fbpx
A password will be e-mailed to you.

Mała, zwinna, lekka. Miała być tajną bronią polskiego importera Yamahy na sezon 2004. Tymczasem z jej wprowadzeniem na rynek czekaliśmy aż do tego roku.

Przyczyną takiego stanu rzeczy było wejście Polski do Unii Europejskiej. Motocykl ten trafić miał do polskich salonów, jednak brak wyraźnych przepisów dotyczących norm czystości spalin nowo rejestrowanych pojazdów po 1 maja spowodował, że projekt ten odłożono na zakurzoną półkę. Tymczasem europejska centrala Yamahy dostrzegła brak taniego motocykla dla początkujących. Wbrew pozorom to bardzo ważny segment rynku. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie…


REKLAMA

Dlatego też od tego roku YBR 125 dostępny będzie w całej Europie jako najtańszy motocykl Yamahy. Wprowadzenie do europejskiej sieci dilerów Yamahy tego montowanego w Chinach motocykla obwarowane było koniecznością spełnienia przez YBR 125 surowych norm dotyczących czystości spalin, którym nie podołał w 2003 roku, kiedy to miał być sprzedawany w Polsce. Jaki wpływ miało to na jego dynamikę i osiągi, będziemy mogli napisać, jak tylko pierwszy motocykl AD 2005 trafi na testy do naszej redakcji. Deklarowane przez Yamahę osiągi YBR 125 nie zmieniły się, więc należy przypuszczać, że będzie to dokładnie taki sam motocykl. My YBR jeździliśmy już w 2003 roku.

Zwykła niezwykła

Nad stylistyką YBR nie warto się rozwodzić. Ot, zwykła „125”. Bardzo motocyklowa „125”. Gdyby zadać pytanie pierwszemu lepszemu człowiekowi, jak wygląda motocykl, to wielce prawdopodobne jest to, że przy odrobinie talentu nakreśliłby coś, co przypomina właśnie YBR. Nic specjalnego, ale jednak motocykl.

Uwaga! Produkt chiński!

Niby to Yamaha, ale jednak produkowana w Chinach. Warto więc przyjrzeć się jej nieco bliżej. Powłoki lakiernicze na zadowalającym poziomie, jakość plastików, chromów oraz samego montażu również. No, nie jest źle. Odpalamy sztukę. Do wyboru mamy rozruch elektryczny i prastary kopniak. Kto co woli. Ja wybieram guzik. Silniczek pracuje dość cicho. Jedynka i odjazd. Lekki łuczek w lewo i… Hghzghrhzzz… Co to? Boczna stopka szlifuje o asfalt. Niedobrze. Brak jakiegokolwiek czujnika przy bocznej stopce. No, nieładnie. Motocykl jak marzenie dla początkujących i od razu taka wpadka? Za to należy się Yamasze minus. YBR trapiło jeszcze kilka mankamentów – mam nadzieję, że zostaną wyeliminowane w motocyklach, które trafią do sprzedaży. Jako kolejny wymienię zwariowaną kontrolkę luzu. Zapala się nawet wtedy, gdy nie mamy wrzuconego biegu jałowego. Kilkakrotnie motocykl zgasł mi właśnie dlatego, że za szybko puściłem klamkę sprzęgła, będąc pewny, że motocykl jest na luzie. Przecież lampka świeci! Potem za każdym razem dokładnie sprawdzałem, czy na pewno mam luz.

Jedziemy dalej. Choć na pewno udałoby się wybrać YBR za miasto, ja jednak wolałem sprawdzić ten motocykl przede wszystkim właśnie w nim. Niewielka masa – zaledwie 109 kg suchego pojazdu i 120 kg zalanego wszystkimi płynami – daje szansę na pomylenie YBR ze starym rowerem dziadka. A tak na serio – niska masa i doskonała poręczność sprawiają, że motocykl świetnie się sprawdza jako pojazd miejski. Silniczek zagwarantuje nam skuteczną ucieczkę przed autobusami. Oczywiście nie da się go pomylić z torpedą, ale na pewno nie odmówi posłuszeństwa przy podjeździe pod górę. Pamiętajmy, że to „125”! Do prowadzenia nie trzeba używać dużej siły. Wszelkie manewry na YBR są dziecinnie łatwe. Dlatego nie odmówiłem sobie przyjemności sforsowania egzaminacyjnych wygibasów. Ósemka, slalom, ruszanie pod górkę. Na Yamasze wszystkie te manewry można wykonać z palcem w nosie. No, może z ruszeniem pod górę w takiej pozycji miałbym mały kłopot, ale jak jakiś akrobata się uprze… Ciekawe, ile tych motocykli trafi do szkół jazdy?

