Najpierw była Honda Lead, bo nie wiedziałem, czy ?hulajnogi? mnie wciągną. Zassały, więc zamieniłem ją na Yamahę Drag Star 650. Jednak jazda z nogami do przodu zdecydowanie mi nie odpowiadała i od 10 lat jestem szczęśliwym posiadaczem V-Maksa z 1998 r.

10 lat z V-Maxem

Yamaha V-Max - okiem właściciela


REKLAMA

Kupiłem go na Warszawskim Bazarze Motocyklowym z przebiegiem około 40 000 kilometrów. Przejechałem już około 35 tysięcy. Jeżdżę nim raczej po Polsce, bo ma mocno ograniczoną „przestrzeń bagażową”.

Zużycie paliwa poza miastem sięgało 6-6,5 l/100 km na orlenowskiej benzynie 95, natomiast o dziwo na mającej więcej oktanów Vervie wzrastało do 7-8 litrów. Po mieście – 8-9 l/100 km, czasami więcej, gdy rozregulował się gaźnik, który jest dosyć wrażliwy i wymaga precyzji oraz serca.

Jazda V-maksem w miejskim ruchu, między samochodami, nie stwarza problemu mimo masy tego motocykla. Kierowcy „katamaranów” ustępują drogi bardzo chętnie. Nie wiem jednak, czy to dobre wychowanie, czy lęk przed utratą lusterek.

Yamaha V-Max - okiem właściciela

Oleju praktycznie nie dolewam pomiędzy corocznymi wymianami, maksymalnie – do 15%. W ubiegłym roku kupiłem olej ENEOS, który w zauważalny sposób poprawił kulturę pracy silnika.

Moc silnika bez boostera – 100 KM – jak na moje potrzeby jest w zupełności wystarczająca. Precyzja i skuteczność hamowania zdecydowanie poprawiły się po wymianie przewodów hamulcowych na stalowe. Sygnał dźwiękowy (niewiele głośniejszy od pracującego na jałowym biegu silnika) należy bezwzględnie wymienić. Już kilkunastokrotnie głośny sygnał uratował mnie przed bliskim kontaktem z tymi, którzy nie wiedzą, że w samochodach są lusterka. Na szczęście większość wskazanych słabości można poprawić stosunkowo niewielkim kosztem.

Części zamienne są dostępne w zasadzie bez problemów – od oryginałów po zamienniki w zupełnie dobrej jakości i cenie. Oryginały to opcja dla tych co mają za dużo kasy (musiałem wymienić półkę między lagami – odlew z jakiegoś stopu aluminium, cena w serwisie Yamahy około 900 zł, a tę samą część, nową, w fabrycznym opakowaniu znalazłem za 120 zł na wyprzedaży).

Teraz w zasadzie wszystko działa poprawnie. Konieczność napraw była w większości przypadków związana z niedoróbkami poprzednich serwisantów (np. przyciśnięty deklem przewód masowy alternatora).

Inne porady? Nie bardzo czuję się kompetentny, aby ich udzielać. Moja wiedza i umiejętności, gdy kupiłem ten motocykl, były niewielkie. Po prostu musiał być V-Max, bo miał wał, przyspieszenie i wygląd. I nie mam najmniejszego zamiaru pozbyć się go.

Co wymieniłem i poprawiłem:

1. Przednie zawieszenie – sprężyny progresywne;

2. Tylne zawieszenie – Bitubo (poprawił się komfort jazdy, zwłaszcza, że pokonywanie ostrych zakrętów z większą prędkością nie jest mocną stroną tego modelu);

3. Dołożyłem belki usztywniające ramę (poza estetyką nie zauważyłem jakiejś różnicy);

4. Oświetlenie: założyłem kierunkowskazy, pozycyjne i stop pulsujący Kellerman Rhombus

(malutkie, a widać), główna lampa – mocniejsza, z dodanym światłem LED do jazdy dziennej.

Słabe punkty:

– na krótkich, ostrych winklach motocykl nie jest zbyt stabilny

– rozrusznik

– instalacja elektryczna

– brak przekaźników w głównym reflektorze jest przyczyną jego kiepskiej wydajności, dużo elementów jest narażonych na wilgoć

– nie najlepszy lakier na silniku

– słaby sygnał dźwiękowy

Opinie prosto z facebooka Świata Motocykli

Yamaha V-Max - okiem właściciela

Grzegorz – V-Max nie wybacza błędów…

Roman – Jest praktycznie bezawaryjny, bardzo trwały, piękny, zrywny i szybki. Szkoda, że w parze z osiągami nie idą hamulce i jazda w zakrętach. Tak czy siak, to wspaniała, kultowa maszyna.

Dariusz – V-Max jest jak arabski ogier: piękny, drogi, dający wiele przyjemnych chwil, ale nie do końca okiełznany. Gdy go już kupisz, nie zamienisz na innego.

Marek – Bardzo drogi w serwisie silnik V4. Ale ma magię.

Yamaha V-Max - okiem właściciela

Przemysław – Motocykl niesamowicie charakterystyczny, przyciągający oko i ucho. Dużo frajdy z jazdy. Dla mnie jedyna wada – ten cholernie mały, 15-litrowy bak.

Bigwalker – Nie zamienię go na żaden inny model!

Grzegorz – Mistrz prostej. Taczką prowadzoną jedną ręką lepiej się skręca… Osobiście się go boję.

Vmax Arapaho – Ci, którzy piszą, że nie hamuje i nie skręca, nigdy go nie dosiadali! Polecam forum www.vmaxforum.pl.

Daniel – Potwór na dwóch kołach. Hamulce stanowczo powinny być precyzyjniejsze. Nawet przy normalnej jeździe pali ponad 7 litrów pod warunkiem, że gaźniki są sprawne i idealnie ustawione. Szatan, nie motor. Awaryjność raczej niska.

Robert – Co do tego, że trudno nim skręcać, to prawda. Niskim kierowcom będzie trudno nim manewrować (swoje waży). Jeśli chodzi o spalanie, nie jest tanio, ale za to jaka frajda… Na pewno nie polecam początkującym!

KOMENTARZE

Polecane artykuły
Już od dawna mówi się, że Kawasaki może pracować nad…
Nocny test Rometa Black City 125! Zobaczcie, co oferuje typowo…