Polscy sportowcy coraz częściej trenują w Hiszpanii, lecz niewielu jest tak oddanych treningom, jak nasz gość. Rodzina Piotrka Biesiekirskiego przeprowadziła się do Walencji trzy lata temu, a on poświęcił wyścigom motocyklowym praktycznie całe swoje życie.

Andrzej Drzymulski: Powiedz mi, Piotrek, lubisz to?


REKLAMA

Piotr Biesiekirski: Bardzo mi się to podoba. Poza samą jazdą odpowiada mi tryb życia podporządkowany treningom. Przyzwyczaiłem się do tego na tyle, że gdy z jakiegoś powodu nie trenuję, to od razu źle się czuję, robię mniejszy postęp, a to mnie automatycznie frustruje.

A.D.: Wydawałoby się, że jeżeli Twoje życie polega na jeździe na motocyklu w Hiszpanii, to jak można być sfrustrowanym?

P.B.: To uczucie pojawia się, gdy oczekuję od siebie czegoś lepszego. Przyjeżdżam na tor, na którym nie byłem od dłuższego czasu i wyobrażam sobie, że teraz urwę kilka sekund ze swojego najlepszego czasu. Na miejscu okazuje się, że jednak postęp nie jest aż tak duży. Innym razem przyjeżdżam bez oczekiwań i nagle sam jestem zaskoczony czasem. To ciekawe, ale progres w jeździe nie jest liniowy w czasie, a składa się z takich „schodków”.

A.D.: Wróćmy na chwilę do początku, bo zawsze pytam się gości, jak to się stało, że zacząłeś jeździć na motocyklach?

P.B.: Mój brat przez ponad rok namawiał rodziców na zakup skutera. Jak już go dostał, to nawet mój Tata zaczął go podbierać i szybko złapał zajawkę. Sam sobie kupił motocykl i poszedł na kursy doskonalenia techniki jazdy. Przy okazji ja poszedłem do szkółki motocyklowej.

Wywiad z Piotrem Biesiekirskim (rozmowa)

A.D.: Wiem, że ta historia nie jest długa, bo masz raptem 17 lat. W którym momencie zapadła decyzja, że rzucacie wszystko i przenosicie się do Hiszpanii, trenować na motocyklach?

P.B.: Ta decyzja nie była w stu procentach podyktowana przez motocykle. Moi rodzice zawsze chcieli mieszkać w cieplejszym klimacie, jednak codzienne życie za granicą nie do końca im się podobało. Wtedy mój Tata zobaczył w Internecie film, jak jakiś dzieciak jeździ, kręci ósemki wokół pachołków na dwusuwowej „sześćdziesiątcepiątce” i strasznie mu się to spodobało. Znalazł w Walencji szkółkę KSB i samo miasto też mu się bardzo spodobało. Początkowo to nie miało być aż tak poważne, ale po miesiącu od przeprowadzki szkolenia zamieniły się w codzienne treningi, często po 6 godzin dziennie.

A.D.: Widziałem na żywo trening w KSB i to zjawiskowe miejsce. Dużo jest takich szkół w Hiszpanii?

P.B.: Obecnie sporo. Jeszcze 5-10 lat temu nie było to tak popularne, ale KSB zaczęło rosnąć, a ich zawodnicy robili duże postępy i osiągali dobre wyniki. Zauważono, że trening na małych motocyklach na placach działa i obecnie w każdym rejonie Hiszpanii funkcjonuje przynajmniej jedna taka szkoła, a nawet dwie.

A.D.: Wiadomo, że zawodnicy w tych szkołach rotują. A ile mniej więcej osób na stałe trenuje z Tobą w KSB?

P.B.: Sądzę, że tak na stałe jest tam około 15-20 osób. Okazjonalnie, np. w soboty, może być nas nawet 30-40. Z czego połowa jeździ na crossowych Kawasaki 65 ccm z kołami supermoto, a pozostała część na najmniejszych pocket-bike’ach. To dzieciaki w wieku 4-8 lat. Zdarzają się nawet 3-latkowie.

A.D.: I większość treningów jest na placach?

P.B.: Tylko na placach. Mamy połacie asfaltu i porozstawianie pachołki w różnych konfiguracjach.

Wywiad z Piotrem Biesiekirskim (rozmowa)

A.D.: Początkowo spędzałeś większość czasu w KSB. Teraz to wygląda inaczej?

P.B.: Tak, musiałem zmienić tryb, żeby zacząć więcej jeździć na dużym motocyklu. Potrzebowałem wyjeździć wiele godzin, żeby się na nim swobodnie czuć.

