fbpx
A password will be e-mailed to you.

Motocyklista, działacz, redaktor z potężnym stażem – to tylko niektóre jego aktywności. Dzięki niemu do dzisiaj możemy czytać magazyn „Motocykl moje hobby”. Zakładał łódzki Number One Club i uczestniczył w tworzeniu Polskiego Ruchu Motocyklowego. Organizował też rajdy „Hubal”. Tylko pozazdrościć, że jeszcze mu się chce!

Lech Potyński: Zaczynamy tradycyjnie. Kiedy był twój „pierwszy raz”, od jakiego motocykla zaczynałeś swoją przygodę i co cię w tym fascynowało? A może nadal fascynuje?

Advertisement

Piotr „Besa” Czech: Hmm… tak dawno, że najstarsi górale nie pamiętają. Tak się złożyło, że znajomy mojego śp. ojca wylosował WFM-kę. Tato wówczas zdecydował, że odkupi ten motocykl, bo NSU 200, które miał pod koniec lat 40. dawno temu „wyszło” na rzecz budowy domu. „Fumka” była „nówka nie śmigana”, a ja przestałem ślinić się na widok  Simsonka SR1, którym kolega z mojej klasy przyjeżdżał do liceum. A ten „pierwszy raz” był w tajemnicy przed tatą – jeszcze zanim motor został zarejestrowany.

ROK 1985, SZWEDZKA WYSPA OLANDIA. Pierwszy wyjazd zagraniczny

W liceum LOK organizowała kursy na prawo jazdy, a ja miałem wtedy 16 lat, był to rok 1967. Robiłem od razu prawko na motocykl i samochód. Jazdy miałem na WSK, Żuku i  „garbatej” Warszawie M20.  Egzamin z jazdy samochodem zdałem bez problemu. Teorię też. Motocykla się nie bałem. Sprawa była wyjeżdżona do perfekcji na ojcowskiej fumce. Na placu brylowałem, egzamin na moto miał być formalnością. Pewny siebie zrobiłem ósemki, zatrzymania, skręty z wystawianiem ręki… Podjechałem do mety, podniosłem na luz i puściłem dźwignię sprzęgła. Wueska szarpnęła i zgasła. Poprawka za miesiąc…

1985 Szwecja – pierwszy wyjazd zagraniczny

Takie to były początki. W mojej rodzinie motocykle były od zawsze, stryjowie też je mieli. Tato był najstarszy z czterech braci. W rodzinnym albumie mam zdjęcia z rajdów jeszcze z wczesnych lat powojennych – najstarsze ma datę z 1946 roku. Zawodnicy jechali wtedy z karabinami, bo sport motocyklowy miał wówczas ideologiczną, obronną nadbudowę. Myślę, że te rodzinne tradycje nie były bez znaczenia dla mojego motocyklowego życiorysu. 

HARLEY-DAVIDSON WLA został skonstruowany dla armii jako „Motorcycle Solo”, ale „Besa” udowodnił, że z wózkiem też daje radę

Harleya pierwszy raz widziałem na gdańskiej starówce, podczas wakacji. Ciepły sierpniowy wieczór, spacer z Agnieszką i… nagle go zobaczyłem. Piękny zielony metalik na baku, skrzący się milionami iskier… Dwa chromowane korki, a pośrodku konsola z ogromnym licznikiem. Wysoka kierownica, trzy chromowane lampy, w których odbijały się kolorowe światła jakiegoś neonu, w ogóle wszystko tu kipiało chromowym blaskiem. Do tego dziwny, widlasty silnik. Nigdy wcześniej niczego takiego nie widziałem. Zapomniałem o Agnieszce, coś do mnie mówiła – nie wiem co…  Moje marzenie o Harleyu ziściło się dopiero w 1975 roku.

ŁÓDZKIE MOTOJUWENALIA W 1976 ROKU, pokazy na dawnym „Wodnym rynku” czyli Placu Zwycięstwa. Członkowie NOC: M. Majchrzak z Indianem Scoutem, W. Recław z H-D WLA, J. Podgórski z BMW R12, J. Pahl jako „strusz prawa – MO” i M. Sobierajski z H-D

L.P.: Łódzki klub Number One to chyba jeden ze starszych motocyklowych klubów w Polsce. Byłeś w nim od początku? 

P.C.: Klubem „powiało” jakoś latem 1972 roku. Zaczęło się od mojego ogłoszenia w „Ekspresie Ilustrowanym”: kupię Harleya lub inny stary motocykl. W ofertach, wśród różnych BMW, Zündappów i enesiaków, nie znalazłem żadnego żelaza z Milwaukee. Kupiłem dwa identyczne motocykle BSA, model Sloper DeLuxe z 1930 roku i dla kolegów zostałem „Besą”. A klub? Po moim ogłoszeniu zgłosił się do mnie podobny napaleniec – Wiesiek Janus. Napisałem też do klubu HDC Warszawa i od Andrzeja Echilczuka dostałem adres kolejnego łódzkiego kolegi, Jurka Pahla. Wkrótce doszło dwóch kumpli Wieśka, Jurek Perliński i Krzysiek Klimecki, oraz Wojtek Recław – kolega Pahla. Zaczęły się spotkania, a jesienią ktoś rzucił hasło „zakładamy klub!”.

DZIEWCZYNY ZAWSZE LUBIŁY HARLEYA i jego właściciela. Z wzajemnością!

