Na ranczu Grahama Jarvisa sprawdziliśmy, co nowego w modelach enduro Husqvarny na sezon 2022. A przy okazji dostaliśmy mocno w kość. Na własne życzenie!
Jadąc na testy najnowszych modeli Husqvarny Enduro na sezon 2022 nie wiedziałem, czy bardziej skupiać się na samych motocyklach, czy na otoczce całej prezentacji. W końcu nieczęsto gości cię sam Graham Jarvis na swoim przepięknym i potężnym ranczu w Andaluzji. O tym jednak, jak wyglądała wizyta na podwórku legendy Hard Enduro i jazda z dwoma szalonymi zawodnikami Husqvarna Factory Racing (tak, Billy Bolt też był) oraz czy warto wybrać się na Graham Jarvis Signature Tour – już wkrótce. Teraz skupimy się na pierwszych wrażeniach z jazdy.
Po ogłoszeniu cen za nowe motocykle na sezon 2022, zaraz po ich premierze, trzeba było przełknąć ciężko ślinę i przyzwyczaić się do nowego standardu. Pytanie brzmiało więc, czy maszyny szwedzkiej marki są warte tych niemałych kwot i czy nowe modele różnią się czymś od poprzednich.




Zmiany nie ominęły również zawieszenia, któremu za priorytet postawiono płynniejszą pracę. Przedni widelec otrzymał dodatkowe bypassy olejowe w zewnętrznych rurach dla zmniejszenia ciśnienia i tarcia podczas całego suwu, a poprawione połączenie kartridża ma dodatkowo usprawnić pracę tłumienia. Zmniejszono również twardość uszczelnienia w tylnym amortyzatorze, co również miało zmniejszyć tarcie i poprawić komfort jazdy.
Powiem szczerze, że średnia prędkość z jaką przemieszczaliśmy się po bajecznych, ale i morderczych ścieżkach Andaluzji raczej nie przekraczała 10 km/h godzinę, z czego większość czasu spędzałem na siedząco z nogami zrzuconymi na boki (przez co sami nazwaliśmy się #FroggyTeam) i ciężko było skupić się na samej pracy zawieszenia ale komfort jazdy był ogromny, szczególnie przy ciągłych uderzeniach z tyłkiem na kanapie w pionowe ścianki lub głazy. Zdażyło mi się również podjąć kilka skocznych czelendży, przy których moja fantazja przerosła moje umiejętności, ale zawieszenie na szczęście wykonało swoją robotę i pozwoliło mi wrócić z tych testów do Polski nie dość, że w terminie, to jeszcze w jednym kawałku. Pod Grahamem Jarvisem czy nawet szalonym Billym Boltem zawieszenie również dawało radę i przyjmowało ich imponujące wyzwania, chociaż zamykali je regularnie.