A.D.: Na czym trenujesz teraz?

P.B.: Mam Kawasaki 85 ccm do treningów w KSB, Hondę CRF 450 supermoto i Hondę CBR 600RR.

A.D.: A co z Kaleksem, bo wiem, że już jeździsz na Moto2?

P.B.: Kaleksa nie mam do treningów, on jest tylko do ścigania. Jazda treningowa na Moto2 jest zbyt droga. Gdybym chciał potrenować sam, musiałbym zostać specjalnie zaangażowany cały zespół. To może być koszt nawet 15 tysięcy euro. Motocykl po każdym treningu czy zawodach jest gruntownie rozbierany i budowany na nowo. Procedury są jak w mistrzostwach świata. Ta praca musi być wykonana, gdyż w razie awarii i upadku koszty mogą być bardzo duże.

A.D.: Porozmawiajmy zatem o różnicach. Na CBR ścigałeś się w mistrzostwach Hiszpanii, ale co się wydarzyło, kiedy po raz pierwszy wskoczyłeś na Kaleksa? Wiadomo, że silnik jest w nich taki sam, ale rama, hamulce i zawieszenie to zupełnie coś innego.

P.B.: Dość szybko się odnalazłem na Moto2, dobrze się na nim czuję. Ten motocykl świetnie skręca. Możemy nim hamować bardzo głęboko w złożeniu i nie będzie wyjeżdżał szeroko, tylko trzymał linię. Czucie przedniej opony jest podobne, jak w zwykłej sześćsetce, ale przez to, że cały motocykl jest o wiele bardziej precyzyjny, łatwiej jest utrzymać go na tym limicie i to wykorzystać. W każdym momencie Moto2 jest o wiele bardziej stabilne. Jedzie jak po szynach do momentu, kiedy wytrącimy go z równowagi. Wtedy tracimy dużo czasu, trzeba więc na nim jeździć z bardzo dużą precyzją.

Wywiad z Piotrem Biesiekirskim (rozmowa)

A.D.: Na pewnym poziomie rywalizacji samo opanowanie motocykla to nie wszystko. Widziałem Twoje filmy, jak wchodzisz w zakręty bokiem, trąc łokciem po asfalcie, więc możemy uznać, że ogarniasz motocykl. Do wygrywania potrzebna jest nie tylko umiejętność jazdy na motocyklu.

P.B.: Gdy tracisz do lidera 1-1,5 sekundy na okrążeniu, to oznacza, że już pewnie jedziesz na limicie przyczepności. Wtedy decyduje styl jazdy. Dlatego czasem widzimy, że ludzie przechodzący z Moto3 do Moto2 lub z Moto2 do MotoGP od razu są szybcy, bądź nie mogą się odnaleźć. Umieją znaleźć limit przyczepności opon, ale o tempie decyduje umiejętność adaptacji do motocykla, a każdy jest inny. Moto2 wymaga konkretnego stylu jazdy i to my musimy się do niego dostosować.

A.D.: No ale przecież jest telemetria, można zmieniać ustawienia motocykla.

P.B.: Tak, zakres regulacji jest bardzo duży i możemy go trochę ustawić „pod siebie”. Ostatecznie znajdzie się jednak taki moment, że to zawodnik musi się ustawić pod maszynę.

A.D.: Czyli to nie jest tak, że na pewnym poziomie już tylko idealne ustawienia motocykla pomogą Ci wykręcić czas?

P.B.: Oczywiście motocykl musi być ustawiony bardzo dobrze, żeby walczyć o zwycięstwo. Nie ma jednak możliwości, żeby on jechał idealnie w każdym punkcie toru. Zawsze znajdzie się miejsce, w którym to kierowca musi wykonać dodatkowe zadanie. Ogólnie w tym zakresie o wiele lepiej czuję się na Moto2, niż na CBR 600RR. Standardowego motocykla tak nie czułem, a tutaj jest o wiele lepsze ogólne czucie i w tym się odnajduję.

A.D.: I tak ostatnio mi powiedziałeś, że najfajniejszym motocyklem, na jakim jeździłeś, jest Honda RS 125…

P.B.: Tak, ta Honda jest z 1999 roku. To bardzo fajny motocykl. Trudno się na nim jeździ, bo to bardzo mały, typowo wyścigowy sprzęt i dość długo na takim nie jeździłem. Nie wykręcałem nim jakichś rewelacyjnych czasów, ale frajda z motocykla jest niesamowita. Jazda na takiej prototypowej „stodwudziestcepiątce” to uśmiech od ucha do ucha cały czas!

