtrysk paliwa jest dobrze zestrojony i motor nie szarpie łańcuchem napędowym przy zmianie obciążenia.
Moc maksymalna na poziomie 150 KM i 127 Nm momentu obrotowego przy masie motocykla gotowego do jazdy wynoszącej 246 kg, to wartości moim zdaniem optymalne w maszynie tego typu. Tak, wiem… Ducati Multistrada RS ma 180 KM, a BMW w swoim M 1000 XR 200 KM. Prawda jest jednak taka, że na drodze potencjał tych maszyn wykorzysta może 5% jeźdźców, z automatu narażając się na utratę prawa jazdy.
Harley-Davidson Pan America ST jest motocyklem użytkowym, praktycznym, powiem że wręcz do użytku codziennego, czego nie można powiedzieć o ultramocnych maszynach konkurencji. Można jeździć nim dynamicznie (co bardzo lubi), ale też toczyć się spokojnie 60 km/h na ostatnim, szóstym biegu.

Pozycja za kierownicą jest odprężona, nawet wysocy motocykliści nie będą narzekali na brak miejsca.
A mogło być tak pięknie…
Łyżką dziegciu w genialności tego silnika jest seryjnie montowany quickshifter. Jego działanie podczas zmiany biegów w dół jest naprawdę dobre, za to w górę, podczas rozpędzania do odcięcia zapłonu, czasy zapinania kolejnych biegów są zbyt długie. Oznacza to nerwowe szarpanie przy zmianie biegów, niezależnie od tego, czy rozpędzamy się spokojnie, czy idziemy pełnym ogniem. Po kilku dniach zastosowałem swoją własną technikę, dzięki której oszukiwałem to bezduszne urządzenie. Po prostu pracowałem manetką gazu tak, jak robię to we wszystkich innych motocyklach podczas zmiany biegów bez sprzęgła. Mam nadzieję, że amerykańscy inżynierowie poprawią działanie quickshiftera, do czego zapewne wystarczy drobna korekta w oprogramowaniu ECU.
Lepsze prowadzenie
Harley-Davidson Pan America 1250 ST za sprawą typowo szosowych kół chętniej skręca niż jego starszy brat 1250 Special. Nie jest to oczywiście zwinność jak w przypadku Ducati, ale jest pole, na którym Harley-Davidson zostawia włoską konkurencję nieco z tyłu. Mowa o stabilności przy wysokich prędkościach. Nawet przy maksymalnej prędkości wynoszącej licznikowe 230 km/h, motocykl prowadzi się jak po sznurku. Taką stabilność Pan America zawdzięcza nie tylko dobrze dobranej geometrii, ale też sztywnej konstrukcji, która oparta jest na szczątkowej przedniej ramie współpracującej z silnikiem będącym głównym kręgosłupem Harleya. Z kolei skręcanie wymaga nieco mocniejszego impulsu i wysiłku. Pan America 1250 ST dobrze reaguje zarówno na przeciwskręt, jak i pracę ciałem. Gdy już zmusimy go do wejścia w zakręt, cały łuk pokonywany jest neutralnie i przewidywalnie. Mi taka charakterystyka odpowiada w czasie codziennej szosowej jazdy.

Rozbudowane i nietypowe dla motocykli Harley-Davidson przełączniki wymagają chwili przyzwyczajenia.

Nowe jednoczęściowe siedzenie jest bardzo wygodne zarówno dla prowadzącego, jak i pasażera.

Duży ekran ma dwie opcje wyświetlania – pełną (na zdjęciu) albo okrojoną do tylko podstawowych informacji.
Twardo i sportowo
Przedni widelec Showa Balance Free z rurami nośnymi 47 mm jest bardzo sprężyście zestrojony, jak na maszynę tego typu. Dzięki temu mamy bardzo dobre wyczucie pracy przedniego koła, nie ma mowy o głębokim nurkowaniu w czasie hamowania. Moją uwagę zwróciło bardzo mocne wstępne ustawienie sprężyn przedniego widelca. Przód motocykla po zajęciach miejsca za kierownicą ugina się minimalnie, a skok na odbiciu ma dosłownie kilka centymetrów. Dzięki temu motocykl wydaje się być wręcz przyklejony do asfaltu, efektem ubocznym są dość mocno wyczuwalne krótkie nierówności. Z tyłu również mamy bardzo przyzwoicie działający amortyzator Showa Balance Free, podobnie jak w przypadku przedniego widelca mamy do dyspozycji pełną, manualną regulację.
Brembo… i wszystko jasne
Ocenianie hamulców we współczesnych motocyklach z górnej półki zaczyna być dla mnie nieco nudne. Po prostu nie ma się do czego przyczepić. W większości przypadków mamy do czynienia z systemami firmy Brembo, z dwoma potężnymi przednimi tarczami, na których pracują radialnie montowane zaciski. Owszem, można by się czepiać, że w niektórych motocyklach konkurencji mamy zaciski z wyższej, praktycznie wyczynowej linii Stylema, a w Pan Americe zabrakło tej wisienki na torcie. Realia są jednak takie, że zintegrowany układ w Harleyu działa po prostu bardzo dobrze (przy użyciu przedniej dźwigni uruchamiany jest także tylny hamulec). Dzięki jednostce inercyjnej IMU mamy do dyspozycji ABS działający także w zakrętach, a także kilka innych systemów, nie związanych z układem hamulcowym (między innymi kontrolę trakcji, podnoszenia przedniego koła oraz układ ograniczający uślizg tylnego koła przy hamowaniu silnikiem).

