fbpx
A password will be e-mailed to you.

Jesienną, jeszcze ciepłą porą proponowałem niezbyt długi wypad z Warszawy wzdłuż Wisły w kierunku Puław. Żeby było sprawiedliwie, tym razem wyskoczymy ze stolicy z biegiem rzeki, na równie niedługą wycieczkę. Na początku sezonu nie ma się co przemęczać, nie jesteśmy jeszcze dobrze wjeżdżeni w maszyny, a z pogodą również bywa różnie.

Ubiegłoroczny sezon kończyłem w dramatycznych okolicznościach przyrody. Weekendowy wypad w okolice Szklarskiej Poręby w deszczu i temperaturach w okolicach +5°C niestety nie należał do najmilszych. Tegoroczny sezon zaczyna się podobnie – temperatury mniej więcej takie same jak w listopadzie roku ubiegłego, na południu Polski pada śnieg, w centrum deszcz ze śniegiem. Krótko mówiąc – nic, tylko jeździć na motocyklu.

Advertisement

Taki wyjazd będzie doskonałym pretekstem do sprawdzenia wodoodporności naszych ciuchów i szczelności pinlocka w kasku. Pierwsza traska nie będzie zbyt długa, raczej rekreacyjna, w dodatku jednodniowa, bo w dobie obostrzeń związanych z pandemią trudno będzie zaplanować nocleg. Co prawda zgodnie z najnowszymi zmianami w prawie można w wyznaczonych rejonach leśnych urządzić biwak „na dziko”, ale o tej porze roku jeszcze niewielu motocyklistów decyduje się na taki radykalny survival.

Poprzedni sezon kończyłem na Suzuki V-Strom i zbiegiem okoliczności kolejny zaczynam również na tej maszynie, która doskonale nadaje się na tego rodzaju wyprawy. Wysoka szyba, handbary i podgrzewane manetki znacznie podnoszą komfort jazdy w marnych warunkach pogodowych.

Ceglany unikat

Startujemy z Warszawy wylotówką w kierunku Gdańska (droga krajowa nr 7) i przez  Łomianki i Czosnów jedziemy tak długo (ok. 33 km), aż zobaczymy drogowskaz na Nowy Dwór Mazowiecki. Nie będziemy zatrzymywać się w tej skądinąd sympatycznej miejscowości, bo w okolicy mamy do zobaczenia coś znacznie ciekawszego. Tuż za starym mostem skręcimy w lewo i dojedziemy do Twierdzy Modlin.

Budowę tych nikomu już dzisiaj niepotrzebnych (i niestety w znacznym stopniu niszczejących) fortyfikacji, leżących u zbiegu Wisły i Narwi, rozpoczął Napoleon w roku 1806. Jednak dopiero za czasów zaboru rosyjskiego Modlin stał się wielką twierdzą z prawdziwego zdarzenia, która wykorzystywana była kolejno przez wojska rosyjskie, polskie, niemieckie i znowu polskie. W XXI wieku Agencja Mienia Wojskowego podzieliła ten ogromny teren na działki i rozpoczęła proces mozolnej sprzedaży. 

Jeszcze w połowie lat 70. ubiegłego wieku działało tu Centrum Szkolenia Lotniczego i stacjonował 38 Lotniczy Pułk Szkolny. Ostatnie jednostki wojskowe wyprowadziły się z tego obiektu w okolicach roku 2009. Tę jedną z największych i najlepiej zachowanie twierdz w Polsce można zwiedzać na dwa sposoby – indywidualnie albo z przewodnikiem. Jeżeli dysponujecie wystarczająco dużą ilością czasu, a pogoda sprzyja, sugerowałbym to drugie rozwiązanie, bo można dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy. 

W przedwojennym klimacie

Aby było ciekawiej, nie wrócimy na drugą stronę Wisły tym samym mostem. Z Nowego Dworu pojedziemy drogą nr 62 w kierunku Zakroczymia i wbijemy się na krajową „siódemkę” z powrotem w kierunku Warszawy. Musimy jednak uważać, bo tuż za mostem skręcimy w prawo w lokalną, wijącą się wzdłuż Wisły drogę nr 575 w kierunku miejscowości Kamion. Gdy do niej dotrzemy, znowu przekroczymy królową polskich rzek, wjeżdżając do Wyszogrodu.

Tu drogą nr 62 możemy cofnąć się w kierunku Warszawy do Czerwińska, to zaledwie osiem kilometrów. W tej starożytnej miejscowości możemy podjechać do punktów widokowych z których zobaczymy panoramę Wisły, zerknąć na Kopiec Kościuszki czy obejrzeć salezjański klasztor z dosyć pokaźną bazyliką z XII wieku. Zalecam też niedługi spacer po samej miejscowości, w której czas jakby się zatrzymał w epoce II RP. 

Płockie atrakcje

Jeżeli nie chce wam się cofnąć do Czerwińska, to z Wyszogrodu pomkniemy DK 62 prosto na Płock. Do dosyć dobra droga, ale ruch na niej spory i napotkamy tu kilka stacjonarnych radarów. To zaledwie 40 km, więc pójdzie szybko, ale sugeruję nie odkręcać manetki gazu zbyt agresywnie. W Płocku obowiązkowo wstąpimy na Starówkę i zobaczymy Bazylikę Katedralną, w podziemiach której spoczywają szczątki władców Polski – Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego oraz piętnastu książąt mazowieckich.

