fbpx
A password will be e-mailed to you.

„Po co ja w ogóle tworzyłem tę Akademię?!” – żartował Valentino Rossi, gdy dwaj jego podopieczni pokonali go w domowym wyścigu na torze Misano w 2020 roku. Teraz do konkurentów w MotoGP, wychowanych na własnej piersi, dołącza jego przyrodni brat Luca Marini. W jaki sposób doszło jednak do powstania słynnej Akademii VR46 i na jakiej zasadzie ona funkcjonuje?

Akademia VR46 to niezwykłe motocyklowe dzieło, które wiele lat temu stworzył 9-krotny mistrza świata Valentino Rossi. Doktor przekazuje w ten sposób młodym Włochom swoją ogromną wiedzę dotyczącą wyścigów motocyklowych. A sam dzięki temu czuje się nieco młodszy, bo przecież dopiero co świętował 42. urodziny.

Akademia VR46 – początki

Oficjalnie Akademia VR46 powstała w 2013 roku, gdy Valentino Rossi oficjalnie wziął pod swoje skrzydła Franco Morbidellego. Jej początków należy upatrywać jednak dużo wcześniej. Nieformalnie pierwszym podopiecznym Doktora był bowiem Marco Simoncelli, z którym to regularnie trenował i spędzał czas.

Valentino Rossi i Marco Simoncelli

Valentino Rossi i Marco Simoncelli świętujący mistrzowskie tytuły MotoGP i 250cc w 2008 roku

„Po stracie Marco, w życiu Vale po prostu kogoś i czegoś brakowało. Byli jak bracia, ciągle spędzali ze sobą czas” – mówił w jednym z wywiadów szef VR46 i wieloletni przyjaciel Rossiego, Albi Tebaldi. „Marco był gościem, który mógł trenować z Valentino na tym samym poziomie”.

Akademia w pewnym sensie stała się sposobem na uczczenie pamięci SuperSica. „To dziwne, jak układa się życie. Czasami może być okrutne, a czasami dostarcza ci mnóstwa fajnych wrażeń” – dodawał Tebaldi.

Franco Morbidelli – pierwszy (i najlepszy) podopieczny Rossiego

Pierwszym oficjalnym podopiecznym Valentino został Franco Morbidelli, z którym w sezonie 2021 MotoGP będzie ścigał się w zespole Petronas Yamaha.

Gdy Rossi w 2013 roku stworzył Akademię VR46, to właśnie Morbido stał się jej pierwszym podopiecznym. Panowie tak naprawdę znali się już dużo wcześniej. Morbidelli urodził się w Rzymie w 1994 roku, a jego żyłach płynie brazylijsko-włoska krew. Jego mama jest Brazylijką, a włoski ojciec Luigi ścigał się dawniej z ojcem Rossiego – Graziano. Kiedy Franco miał 13 lat, jego rodzina przeniosła się do Tavullii, by ten mógł trenować z Valentino.

W tym czasie Morbido piął się po szczeblach kariery we Włoszech. W pewnym momencie jednak jego rodzicom skończyły się pieniądze, więc Franco przeniósł się do tańszej serii European 600 Superstock, w której sięgnął po tytuł w 2013 roku.

Wtedy też oficjalnie został pierwszym zawodnikiem VR46, bo Rossi ostatecznie zdecydował się wszystko sformalizować. „Wcześniej nie było żadnej specyficznej struktury, po prostu grupa kumpli i zarazem zawodników jeździła razem i dobrze się bawiła”.

Franco Morbidelli w 2014

Franco Morbidelli w pierwszym pełnym sezonie w Grand Prix – 2014

To także Rossi namówił Morbidelliego, by ten wystartował z dziką kartą w Moto2 na Misano i wrócił do prototypów, zamiast przechodzić do serii wyścigów na maszynach produkcyjnych. „VR46 dało mi ogromną szansę, bez nich nie zostałbym mistrzem świata” – wspominał po latach Morbidelli.