H-D Pan America 1250 ST z powodzeniem może być traktowany jako motocykl do codziennego użytku. Sprawdzi się wszędzie, gdzie jest asfalt.

CIUCHY TESTERA:
kask NISHUA NRX-2 CARBON
kurtka MODEKA HYDRON
spodnie MODEKA HYDRON
buty VANUCCI VSB-1
rękawiczki VANUCCI COMPETIZIONE II
Harley na co dzień
Na motocyklu Pan America 1250 ST kapitalnie czułem się w czasie codziennych dojazdów do pracy. Tak, ta maszyna jest po prostu do tego wręcz stworzona, co dla wielu czytelników może być zaskoczeniem. Ten Harley jest szczupły, świetnie wyważony, a za sprawą wysokiej i wąskiej kierownicy bardzo dobrze sprawuje się podczas przeciskania się w korkach. Wady podczas takiej eksploatacji? Chyba tylko mocno rozgrzewający się wydech, co jest bolączką większości motocykli z odsłoniętym widlastym motorem. Grzanie nie jest jednak tak dokuczliwe, jak w modelach z większymi silnikami tego samego producenta. Bardzo przyjemnie jeździ się także w trasie, nie ma znaczenia czy będą to kręte drogi, czy autostrada. Na tych pierwszych cieszyć będzie dobre prowadzenie, świetny silnik i hamulce. Z kolei autostrada nie męczyła mnie za sprawą dobrej ochrony przed wiatrem.
Alternatywy 3

DUCATI MULTISTRADA V4
Multistrada V4 przez wielu motocyklistów uznawana jest za wzór sportowego crossovera. Droższe wersje mają wyposażenie godne statku kosmicznego. Najmocniejsza Multistrada V4 RS ma 180-konny motor wywodzący się z Panigale V4 i kosztuje prawie dwa razy tyle, co model podstawowy (174 900 zł).
Cena: od 89 900 zł

BMW S 1000 XR
BMW stworzyło swojego crossovera w oparciu o silnik z superbika S 1000 RR. Trzeba przyznać, że takie połączenie daje dużo emocji podczas jazdy. Perełką jest M 1000 RR osiągający 200 KM, co sprawia, że jest najmocniejszym motocyklem w klasie, za który musimy zapłacić minimum 120 500 zł.
Cena: od 90 150 zł

SUZUKI GSX-S 1000 GX
GSX-S 1000 GX to pierwszy crossover Suzuki. Jego świetny silnik o mocy 152 KM wywodzi się z superbike’a GSX-R 1000 K5/K6. Oczywiście jednostka została gruntownie przebudowana i dostosowana do obecnych norm. Zawieszenie, rama i hamulce również mają wiele cech maszyn stricte sportowych.
Cena: od 75 900 zł
To się opłaca!
Motocykle Harley-Davidson kojarzone są z wysoką ceną zakupu i eksploatacji. Pan America 1250 ST jest zaprzeczeniem tej teorii. Po pierwsze, nowy motocykl objęty gwarancją rozszerzoną do czterech lat kosztuje od 21 340 czyli nieco ponad 90 000 zł przy dzisiejszym kursie Euro. To niezła cena, biorąc pod uwagę, że nie musimy tutaj dokupować różnych pakietów, by otrzymać dobrze dopasiony motocykl. Na rozsądnym poziomie jest też spalanie (dane fabryczne mówią o 5,7 l/100 km) i koszty serwisu, chociażby za sprawą hydraulicznych kasatorów luzów zaworowych. Jeśli to wszystko sobie zsumujemy z frajdą z jazdy, jaką daje Pan America 1250 ST to można powiedzieć tylko jedno – jest to maszyna warta każdej wydanej na nią złotówki.
Zdjęcia: Michał Farbiszewski
Zalety i wady:
Plusy:
- doskonały, zrywny i elastyczny silnik
- sportowo zestrojone zawieszenie
- intuicyjne i pewne prowadzenie
- dobra zwrotność, także w mieście
Minusy:
- szarpiący quickshifter podczas zmiany biegów w górę
- wydech grzejący prawą nogę
- brak regulacji położenia dźwigni zmiany biegów





