Wydaje się, że nie ma w Polsce, a być może i całej Europie, drugiego takiego klubu, który skupiałby tak dużą liczbę zabytkowych (przedwojennych) motocykli, a jednocześnie tak aktywnie na nich jeździł. Pod tym względem Oldtimer Club Poland zdecydowanie jest wyjątkowy.
Jeśli chodzi o przynależność do klubu – sprawa jest prosta. Wystarczy dysponować zabytkowym (wyprodukowanym do roku 1965) Harleyem-Davidsonem, Indianem lub Sokołem 1000, przebyć dwuletni staż kandydacki, zyskać akceptację członków na walnym zgromadzeniu i tyle. I co ważne, trzeba co najmniej raz w roku pojechać na klubową imprezę, bo inaczej statutowo można pożegnać się z członkostwem. Jednym słowem, ważne jest nie tylko posiadanie, ale także i aktywna jazda na zabytkowym, amerykańskim motocyklu.
Klub od lat organizuje corocznie trzy imprezy, w tym tzw. zlot letni. W tym roku odbył się on na Suwalszczyźnie w ostatni, rekordowo upalny, weekend czerwca. Spotkanie było raczej rajdem niż klasycznym zlotem, bo uczestnicy mieli do pokonania w ciągu 2 dni ok. 400 km, często niezbyt łatwej trasy.
Pierwszy dzień spotkania to czysta jazda. Trasa prowadziła przez ruiny dworu w Starej Hańczy, wieżę widokową w Baranowie, kartacze w Melsowiźnie, a także Jeleniewo i Smolniki. Z kolei drugi dzień został przez organizatorów potraktowany nieco bardziej ulgowo – w ramach atrakcji uczestnicy zaliczyli spływ Czarną Hańczą oraz piknik lotniczy Air Show na lotnisku Suwałki, podczas którego rozegrane zostały konkursy sprawnościowe.
Pojawienie się na Pikniku ok. 30 zabytkowych motocykli było dla widzów dodatkową atrakcją, bo przecież niezbyt często zdarza się okazja do podziwiania Harleyów WLA, J, VL, UL, Knucklehead, Indianów Scout i Chief z różnych lat produkcji czy Sokoła 1000 w fantastycznej kondycji. Wydaje się, że klubowe maszyny budziły niemal taki sam podziw jak akrobacje samolotowe, czy pokazy pojazdów bojowych Wojska Polskiego.
Trzeba zaznaczyć, że niemal wszystkie motocykle, mimo dramatycznego upału i trudnych szutrowo-piaszczystych dróg, ukończyły rajd w doskonałej kondycji… Jeżeli nie liczyć Indiana autora tekstu, który spektakularnie wygrzmocił się na ostatnich metrach rajdu, lekko miętoląc przy tym przedni błotnik. Tu należą się ogromne brawa i podziękowania dla Rafała Kapuścińskiego i Mieczysława Bielańskiego za fantastyczne przygotowanie imprezy, ale także pokazanie uczestnikom uroków Suwalszczyzny.
Następną klubową imprezą będzie zlot na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zaplanowany na ostatni weekend sierpnia. Sezon zakończy się jesiennym zlotem w Bieszczadach, gdzie nie obędzie się bez leśnych duktów i brodów na rzekach. Członkowie Oldtimerclubu bowiem bardzo lubią sprawdzać swoje maszyny w trudnych terenowych warunkach, bo jest to najlepsze świadectwo ich zdolności mechanicznych.
Zdjęcia: Michał Chełmiński