„Byłem w drodze do Superbike’ów, jeździłem w Superstockach, ale to Vale powiedział mi, że muszę jeździć w lepszych mistrzostwach. To on wierzył w to, że mogę dobrze radzić sobie w Grand Prix. Spróbowaliśmy i całkiem nieźle nam to wyszło”.

To właśnie Franco, po kilku latach, stał się pierwszym podopiecznym Rossiego, który sięgnął po mistrzostwo świata – w 2017 wygrał w Moto2. Jako pierwszy z Akademii VR46, Morbido awansował do MotoGP, a także wygrał wyścig klasy królewskiej. I jak na ironię, stało się to na torze, na którym wystartował przed laty z debiutancką kartą i który to znajduje się o przysłowiowy rzut beretem od Tavullii – na Misano World Circuit. Obiekt ten nosi też imię Marco Simoncelliego.

Franco Morbidelli po wywalczeniu mistrzostwa Moto2 w 2017 i Valentino Rossi

Franco Morbidelli świętujący z Valentino Rossim wywalczenie mistrzostwa Moto2 w 2017 roku

Na jakich zasadach działa Akademia VR46?

Akademia wynajduje młodych Włochów, którym warto pomóc, bo rokują na świetną karierę w Grand Prix. Prawda jest taka, że po odejściu tzw. starej gwardii, jak Max Biaggi czy Loris Capirossi, a także po śmierci Marco Simoncellego, w MotoGP z Włochów był w zasadzie tylko Rossi. W mniejszych klasach brakowało z kolei młodych talentów. Valentino zdał sobie sprawę z tego, że nie ma następcy.

„Mamy świetną historię w mistrzostwach świata, ale w ostatnich latach nie było najlepiej. Ciężko pracowaliśmy, zainwestowaliśmy czas, pieniądze i zaangażowanie w ten projekt. I teraz wygląda na to, że możemy walczyć. Hiszpania nadal jest numerem jeden, ale możemy z nimi rywalizować” – tłumaczył Rossi.

Obecnie Akademia ma pod swoimi skrzydłami ośmiu zawodników, którzy startują w mistrzostwach świata. Wszyscy wspólnie trenują na Ranczu VR46, a także odbywają treningi na siłowni czy torach kartingowych. Ogólnie spędzają ze sobą mnóstwo czasu. To także korzyść dla Valentino, który ma już 42 lata, a treningi z młodymi dają mu szansę na jeszcze lepsze przygotowanie się do startów w MotoGP.

„Dla mnie to niesamowicie ważne, że mam Akademię” – przyznawał Rossi. „Kiedy codziennie musisz sam trenować, nie jest to łatwe. Kiedy zacząłem trenować z jedną osobą dziesięć lat temu, od razu lepiej się przy tym bawiłem. Teraz codziennie jest nas 10 albo i 15”.

„Czasami czuję się przy nich bardzo stary, czasami młodnieję dzięki nim. Poziom na treningach jest niesamowity, a za każdym razem, gdy wskakujemy na motocykl, poprzeczka jest zawieszona niezwykle wysoko”.

„Jeśli miałbym ranczo, a nie miałbym Akademii, codziennie mógłbym notować te same, szybkie czasy okrążeń. Ale nigdy bym się nie poprawiał” – zaznaczał 9-krotny mistrz świata.

Tymczasem wieloletni mechanik Rossiego, Alex Briggs dodawał swego czasu: „Te wszystkie dzieciaki na ranczu najchętniej by go zatłukły. Darzą go ogromnym szacunkiem, ale kiedy się ścigają ze sobą, to nie ma to znaczenia. Wszyscy chcą go pokonać!”

„Jesteśmy przyjaciółmi, ale na torze każdy chce być najlepszy, więc motywacja zawsze jest ogromna. A posiadanie Valentino w roli trenera jest niesamowite” – mówił Morbidelli. Osiągnął w swojej karierze wszystko, popełniał też błędy, więc doskonale wie, o co w tym wszystkim chodzi. Jego doświadczenie bardzo nam pomaga w przyspieszeniu naszego procesu nauki”.

