fbpx
A password will be e-mailed to you.

Niedawno miałem okazję oglądać w necie krótki filmik relacjonujący pierwsze dziennikarskie testy nowego motocykla BSA Gold Star 650. Z jednej strony to fajnie, że kolejna legenda brytyjskiej motoryzacji powraca na rynek, a z drugiej… jakoś tak smutno na duszy się robi, że ten naprawdę kultowy motocykl w nowej odsłonie prezentuje się, delikatnie mówiąc, mdło. I to właśnie nazywamy uczuciami ambiwalentnymi.

Moment, w którym podczas przygotowań do wyścigów motocykli zabytkowych, zorganizowanych w Olsztynie w 1991 roku, kolega „Szatkoś” odpalił swojego Gold Stara 500, doskonale pamiętam do dzisiaj. Kiedy specjalnie przygotowana maszyna na wydechach typu megafon wkręcała się na wysokie obroty, ziemia w promieniu kilku metrów dosłownie drżała, a zgromadzeni widzowie przeżywali coś w rodzaju ekstazy – to było super!

Advertisement

Gdy patrzę na współczesną wariację na temat tego motocykla, to jakoś nie wzbudza ona we mnie podobnego entuzjazmu. Owszem, dobrze, że motocykle ze złotą gwiazdą znowu będą jeździły po drogach, ale gdy na nie patrzę, a tym bardziej gdy słucham odgłosów pracy silnika, to ze smutkiem konstatuję, że serce wcale szybciej mi nie bije. Pod względem stylistyki projektanci chyba dali radę, maszyna jest wyglądem zbliżona do wersji Clubman z roku 1956, oczywiście poza drobnymi elementami, jak tarcze hamulcowe czy koła foniczne systemu ABS, które są wymogiem współczesnych czasów. Natomiast gdy widzę ten motocykl w akcji, to na usta ciśnie mi się tylko jedno określenie – ciepłe kluchy.

Tradycja została w pewnym sensie zachowana – sercem nowego Gold Stara jest, jak za dawnych dobrych czasów, jednostka napędowa typu singiel i to o znacznie większej pojemności niż u legendarnego przodka. Jest jeszcze drugie podobieństwo – moc silnika. I tu zaczyna się dramat. „Staruch” dysponował gigantyczną jak na owe czasy (i silnik jednocylindrowy) mocą 42 KM. Wystarczyło zdemontować przedni reflektor,  podciąć błotniki i mieliśmy niemal gotowy motocykl wyścigowy. Nowe wcielenie Złotej Gwiazdy dysponuje mocą większą o zaledwie 3 KM, ale za to utyło o niemal 40 kg. To mniej więcej tak, jakbyś na prawdziwym Clubmanie woził na stałe, w charakterze pasażera, dużego psa albo bardzo chudą pannę.

Zapewne na bazie dawnych wspomnień i sentymentów maszyna znajdzie spore grono nabywców, którzy będą mniej lub bardziej rozczarowani zakupem. O ile bowiem reaktywowany swego czasu Triumph Bonneville chyba niczego specjalnie nie udaje, to w przypadku Gold Stara sytuacja jest nieco inna. Odrodzona marka musi bowiem mierzyć się z własną sportową legendą i chyba nie do końca sobie z tym radzi. Przecież BSA w czasach swojej świetności miała wiele wspaniałych modeli, które temperamentem i przeznaczeniem znacznie bardziej pasowałyby do charakteru nowego produktu. Nie wątpię, że już niebawem pojawią się na rynku zestawy, za pomocą których będzie można nowego Gold Stara jeszcze bardziej upodobnić do szlachetnego przodka i udekorować na sportową modłę. Mając jednak wybór, zdecydowanie wybrałbym oryginał z lat 50., pomijając fakt, że finansowo nie stać mnie na taką maszynę.    

W tym tekście w żadnym razie nie mam zamiaru znęcać się ani nad nowym wcieleniem motocykli BSA, ani nawet nad jego twórcami. Jednak po raz pierwszy od lat przemknęła mi przez głowę myśl, że być może ortodoksyjni wyznawcy Junaka (tego ze szczecińskiej fabryki) mają nieco racji w swojej niechęci do współczesnych motocykli sygnowanych tym samym logotypem. Wydaje się, że poczułem coś podobnego patrząc na nową BSA Gold Star 650.

Tyle tylko, że między obiema firmami jest bardzo istotna różnica. Współczesne Junaki w żaden sposób nie usiłują stylistycznie nawiązywać do dawnych tradycji, a odnoszę nawet wrażenie, że starają się wyglądać coraz bardziej nowocześnie. Jeżeli już dopatrywałbym się jakichś podobieństw w zakresie wzornictwa, to w przypadku niektórych modeli raczej do Harleya czy Ducati, niż zabytkowych rodzimych konstrukcji. To dopiero byłaby awantura, gdyby nagle na naszym rynku pojawiła  jednocylindrowa trzystapięćdziesiątka w czarnym lub wiśniowym malowaniu, z chromowaną kratką na zbiorniku paliwa i charakterystycznymi złotymi szparunkami!

 

KOMENTARZE
Advertisement