Moim ulubionym miejscem jest jednak dół skarpy przy Wzgórzu Tumskim – molo i deptak (bulwar Stanisław Górnickiego) nad samą rzeką. W dobie pandemii i jeszcze przed sezonem niestety nie tętni życiem, ale w pełni sezonu turystycznego jest tu odjazdowo! Wszystkie te atrakcje są stosunkowo blisko siebie, warto więc spędzić chwilkę w tym mieście, nie nadwyrężając jakoś specjalnie nóg.

Advertisement

Tuż obok znajduje się Most Legionów Piłsudskiego (ten mniejszy w Płocku), którym przekradniemy się po raz kolejny na drugą stronę Wisły. I uwaga, bo zaczyna się ciekawie. Drogą nr 62 udamy się w kierunku Włocławka przez Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy. Znajduje się w nim kilka całkiem sporych jezior (m.in. Białe i Lucieńskie), na których mieszkańcy Płocka zażywają rozrywek akwaidalnych oraz odpoczywają na licznych działkach rekreacyjnych. Coś jakby małe Mazury.

Choć jest tu sporo ośrodków i kwater, nie zanocujemy nad wodą, bo jest to chwilowo nielegalne, chyba że po cichu w krzakach. W pobliskim Miałkówku znajduje się słynny opuszczony ośrodek wypoczynkowy z budynkami w kształcie rotund, obowiązkowy punkt programu dla fanów aktywności typu urbex. Z ciekawostek – nad Jeziorem Lucieńskim, tuż przy rezerwacie, znajduje się letnia rezydencja Prezydenta RP. Obawiam się jednak, że ani jej nie zwiedzimy, ani tym bardziej tam nie zanocujemy…

Tuż nad wodą

Droga krajowa nr 62 z Płocka do Włocławka to przepiękna, spokojna trasa z dobrym asfaltem, biegnąca w większości tuż przy samej Wiśle. Tuż przed Włocławkiem znajduje się zapora wodna, po której… tak – przejedziemy nie wiadomo który już raz w trakcie naszej wycieczki na drugą stronę rzeki. Tuż pod tamą znajduje się tablica upamiętniająca męczeńską śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. To właśnie tutaj zostały znalezione jego zwłoki.

Zasadniczo dojechaliśmy do miejsca, z którego moglibyśmy już wracać do domu, ale jeżeli ktoś czuje się jeszcze „nieujeżdżony” i ma wystarczająco dużo czasu, proponuję skoczyć do Kruszwicy nad jezioro Gopło. Przez Brześć Kujawski (tak, jesteśmy już w województwie kujawsko-pomorskim) to ok. 60 km w jedną stronę, trzeba się więc zastanowić, czy starczy nam sił i czasu. Generalnie jednak, jeśli tylko nie zamulamy w drodze, nie będzie to wielki wyczyn.

Jeśli nie zdecydujemy się na wizytę w (podobno) pradawnej stolicy Polski u króla Popiela, to przez włocławską zaporę przeprawimy się na drugą stronę Wisły i z drogi nr 67 biegnącej do Lipna skręcimy w Szpetalu Górnym w prawo, w bardzo lokalną szosę nr 562, którą przez Uniechowo, Wierznicę i Dobrzyń nad Wisłą dobijemy się jakoś ponownie do Płocka. Gdy kilka razy usiłowałem dojechać tędy do Murzynowa czy Cierszewa (odbywają się tam zloty motocyklowe), zawsze dosyć skutecznie gubiłem trasę. Bez GPS-u trudno jest odnaleźć się w tej plątaninie często szutrowych dróżek.  

Skrajem Puszczy Kampinoskiej

Żeby nie wracać tą samą drogą, w Płocku znów przejedziemy przez Wisłę, ale tym razem dużym, nowszym mostem i tuż za nim skręcimy na rondzie w lewo, w drogę wojewódzką nr 575. Jej nawierzchnia fragmentami nie jest w najlepszej kondycji, ale za to ruch jest niewielki. Trasa ta nieco oddala się od rzeki, ale gdyby ktoś się uparł, to da się też jechać nad samą Wisłą bardzo lokalnymi drogami w zasadzie aż do samego Kazunia, w którym (jakżeby inaczej) przekroczymy mostem Wisłę.

Drogą nr 62 przez Pomiechówek i Kikoły dojedziemy do miejscowości Dębe, w której znajduje się zapora na Narwi, dzięki której w 1963 roku powstał Zalew Zegrzyński, nie wiedzieć czemu od niedawna nazywany „jeziorem”. Nie możemy oprzeć się pokusie i przejeżdżamy po zaporze na drugą stronę rzeki. Stąd drogą nr 632 podążamy w kierunku Legionowa. Do Warszawy nie da się już nie trafić, ale jeżeli chcemy się dostać na lewobrzeżną część miasta, to będziemy musieli jeszcze raz przekroczyć Wisłę, tym razem dowolnie już wybranym mostem, których w stolicy nie brakuje. Mam nadzieję, że trasa w postaci slalomu między rozlicznymi cudami inżynierii przypadnie wam do gustu. 

KOMENTARZE