Akademia VR46 to nie tylko wspólne treningi, ale też pełne przygotowanie zawodników do tego, by jak najlepiej radzili sobie w Mistrzostwach Świata. Obowiązkowo wszyscy podopieczni Rossiego uczęszczają na lekcje angielskiego, a także szkolą się z obycia z mediami. „Wyjątkowe w tym wszystkim jest to, że wieczory zawsze spędzamy razem, jedząc kolację i gadając o motocyklach i dziewczynach” – przyznawał Morbidelli.

 

„Pomagamy chłopakom z Akademii rozwijać się jako riderzy, ale także jako zawodnicy i ludzie. Dzielę się z nimi moim doświadczeniem, rozmawiamy o życiu, kobietach, problemach z jakimi się borykamy, o naszej pasji. Dzięki temu też pozostaję młody!” – dodawał Rossi.

Mało tego, wszyscy biorą też udział w czymś na kształt wycieczek szkolnych, z legendarnym Aldo Drudim – projektantem kasków między innymi Valentino. Zawodnicy odwiedzają z nim galerie i muzea we Florencji, Rzymie czy Wenecji, zdobywając przy tym wiedzę daleko wykraczającą poza same wyścigi motocyklowe.

No dobra, a ile to kosztuje?

Umówmy się, że przecież nie ma nic za darmo. W jaki sposób w ogóle Rossi finansuje to wszystko? I w drugą stronę – co z tego ma poza partnerami do treningów?

Valentino, poza rokrocznymi kontraktami na starty w MotoGP z Yamahą oraz ze swoimi prywatnymi sponsorami – od Monster Energy zaczynając – zgarnia kasę jeszcze na czymś. Mowa oczywiście o jego firmie VR46, produkującej wszelkiego rodzaju gadżety – od koszulek, przez czapki i breloczki – sygnowane nazwiskiem Rossi. Dodatkowo produkuje też gadżety wielu innych zawodników, nie tylko tych z Akademii.

Kibice MotoGP

VR46 stworzono, gdy po aferze z niezapłaconymi podatkami Vale zdecydował, że nie ma zamiaru, by ktoś dłużej zarabiał na jego nazwisku. Dodatkowo nie był zbytnio zadowolony z tego, jak produkowane są jego gadżety, więc po prostu wziął sprawy w swoje ręce. Od dawna wiadomo, że Włoch to perfekcjonista. W końcu już jako 16-latek poprawiał nawet umiejscowienie naklejek na owiewkach motocykla!

Ponadto, VR46 zgarnia 10% z kontraktów swoich podopiecznych. To mniej niż to, czego oczekują niektórzy menadżerowie. W zamian za to wszyscy nie tylko trenują razem, ale spędzają relatywnie dużo czasu na pomaganiu sobie tak na torach MotoGP, jak i poza nimi. Otrzymują też opiekę menadżerską oraz szereg korzyści wymienianych już wcześniej.

Zysk z całej firmy VR46 to nawet 30 milionów euro rocznie!Franco Morbidelli i Valentino Rossi

Imperium Rossiego to nie tylko gadżety

Imperium Valentino to jedna nie tylko firma produkująca gadżety, Akademia VR46 i jego ranczo. Po problemach z podatkami i mieszkaniem w Londynie, wiele lat temu Rossi wrócił do rodzinnej Tavullii. Równie dobrze można ją przemianować na Miasto Rossiego. Wjeżdżając do Tavullii ma się wrażenie, że trafiło się do innego świata. To trochę jak Disneyland dla fanów Valentino.

Flagi z numerem #46 powiewające wzdłuż ulic, domy pomalowane są na żółty kolor, a nawet ograniczenie prędkości zmieniono z 50 na 46 km/h. Tuż przy głównym placu miasta znajduje się duży sklep z gadżetami Rossiego, a także jego pizzeria, lodziarnia i bar.