A.D.: Jak pewnie zauważyłeś, w Polsce wyścigi asfaltowe rosną wokół małych motocykli. Mamy pit bike’i, coraz bardziej popularna jest klasa 300 ccm. Jeżdżąc na Moto2 ,zachwycasz się starą RS 125. Co w Twojej ocenie daje największą frajdę na torze?

P.B.: Dynamika jazdy. I nie chodzi o jazdę po prostej. Ona jest fajna na początku, ale do prędkości człowiek się przyzwyczaja. Mnie się podoba ta walka o każdy, najmniejszy procent przyczepności w zakręcie, to, żeby na motocyklu pracować. Jazda na limicie i przeciążenia w zakrętach dają o wiele więcej przyjemności, niż przyspieszenie lub prędkość maksymalna. Oczywiście na początku to też mnie pobudzało, ale do prędkości da się przywyknąć, a jazda po zakrętach się nie nudzi.

A.D.: Czy istnieje jedna, utarta ścieżka? Chodzi mi o podpowiedź dla tych, co jeżdżą na pit bike’ach. Czy powinni wsiąść na Kayo, czy może szukać takich RS125 albo Moriwaki?

P.B.: W KSB większość, o ile nie wszyscy, przechodzą do klasy GP 85 lub Moto4, czyli czterosuwów o pojemności 150 ccm. To są motocykle prototypowe w owiewkach. Później PreMoto3 no i Moto3, ale to przejście jest już bardzo drogie i trudne do osiągnięcia. Dlatego pojawienie się klasy 300 ccm otworzyło drzwi wielu zawodnikom.

 

W porównaniu do innych jest ona zdecydowanie bardziej ekonomiczna, a można się tam wybić i zwrócić uwagę jakiegoś poważnego zespołu i sponsora. Nie miałem okazji jeszcze jechać na SSP 300, ale rozmawiałem z kolegami i wiem, że bardzo dużo uczą. Tam również chodzi o wykorzystanie przyczepności i utrzymanie prędkości, a to najlepszy trening i chętnie bym spróbował.

A.D.: No dobra, a co z Tobą, młody człowieku, jakie plany? Jak tam szkoła?

P.B.: Mam trochę zaległości, ale oceny dobre!

A.D.: Wiem, że w szkole sobie poradzisz, więc porozmawiajmy o planach motocyklowych. Mów, co jest realne, a fantazje zostawimy niedopowiedziane.

P.B.: Będę na pewno jeździł w mistrzostwach Europy Moto2. Rozmawiamy jeszcze z zespołami, ale na dniach będzie wszystko dograne. Jeśli chodzi o wyścigi, to tyle. W minionym sezonie ścigałem się w wielu miejscach i to mocno ograniczyło moje możliwości treningowe. W sezonie stawiamy na jedną serię i przygotowania do niej.

A.D.: To są mistrzostwa Europy, ale większość rund jest chyba rozgrywana w Hiszpanii?

P.B.: Tak, tylko jedna runda odbywa się w Portugalii, więc też blisko. Startują w niej jednak zawodnicy z całej Europy i to winduje poziom do góry.

A.D.: Dobrze, że treningi supermoto ciągle będą grane i wiem, że planujesz wpaść i pojeździć w Polsce…

P.B.: Tak, planuję przyjechać do Polski z „osiemdziesiątkąpiątką”, supermoto i CBR 600RR. Chcę to zrobić w okresie wakacyjnym.

A.D.: Wpadniesz w takim razie na Time Attack?

P.B.: Oczywiście, właśnie chciałem na to przyjechać. Jak tylko będę w Polsce w odpowiednim momencie, to na pewno przyjadę.

A.D.: Chciałbyś na koniec kogoś pozdrowić? Masz dziewczynę?

P.B.: Nie mam…

A.D.: To chyba standard wśród zawodników, brak czasu na życie. Ile masz wolnego czasu w tygodniu?

P.B.: Łącznie, myślę, że maksymalnie 15 godzin w ciągu 7 dni, nie jest aż tak źle.

A.D.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

P.B.: Dziękuję również i chciałbym pozdrowić po prostu wszystkich. Czytelników, widzów, tych co mi kibicują i tych, którym ja kibicuję!

 

KOMENTARZE

REKLAMA

Polecane artykuły
Chcesz zgarnąć kask z interkomem lub blokadę na tarczę z…
Zobaczcie, jak ściga się crossówką po tak zróżnicowanym i niecodziennym…