fbpx
A password will be e-mailed to you.

Na północnym wschodzie Burkina Faso znajduje się miasteczko Gorom Gorom. Oprócz nazwy nie byłoby w nim nic ciekawego, gdyby nie wtorkowy targ – największy w całym kraju – Ernest Jóźwik pisze z Afryki.

Już 80 km przed tym małym miasteczkiem znajdują się drogowskazy wskazujące na Marche Gorom, czyli targ. Około 50 km na wschód, a więc jeszcze bliżej granicy z Mali w poniedziałki odbywa się największy w regionie, nie tylko w kraju – targ wielbłądów.


REKLAMA

Wjeżdżam do miasteczka. Sennie, pusto. Jako, że dziś sobota, trzeba znaleźć jakiś hotel, motel czy jakiekolwiek łóżko. Zajeżdżam do pierwszego lepszego. Wchodzę do środka, nie jest zbyt czysto, ale do tego już przywykłem. Telewizor wyje na cały regulator, a przed nim śpią trzy osoby- to obsługa hotelu. Zanim zdążyłem ich obudzić, wpadają za mną dwaj mężczyźni – to patrol policji, poruszający się chińskim skuterkiem.

Udajemy się więc razem do komisariatu, gdzie zaczyna się coś w rodzaju przesłuchania. Chwila skupienia, kilka zdań zamienionych między funkcjonariuszami i już wiem, że muszę wracać do najbliższego miasteczka bez zatrzymywania się.

Zostałem też poinformowany, że kilka dni temu porwano w Mali kolejnego białego turystę (dla okupu), a granica jest bardzo blisko, nie strzeżona tak, jak wymaga tego obecna sytuacja. Po prostu w trosce o moje bezpieczeństwo zabroniono mi wizyty w tych okolicach.

Plan powrotu do Ivesa także legł w gruzach, gdyż droga, którą zamierzałem jechać, również została zaliczona do ryzykownych. Cóż było robić? Trzeba zmienić plan wycieczki.

To drugi punkt programu, którego nie udało się zrealizować – ten pierwszy to przepięknie położona na płaskowyżu góra o równie zadziwiającej nazwie – Ręka Fatimy. Może kiedyś…


REKLAMA



REKLAMA


Wiedziałem tylko, że mam co opowiadać, mam wspaniałe zdjęcia i niekoniecznie chciałbym pokazywać je Talibom. Spokojnym tempem udałem się więc na południowy zachód, gdzie przekroczyłem granicę i dojechałem do stolicy Mali – Bamako, skąd wyruszam już w drogę powrotną.

Oczywiście wykorzystując fakt powrotu inną drogą niż dojazd w te rejony, postaram się zaliczyć kilka przydrożnych atrakcji, z których wspaniałą większość stanowią wodospady.

Do „usłyszenia” po powrocie lub jeśli się uda, to jeszcze z trasy.

Tekst i zdjęcia Ernest Jóźwik

KOMENTARZE

REKLAMA