Jakiś czas temu organizatorzy MotoGP wpadli na pomysł, by karać zawodników regularnie opuszczających różnego rodzaju imprezy promocyjne serii – nie tylko finansowo, ale też sportowo. Wiele wskazuje więc na to, że ci najbardziej niepokorni mogą stracić nie tylko po kilkadziesiąt tysięcy euro, ale może nawet i – w skrajnym przypadku – tytuł mistrzowski! Czy to na pewno jest kierunek, w którym powinno zmierzać MotoGP?
Podczas rundy o Grand Prix Indonezji Motorsport donosił, że w trybie natychmiastowym MotoGP wprowadza przepisy regulujące nieobecności zawodników na wydarzeniach promocyjnych serii. Podawano wówczas, że za opuszczenie takiej imprezy zawodnicy będą karani grzywną w wysokości pięciu tysięcy euro. Dodawano również, że kolejne przewinienia skutkować będą większymi karami finansowymi, a w skrajnych przypadkach – sankcjami sportowymi.
Cała ta szopka to pokłosie słynnego już wyścigu gokartowego z Japonii, w którym to Marc Marquez do rywalizacji postanowił wystawić swojego dublera. Hiszpan przyznał, że celowo opuścił to wydarzenie, skupiając się w tym czasie na rekonwalescencji. Po fakcie otrzymał za swoje zachowanie reprymendę od włodarzy MotoGP. Jednocześnie urzędujący mistrz świata i zarazem lider klasyfikacji generalnej mówił, że o ile rozumie potrzebę rozwoju serii, to wierzy też, że to ściganie się motocyklami powinno być jego priorytetem i czymś, czemu poświęca pełnię swojej uwagi.
„Myślę, że gdzieś jest granica. Oczywiście rozumiem show, ale walczymy o mistrzostwo świata, nie jesteśmy tutaj, by szaleć sobie w gokartach” – przyznawał po wszystkim Marquez. „W takich momentach musisz być samolubny i dawać z siebie maksimum wtedy, kiedy jest to ważne, czyli w wyścigach”.
Wtórował mu też jego rodak i główny tegoroczny rywal w walce o mistrzostwo – Jorge Martin. „W pełni rozumiem to, co zrobił Marc. Gdy dowiedziałem się o wyścigu gokartowym, nie byłem do niego przekonany. Niektórzy zawodnicy są szaleni i potraktowali to wyzwanie na serio. Ja po prostu usunąłem się wszystkim z drogi po pierwszym zakręcie i spokojnie pojechałem do mety” – przyznawał zawodnik Aprilii.

MotoGP to nie balet, rzekł swego czasu Johann Zarco. Balet może i nie, ale cyrk – na pewno. / fot. KTM
Okazuje się jednak, że to, o czym donoszono z Mandaliki, było tylko przystawką do tego, co ogłoszono przy okazji ostatniej rundy o Grand Prix Australii. The Race dotarł do korespondencji, którą od włodarzy MotoGP otrzymały zespoły.
Zawodnicy mają obowiązek uczestniczenia w:
- czwartkowych konferencjach prasowych,
- przedwyścigowych wydarzeniach promocyjnych,
- niedzielnej tzw. paradzie kierowców,
- co najmniej 10 minutach sesji autografowej lub wydarzenia Hero Walk.
The Race opublikował też listę kar, jakie czekają na zawodników (wszystkich trzech klas, nie tylko MotoGP!) regularnie opuszczających część z tych wydarzeń. Na zawodników czekają sankcje wynoszące nawet 15 tysięcy euro, redukcja czasu na torze podczas sesji treningowej, a w skrajnym przypadku – przesunięcie w dół na polach startowych. Na razie jednak nie wiadomo, o ile pozycji.
Niejako usprawiedliwione mają być nieobecności tych, którzy są kontuzjowani lub już wcześniej mieli zaplanowane wydarzenia PR-owe ze swoimi zespołami.
Kary za opuszczanie eventów promocyjnych MotoGP:
- 1. przewinienie – ostrzeżenie
- 2. przewinienie – kara 5000 euro
- 3. przewinienie – kara 10 000 euro
- 4. przewinienie – kara 15 000 euro
- 5. przewinienie – redukcja czasu na torze w sesji treningowej
- 6. przewinienie – kara przesunięcia na polach startowych

Kiedy wciąż mówimy o dbaniu o kibiców, a kiedy o przesadnym wykorzystywaniu zawodników? / fot. MotoGP
Wiele wskazuje też na to, że w skrajnym przypadku zawodnik, który będzie opuszczał regularnie różnego rodzaju wydarzenia PR-owe MotoGP może stracić nawet 25 tysięcy euro, trochę czasu na torze podczas treningu lub pozycję wywalczoną w kwalifikacjach. W teorii start z gorszego pola startowego może wpłynąć negatywnie na wynik osiągnięty w wyścigu, a to – na utratę cennych punktów, które mogą nawet zaważyć na losach tytułu mistrzowskiego.
Warto pamiętać, że w sezonie 2027 zawodnicy MotoGP będą musieli zmierzyć się także ze zmienionym harmonogramem i w efekcie – ponad półgodzinną stratą czasu torowego w porównaniu z dotychczasowym rozkładem jazd. By zrobić miejsce na wydarzenia promujące serię, jak wyścig gokartowy z Japonii, rywalizacja w tuk-tukach w Tajlandii czy przejazd małymi jeepami w Australii – w przyszłym roku zawodnicy klasy królewskiej nie będą już mieli niedzielnej rozgrzewki. Aż chce się zakrzyknąć: dokąd Ty zmierzasz, nasze drogie MotoGP?
Przeczytaj też:
- „Albo to akceptujesz, albo wylatujesz”. Czy kopiowanie F1 może wyjść MotoGP na dobre?
- Michelin na ostatniej prostej w MotoGP. Co zapamiętamy z tych 11 sezonów?
- Kontraktowe szaleństwo w MotoGP zakończone! Kto i gdzie w sezonie 2027?
- Nowy harmonogram weekendu MotoGP od sezonu 2027!
- Znamy kalendarz MotoGP na sezon 2027! Co zaskakuje najbardziej?
- Marc Marquez jak Max Verstappen. Kto odrabiał najwięcej punktów w mistrzostwach świata?
- Magiczna setka. Jak wygrywa Marc Marquez?
Zdjęcia: Ducati, KTM, MotoGP