Opony radzą sobie z masą i osiągami YBR. Trudno mi było przyzwyczaić się do okropnego pisku, jaki wydają z siebie przy hamowaniach. Ten niemiły dla ucha odgłos może sprawić, że z rezerwą podejdziemy do ogumienia tego pojazdu. Mnie to jednak nie zraziło. Postanowiłem poznać granice jego możliwości.


REKLAMA



REKLAMA


Wnioski, jakie przychodzą mi do głowy po różnego rodzaju torturach tych gumek, są jednoznaczne – nie zważać na piski i mocno cisnąć heble. A trzeba przyznać, że niepozorna przednia tarcza zaskoczyła mnie, i to bardzo. Hamulec jest bardzo dobrze dozowalny, a stoppie – to tylko formalność. Tylny bęben musiał się nieco dotrzeć (znowu dostaliśmy praktycznie nowy motocykl do jazdy), aby zacząć skutecznie hamować. Potem nie miałem już do niego żadnych zastrzeżeń.

Przy dłuższej jeździe daje o sobie znać niezbyt wygodna kanapa. Po kilkudziesięciu kilometrach po prostu boli tyłek. Amortyzatory tylnego zawieszenia są zdecydowanie za miękkie. Na niewiele zdaje się zwiększenie napięcia wstępnego sprężyn. Na większych nierównościach tył i tak dobije. Może by nie dobił, gdybym… Nie, nie idę na żadną dietę! Nie będę się katował, za to YBR… Na stacji mamy wrażenie, że nasz przyjaciel jest anorektykiem. Trzeba naprawdę napocić się, aby mała Yamaha spaliła 3 l/100 km.

To nie wszystko. Producent deklaruje, że przy prędkości 50 km/h motocykl na 1 litrze przejedzie 58 km, co daje spalanie rzędu 1,72 l/100 km. I po kilku tankowaniach YBR jestem gotów w to uwierzyć.

Niczego nie udaje

No cóż. To „125”, więc nie ma się za bardzo nad czym rozwodzić. Przyspiesza. I tyle. Prędkość maksymalna, jaką udało się wycisnąć z YBR, to ok. 115 km/h. Jednak ten motocykl nie został stworzony do jazdy z takimi prędkościami. W dodatku wcale tego nie udaje. Wszyscy, którzy zdecydują się na małą Yamahę, będą musieli pogodzić się z myślą, że najlepsza prędkość podróżna dla niej to 80-85 km/h. Yamaha w salonach dostępna będzie dopiero od kwietnia. Do Polski trafi wersja z okrągłą lampą zamiast miniowiewki. Owiewkę będzie można zamówić za dopłatą (ok. 300 zł).

Oceniając Yamahę, nie możemy zapomnieć o jej cenie. 9900 zł to może niemało, ale pamiętajmy, że tyle trzeba zapłacić za skuter klasy 50 ccm. Tu do dyspozycji mamy prawdziwy motocykl. I nie zapominajmy, że to Yamaha. Mimo że montowana jest w Chinach, nie można, ba, nie należy nawet porównywać jej z małymi motocyklami chińskimi i koreańskimi, których nazw rodowity Polak nie jest w stanie wymówić. Jakość montażu oraz materiały i powłoki lakiernicze stoją tu na o wiele wyższym poziomie. Mam też nadzieję, że egzemplarze, które trafią do naszych salonów, będą pozbawione wykrytych przez nas wad i po niedociągnięciach, które wystąpiły w testowanym przez nas sygnalnym egzemplarzu, nie będzie już śladu.

YBR to „125”, która spełnia wymogi polskiego prawa jazdy kat. A1 (dostępnej od 16. roku życia), dlatego też wśród tej kategorii wiekowej należałoby upatrywać przyszłych użytkowników YBR. Czy jednak przypadnie im do gustu? Zapewne wielu wolałoby jakąś replikę wyścigówki albo wyszukanego choppera. Jednak YBR ma nad takimi konstrukcjami pewną przewagę. I nie jest to wcale cena. Dla mnie największym atutem YBR jest to, że niczego nie udaje. Jest po prostu małym motocyklem.

KOMENTARZE

REKLAMA