fbpx
A password will be e-mailed to you.

Wspomnienie tego zawodnika uzmysławia mi, jak szybko w czeluść niepamięci naszego motocyklowego światka odchodzą ludzie niegdyś bardzo aktywni i powszechnie kojarzeni. Jan Kwaśniewski był swego czasu dobrze znany kibicom sportów motocyklowych w całym kraju. Nazywano go „Uśmiechem Warszawy”, co wynikało z jego cech charakteru – serdeczności, życzliwość i pogody ducha.   

Urodził się w 1929 roku w Warszawie, a właściwie w podwarszawskich wtedy Włochach. W czasie okupacji wziął czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie rozpoczął starty w zawodach motocyklowych, początkowo na żużlu, a później w rajdach, motocrossach i wyścigach ulicznych. W niedługim czasie skupił się na dwóch pierwszych dyscyplinach, w których odnosił największe sukcesy.

Startował głównie na Jawach 250 oraz BSA 350 i 500 Gold Star. Od 1952 roku, przez kilkanaście następnych lat, startował jako reprezentant warszawskiej Legii. Był też członkiem kadry narodowej. Zdobył kilka tytułów mistrza i wicemistrza Polski w rajdach motocyklowych i motocrossach. Z sukcesami startował również w zawodach zagranicznych. Brał czynny udział w rywalizacji motocyklowej do drugiej połowy lat 60.

Pierwszy z prawej (w głębi) Jan Kwaśniewski. Obok niego (na pierwszym planie) Włodzimierz Szarle

Wśród kibiców nazywany był „Uśmiechem Warszawy”, gdyż zawsze był pogodny i radosny. Dyscypliny motocyklowe był wówczas bardzo popularne – patrząc jak to wygląda dziś, aż trudno w to uwierzyć. Wiosną 1958 roku tak pisał o jednej z eliminacji „Przegląd Sportowy”: 

(…) Mimo niepewnej pogody i marnej komunikacji ponad 10 tysięcy warszawiaków stawiło się w niedzielę rano na krańcach Gocławka, by obserwować pierwszą eliminację motocrossowych mistrzostw Polski. Świadczy to o wzrastającej popularności sportu motorowego w Warszawie. (…) Niedzielny motocross był bardzo ciekawy i momentami rozpalał do białości widownię, która zupełnie jak na meczu piłkarskim czy zawodach lekkoatletycznych entuzjastycznie dopingowała zawodników (…).      

Jan Kwaśniewski (w środku) na motocyklu BSA podczas defilady z okazji 10-lecia PRL. Lublin, 22 lipca 1954 roku

Wśród zawodników Jan Kwaśniewski był typowym „bratem łatą” – bezkonfliktowym, sympatycznym i towarzyskim. Przyjacielem całego świata. W jego przypadku było to szczere i prawdziwe. 

We wrześniu 1950 roku wziął udział, jako kierowca, w Międzynarodowym Rajdzie Techniczno-Doświadczalnym Samochodów Ciężarowych. Polski zespół wystartował w tej imprezie sześcioma ciężarówkami Star 20, których seryjna produkcja ruszyła nieco wcześniej. Mocną konkurencję w tej 7-dniowej imprezie na dystansie 2200 km stanowili Czesi na Pragach i Skodach oraz Węgrzy na ciężarówkach Csepel. Zwycięzcą rajdu został Jan Kwaśniewski z pilotem Marianem Ripperem (rodzonym bratem mistrza Jana, znanego z wyścigów samochodami Bugatti), a kolejne pięć pierwszych miejsc zajęły pozostałe Stary.

Advertisement

Zdjęcie z jednej z eliminacji do motocrossowych mistrzostw Polski w 1962 roku. Jan Kwaśniewski z numerem 52

Po zakończeniu kariery sportowej Jan Kwaśniewski pozostał związany z rywalizacją motocyklową, był m.in. szefem zespołu i trenerem motocyklistów w wojskowym klubie „Czerwone Berety” w Warszawie. Później przez wiele lat pracował jako prywatny taksówkarz. 

Był spoiwem środowiska zawodników motocyklowych. Przez szereg lat utrzymywał stały kontakt ze swoimi dawnymi kolegami, między innymi z Markowskim, Szarle, Potajałą, Hennkiem, Brunem i wieloma innymi. Przeżył ich wszystkich, był chyba najdłużej żyjącym czołowym zawodnikiem z przełomu lat 40. i 50. 

Zawody motocrossowe w Austrii, w maju 1958 roku. Jan Kwaśniewski z numerem 19

Dzięki niemu wiele przygotowywanych przeze mnie biogramów dawnych mistrzów wzbogaciło się o mało znane fakty. Kilka z nich w ogóle by nie powstało bez jego pomocy. Często i długo rozmawialiśmy przez telefon. Dziś mam wyrzuty sumienia, że zawsze pytałem go o innych, a zbyt mało dopytywałem się o jego aktywność sportową. Był bardzo skromnym człowiekiem. Jan Kwaśniewski zmarł 6 maja 2016 roku w Warszawie. 

Foto: prasowe, Zbigniew Kupczyk

KOMENTARZE