Valentino Rossi w rodzinnej Tavullii

W 2019 roku Rossi przejechał na motocyklu MotoGP ze swojego Rancza na tor w Misano. Oto, co działo się w jego rodzinnej Tavullii.

„Akademia i ranczo są jak Florencja w czasie renesansu dla artystów i poetów” – mówił swego czasu Morbidelli. „To miejsce to Florencja dla zawodników, a Vale to nasz nauczyciel”.

Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać ogromne, przeszklone biuro o powierzchni 3200 metrów kwadratowych, będące centrum biznesowego dowodzenia. To tam projektuje się gadżety, a swoją bazę ma nie tylko Akademia, ale też zespoły Rossiego startujące w mistrzostwach świata.

W sumie Rossi zatrudnia blisko setkę osób, w większości z Tavullii i okolicy.

Valentino Rossi przed siedzibą VR46

Valentino Rossi przed siedzibą VR46

Trójka już w MotoGP

Z podopiecznych Valentino do Morbido, który w MotoGP zadebiutował w 2018 roku, w kolejnym sezonie dołączył w klasie królewskiej Francesco Bagnaia. Pecco do klasy królewskiej także awansował po zdobyciu mistrzostwa Moto2. Po trudnym debiucie w MotoGP, w sezonie 2020 Pecco zrobił wyraźny postęp. W tym samym wyścigu, w którym Franco sięgnął po pierwsze zwycięstwo, #63 po raz pierwszy stanął na podium w klasie królewskiej.Franco Morbidelli przed Valentino Rossim w wyścigu MotoGPFranco tymczasem zaskoczył wszystkich, wygrywając w sumie trzy wyścigi i kończąc zmagania na drugim miejscu w mistrzostwach. Do pierwszego Joana Mira stracił zaledwie 13 punktów, a przecież sporo cennych „oczek” stracił po awarii silnika w Jerez i podczas fatalnego wypadku w Austrii. Wielu typuje Włocha na kandydata do mistrzostwa w 2021.

„W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, po jaką cholerę stworzyliśmy tę Akademię?!” – żartował Rossi, gdy w wyścigu na Misano dwaj jego podopieczni zdobyli dwa pierwsze miejsca, a on na ostatnim okrążeniu przegrał podium z Joanem Mirem. „Trochę mi smutno, że jedynym, którego zabrakło na podium jestem ja, bo to byłby historyczny moment, gdybyśmy znaleźli się tam we trójkę. Ale z drugiej strony jestem szczęśliwy, że dwaj zawodnicy Akademii zajęli dwa pierwsze miejsca”.

W ten sam dzień, ale w wyścigu Moto2, dublet ustrzelili zawodnicy Sky VR46 w Moto2 – Luca Marini oraz Marco Bezzecchi.

 

To właśnie Luca Marini, a więc przyrodni brat Valentino, dołącza do Pecco i Morbido w MotoGP. Dzięki wsparciu finansowemu od VR46 (wynoszącemu podobno 1,5 miliona euro), Włoch zajmuje miejsce Tito Rabata w ekipie Avintii. Hiszpan przechodzi z kolei do Superbike’ów. #10 w 2020 roku sięgnął po wicemistrzostwo Moto2, a teraz walczyć będzie na Desmosedici GP19 o tytuł Debiutanta Roku.Akademia VR46 ma nowego podopiecznego w MotoGP – Luca Marini dołącza do klasy królewskiej i będzie ścigał się m.in. z przyrodnim bratem Valentino Rossim

Akademia VR46 rośnie w siłę

W tym roku Akademia VR46 wspiera w sumie ośmiu zawodników startujących w mistrzostwach świata. Poza trójką rywalizującą w MotoGP, są to Marco Bezzecchi, Celestino Vietti i Stefano Manzi w Moto2 oraz Andrea Migno i Niccolo Antonelli w Moto3. W ostatnich latach z Akademią rozstali się natomiast Nicolo Bulega, Lorenzo Baldassarri oraz Dennis Foggia. Cała trójka zdecydowała się po prostu pójść swoją drogą.

