fbpx
A password will be e-mailed to you.

Kompresja mieszanki paliwa i powietrza w silniku to rzecz motocyklistom bliska. Kompresji mogą też ulec marzenia o ściganiu na światowym poziomie. Polski sport motocyklowy kompresowany jest przez małe motocykle i niewykluczone, że za pomocą dwóch Krzemieni niedługo dojdzie do wybuchu.

Brzmi to mocno poetycko, ale jednocześnie jest bardzo bliskie faktom. Krzysztof Krzemień i Kamil Krzemień stworzyli pierwsze w Polsce miejsce, gdzie można zaliczyć trening motocyklowy na małej maszynie. Niewielkie motocykle typy Kayo czy pitbike na pierwszy rzut oka nie wyglądają zbyt poważnie, tymczasem są narzędziami do kreowania przyszłych mistrzów motorsportu.Niemal wszyscy obecni zawodnicy mistrzowskich klas przy MotoGP trenowali lub wciąż trenują na takich maszynach. W Polsce również od kilku lat obserwujemy istne szaleństwo na punkcie pit bike. Te niewielkie maszyny służą nie tylko rozwojowi najmłodszych, ale okazały się też rewelacyjnym narzędziem treningowym dla dorosłych i doświadczonych motocyklistów. Jazdę na małych motocyklach po placu można też uznać po prostu za rozrywkę, która pozwoli się „wyszumieć” w kontrolowanych warunkach, przez co będziemy jeździć spokojniej po ulicach. 

W tak ekscytującej i barwnej dziedzinie trudno się wyróżnić, ale Krzemień Racing Team udało się to za sprawą brawurowej determinacji, z jaką można się spotkać na ich treningach.

Ojciec i syn

Krzysztof Krzemień, tata Kamila, od najmłodszych lat związany jest z motoryzacją. Obecnie jest zawodowym kierowcą, ale w latach młodzieńczych niejeden motocykl przewinął się przez jego ręce. Ze sportem związały go motocykle na czterech kołach, czyli quady. Startował w zawodach motocrossowych oraz supermoto, a Kamil w tym czasie był bacznym obserwatorem. Co prawda mając cztery lata jeździł przez pół roku na pocket bike’u, ale na związanie się z motocyklami czekał 11 lat. Zaczęło się od Hondy CBR125 i kilku treningów. Obydwaj Krzemienie uznali, że to fajne i kupili Aprilie RSV 125, którymi mieli wspólnie wystartować w pucharze Aprilii. Do zawodów nie doszło, ale motocykle zostały. Uznawszy, że samodzielne treningi nie prowadzą do szybkiego rozwoju, zaczęli się rozglądać za rozwiązaniem. Kierunek mógł być tylko jeden, czyli Hiszpania – kuźnia talentów.Zapakowali się i pojechali do katalońskiej szkółki KSB. To zupełnie inny świat i podejście do wyścigów niż w Polsce. Zamiast inwestować w sprzęt i jechać na duży tor, banda młodych ludzi kręciła się po niewielkim placu na motocyklach o pojemności od 50 ccm do 175 ccm. W Świecie Motocykli już nie raz pisaliśmy o szkole KSB, ale to trzeba zobaczyć na żywo i spróbować, żeby przekonać się, że nie liczy się moc, a jazda na limicie przyczepności opon.

Ta szkoła otworzyła Krzemieniom oczy i wzięli się do treningów. Kamil szybko złapał bakcyla i zaczął marzyć o profesjonalnej karierze, a Krzysiek zaczął kombinować po swojemu.

Własne miejsce

Gdy Kamil zaczął się ścigać w serii R6 Cup i spędzać całe zimy na treningach w Hiszpanii, Krzysiek stwierdził, że potrzebują własnego miejsca w Polsce. Rozpoczęły się poszukiwania i w ten sposób wynajęli asfaltowy plac w kompleksie Międzynarodowe Targi Katowickie. Zaczęli tam organizować szkolenia dla motocyklistów w każdym wieku. Niestety pod koniec 2018 roku wypowiedziano im umowę, więc poszukiwania rozpoczęły się na nowo. Okazało się, że znalezienie miejsca z odpowiednią nawierzchnią, przestrzenią i dostępnością nie jest proste, a wręcz okazało się w tym regionie niemożliwe. Dlatego padł pomysł brawurowy. Pod Gliwicami, na skrzyżowaniu autostrady A1 i A4, udało się znaleźć teren przemysłowy, na którym treningi motocyklowe nikomu by nie przeszkadzały. Sęk w tym, że nie było tam kluczowego elementu, mianowicie asfaltu. Na tym polega cała brawura projektu. Krzysztof Krzemień wydzierżawił teren od miasta Gliwice na długi okres i postanowił, że pokryje go profesjonalną, wyścigową nawierzchnią.Do pracy wzięli się cała rodzina i wielu znajomych. Teren należało oczyścić i wyrównać, a następnie zamknąć oczy i zainwestować potężne pieniądze. Mimo wielu murów do przeskoczenia, udało się i od 2019 roku Krzemień Racing Team ma własne miejsce.

Trening motocyklowy dla każdego

Odkąd obiekt funkcjonuje asfalt praktycznie nie stygnie. Jeśli nie odbywają się treningi dla klientów, to na placu trenuje Krzemień i inni zawodnicy. W ruch idą nie tylko małe motocykle, ale też maszyny typy Yamaha R3, Kawasaki Ninja 400 lub supermoto. Mile widziany jest każdy. Na miejscu czeka dużo motocykli do wynajęcia, a koszt treningu to ok. 200-300 złotych. Dla najmłodszych przygotowano kombinezony, buty i kaski. Dzięki temu rodzice nie muszą inwestować w ubiór zanim dziecko wyrazi chęć do dalszych treningów i jazdy na motocyklach. Żeby poczuć, o co chodzi, sam zaliczyłem trening na placu i najbardziej zaskoczony byłem mnogością ćwiczeń, które można tam wykonać. Na całej powierzchni są wyznaczone punkty do rozłożenia pachołków, dzięki czemu dosłownie w kilka minut obsługa toru jest w stanie ustawić nową konfigurację. Każda z nich daje możliwości wykonania kilku rodzajów ćwiczeń, więc liczba kombinacji ograniczona jest tylko przez wyobraźnię. My daliśmy radę przećwiczyć raptem kilka elementów, takich jak zmiana kierunków czy wejście w zakręt i wyprzedzanie. Wystarczyło to, żeby w kilka godzin być całkowicie „spompowanym”. Genialna rzecz.

Advertisement

Świat wyścigów

Dla rodziny Krzemieniów motocyklowy świat to świat wyścigów. Już teraz w Polsce mamy wiele miejsc i szkółek, które prowadzą podobne szkolenia. Jednak nikt nie posunął się jeszcze tak daleko jak Krzemień Racing Team. Niewykluczone, że ich determinacja będzie zapłonem do kolejnych inicjatyw, co przyczyni się do rozwoju nie tylko młodych talentów, ale i dojrzałych motocyklistów. Zdjęcia: Ewa Badocha-Kowalska

CHCECIE ODWIEDZIĆ PLAC?

Na tej stronie dowiecie się jak to zrobić:
Treningi Krzemień Racing

 

KOMENTARZE