fbpx

W 2015 r. Suzuki dołączyło do grona producentów, którzy mają w swojej ofercie motocykl supernaked. Producent wykorzystał nie tylko silnik, ale również niektóre inne komponenty z modelu GSX-R1000. Tak powstał motocykl, który oferuje dużą moc i sportowe DNA marki, ale jednocześnie łagodnie obchodzi się nawet z mniej doświadczonymi użytkownikami.

Naked, który pojechał pod prąd

Pierwsza generacja Suzuki GSX-S1000 była ciekawym przypadkiem. Motocykl miał silnik od maszyny klasy superbike, który – w zależności od rocznika – rozwijał moc 145 lub 150 KM. Silnik umieszczono w aluminiowej ramie, ważącej mniej niż ta z GSX-R1000, którą połączono z wahaczem z japońskiego flagowca. Jednocześnie w kwestii systemów bezpieczeństwa i gadżetów, kierujący mógł polegać tylko na wymaganym przez prawo układzie ABS oraz kontroli trakcji.

Takie podejście może dziwić w kontekście, że przecież nazwa supernaked sama w sobie oznacza pokaz siły. Jednak w przypadku Suzuki polegał on na tym, by stworzyć taki motocykl, który zachwyci potrafiących maksymalnie wykorzystać jego sportowe możliwości i łagodnie obchodzi się z motocyklistami o mniejszym doświadczeniu.

Nowa generacja, stary przepis

W 2021 r. Suzuki pokazało nową generację modelu, która zyskała ostrzejszy wygląd, ale producent nadal nie zamierzał szaleć w kwestii oferowanego pakietu. Dlatego moc silnika wzrosła symbolicznie – do 152 KM, bo został on przystosowany do spełniania wymagań normy emisji spalin Euro 5. Dodano elektroniczną przepustnicę, tryby jazdy i dwukierunkowy quickshifter.

Baza pozostała bez zmian, a więc na pokładzie ponownie mamy jednostkę napędową od GSX-R1000, aluminiową ramę, aluminiowy wahacz i przedni widelec KYB z pełną regulacją. Producent poprawił ergonomię i praktyczność motocykla. Zamontowano kierownicę szerszą o 23 mm, która wraz z nową kanapą zapewnia większy komfort jazdy. Pojemność zbiornika paliwa zwiększono do 19 l, by dłużej cieszyć się jazdą po zatankowaniu do pełna.

Różne oblicza mocy

Już w pierwszej generacji można było docenić GSX-S1000 za jego „gładkość”. Choć motocykl jest mocny i ma wyścigowy rodowód, to jest też przewidywalny i przyjazny dla użytkownika. Jeżeli chcesz, możesz nim pojechać bardzo szybko i wykręcić swoją życiówkę na torze, ale jeśli po prostu masz ochotę na odrobinę relaksu w postaci dynamicznej, weekendowej przejażdżki, to S1000 nie będzie miał nic przeciwko.

Przeciskając się w korku pomiędzy samochodami nie będzie szarpał, a podczas gładkiego startu przykuje uwagę przechodniów charakterystycznym dźwiękiem 4 cylindrów w rzędzie. Dwukierunkowy quickshifter pomaga w sprawnym przyspieszaniu, a pierwsza setka pojawia się na liczniku już po ok. 3,2 s.

To wszystko pozwala się zastanawiać, czy GSX-S1000 to supernaked, czy może motocykl zbudowany w duchu Universal Japanese Machine – jednośladów bez owiewek, które miały być wytrzymałe i spełniać wiele funkcji. Celem inżynierów było nie tyle stworzenie motocykla, który będzie szokował, ile osiągniecie jak najlepszej równowagi osiągów i zalet użytkowych motocykla.

Właśnie dlatego GSX-S1000 nie onieśmiela użytkowników z mniejszym doświadczeniem i jednocześnie ma wszystko, by ci bardziej zaawansowani mogli w pełni wykorzystać potencjał tej maszyny.

Jeszcze więcej pewności

Pewność użytkowania to nie tylko poleganie na samej maszynie, ale również na opiece ze strony producenta.

Suzuki GSX-S1000 z rocznika 2026 kosztuje 54 900 zł. Motocykl można również kupić w wersji Power Pack, którą wyposażono w akcesoryjny wydech Akrapovič, osłonę siedziska pasażera, czerwone zaciski hamulcowe Brembo, siedzisko kierowcy obszyte materiałem o zwiększonej przyczepności i stylową folię ochronną na zbiorniku paliwa. W tym wariancie motocykl kosztuje 62 500 zł.

>> Sprawdź ofertę Suzuki <<
KOMENTARZE