Przeznaczając część budżetu na zapewnienie miejsca Mariniemu w MotoGP, VR46 postanowiło zrezygnować ze swojego zespołu w klasie Moto3. Wynika to też po części z tego, że na razie w Akademii nie ma młodziutkich zawodników, którzy potrzebowaliby miejsca w najniższej kategorii.

Z tego powodu, w tym roku VR46 wystawi też swój zespół w mistrzostwach Włoch. Szefem ekipy w CIV będzie… ojciec Pecco Bagniai – Pietro. Team Bardahl VR46 Riders Academy Moto3 reprezentować będą Alberto Surra i Elia Bartolini.

Pecco Bagnaia i Franco Morbidelli

Jednocześnie w Moto2 nadal startować będzie ekipa Sky VR46, w której w przeszłości po mistrzostwa świata sięgali zarówno Morbido, jak i Pecco. Co prawda mistrzowską passę w 2020 roku przerwał Marini, ale teraz na powtórzenie sukcesu rodaków ma szansę Marco Bezzecchi. Włoch w minionym sezonie wygrał dwa wyścigi i w kolejnych pięciu stał na podium, notując wyraźny skok w swoich osiągach. W debiucie w Moto2 w 2019 był dopiero 23. w mistrzostwach, a w minionym roku – czwarty!

W międzyczasie Bezza odrzucił ofertę Aprilii na starty w MotoGP, decydując się na pozostanie w Moto2. „Chciałem pozostać w tym zespole i na poważnie powalczyć o mistrzostwo. Kiedy pojawiła się oferta Aprilii, to było to bardzo miłe, bo nie spodziewałem się tego. Ale musiałem poważnie się nad tym zastanowić i pomyśleć o mojej przyszłości. Wierzę, że jeśli dobrze pójdzie mi w tym sezonie, otworzy mi to więcej drzwi na przyszły rok” – tłumaczył Marco.

Kolejny krok – zespół w MotoGP?

Jednymi z tych drzwi na pewno mogą być te w zespole VR46 MotoGP. Plotki o tym, jakoby w 2022 roku Valentino Rossi wystawił swój team w klasie królewskiej tylko przybrały na sile po tym, jak udało się wystawić „nieoficjalną ekipę” dla Mariniego przy udziale Avintii. A jako że ten team nie ma zamiaru pozostawać w MotoGP po sezonie 2021 (wtedy kończą się podpisane z Dorną kontrakty), dwuosobowy skład Rossiego wydaje się coraz bardziej realny.

Plotki mówią o związaniu się z Yamahą i przejęciu motocykli Petronasa. Malezyjska ekipa nie jest do końca zadowolona ze wsparcia japońskiego producenta i po cichu szuka innego dostawcy motocykli. Mówi się o tym, że Petronas mógłby związać się z Suzuki, które coraz bardziej zastanawia się nad wystawieniem teamu satelickiego.

Valentino Rossi i Franco Morbidelli – prezentacja Petronas Yamaha SRT na sezon 2021 MotoGP

„Kiedy skończę karierę, nadal będę mógł wspierać naszych zawodników. I to mnie bardzo cieszy” – mówił Rossi.

Zanim jednak tak się stanie, Valentino czeka sezon 2021, w trakcie którego podejmie decyzję, czy będzie ścigał się także w 2022. A za kulisami po cichu mówi się, że właśnie w przyszłym roku Doktor nie tylko wystawi swój team w MotoGP, ale będzie ścigał się w nim razem z bratem Luką Marinim.

I pomyśleć, że całe imperium VR46 powstało z chęci poprawy jakości swoich gadżetów oraz pomocy Morbidellemu w treningach…


Zdjęcia: PSP Łukasz Świderek, Petronas Yamaha SRT, MotoGP/Dorna Sports, VR46 Academy Twitter

KOMENTARZE