Pierwszym prezesem został Jurek Pahl, który przeforsował nazwę Old Noisemaker. Mnie – wówczas studentowi Polibudy – dostała się funkcja sekretarza. Członków przybywało i wkrótce mieszkanie prezesa na Lipowej przestało wystarczać na spotkania. Latem zbieraliśmy się „pod czołgami” – na pl. 9 Maja (dziś pl. Hallera). 

Na pierwszy zlot do Wolsztyna w sierpniu 1973 pojechaliśmy we dwóch: Wiesiek i ja. On emzetką, a ja… autostopem. Ani wuelka Wieśka, ani moja besówka nie były jeszcze gotowe do dalszych podróży. W tym czasie w Polsce organizowany był tylko jeden zlot w roku – właśnie owa harleyowska międzynarodówka warszawskiego klubu. Rok później nasz klub pokazał się w Wolsztynie już pięcioma maszynami: dwoma wuelkami (Janus i Perliński), NSU (Pahl), BMW R 5 (Recław) i BSA (ja). 

PIERWSZY HARLEY PIOTRA – „JAMNIK”. Był ok. 20 cm dłuższy od oryginału. Krzywo wspawany wahacz ostro znęcał się nad łańcuchem

Przygarnął nas Lokator, osiedlowy dom kultury na Nowopolskiej, a za sprawą kolegów harleyowców, którzy w nazwie klubu chcieli mieć koniecznie tę markę, nastąpił rozłam. Jurek Pahl wyprowadził większość klubu z „nieczystymi rasowo” motocyklami do Dzielnicowego Domu Kultury Łódź-Polesie. W Lokatorze powstał Harley-Davidson Club Łódź, który po dwóch latach umarł śmiercią naturalną. Około 1975 roku Old Noisemaker otrzymał klubową piwnicę w kamienicy przy zbiegu ulic Zielonej i 1 Maja. Odremontowana przez nas, przez kilka lat była dla wielu drugim domem. Prezesem został Marek Sobierajski, a na następne, roczne kadencje wybrano Sławka Muraszewskiego i Edka Kubicę.

1986 Zakończenie sezonu Wiśniowa Góra

Pierwszą imprezą, jeszcze obu łódzkich klubów, był biwak sobotnio-niedzielny w lesie w Szczukwinie koło Tuszyna, na zakończenie sezonu 1975. Pierwszy ogólnopolski zlot klub (już jako Number One Club Łódź) zrobił w październiku 1978 w Sulejowie. Odtąd coroczne Ogólnopolskie Zakończenie Sezonu w Wiśniowej Górze stało się specjalnością  klubu. Nowa nazwa pojawiła się chyba w 1976 roku i była kompromisem. Harleyowska jedynka ze skrzydełkami miała zjednoczyć miłośników motocykli z Milwaukee z resztą jeżdżących weteranami i motocyklami ciężkimi. Kiedy zaczęły się trudności lokalowe,  przygarnął nas Automobilklub Łódzki. W 1979 roku staliśmy się kołem AŁ, zachowując jednak swoją nazwę. Na kilka lat zostałem prezesem Number One Clubu. Wkrótce minie pół wieku naszej działalności…

KREDENSEM NA FURKA PASS. Piotr marzenie o Alpach mógł spełnić dopiero na Gold Wingu

L.P.:  Z Number One Clubem kojarzą mi się takie imprezy, jak Widlak, Hubal i Moto-Weteran-Bazar.

W 1980 r. klub Number One zrobił pierwszą imprezę międzynarodową – H-D Inter Rally Rochna ’80, zaś na zlocie 10-lecia w Borkach zrodziła się idea zorganizowania pierwszego Widlaka – zlotu maszyn z silnikami widlastymi. W latach 1983-92 impreza ta stała się sztandarowym łódzkim zlotem, także międzynarodowym. W 1987. na Widlaku klub świętował swoje 15-lecie, a potem, na Widlaku ’92 – 20-lecie. 

1989 Eliminacja Pojazdów Zabytkowych Łódź-Rogi

Advertisement

Piwnicę przy al. 1 Maja klub stracił w wyniku przejęcia budynku przez Wojskową Akademię Medyczną. Przenieśliśmy się do siedziby Automobilklubu na ul. Tuwima. Według mnie były to najlepsze czasy łódzkiego klubu Number One. Byliśmy znani w kraju i na świecie. Utrzymywaliśmy kontakty z klubami harleyowskimi w całej Europie, które przyjeżdżały na nasze zloty, otrzymywaliśmy wydawane przez nie biuletyny, wymienialiśmy się kartkami z życzeniami noworocznymi.

40-LECIE PRM W 2018 ROKU. Przez 30 lat „Besa” był sekretarzem Rady Koordynacyjnej

Od 1986 roku klub rozpoczął organizowanie rajdu Hubal. To był pomysł Cześka Frejera, a itinerery były moim dziełem. Ta formuła zdobyła sobie uznanie. Rajd (było 25 edycji) zawsze był robiony przy wydatnej pomocy klubu Weteran z Tomaszowa Mazowieckiego. W 1992 r. Number One Club Łódź zorganizował pierwszy Moto-Weteran-Bazar. Dzięki tej giełdzie Łódź stała się prawdziwą mekką polskich kolekcjonerów zabytkowej motoryzacji – nie tylko jednośladowej. Później przepisy prawne wymusiły utworzenie firmy Moto-Weteran-Bazar, która pracuje pod dyrekcją Jacka “Kopra” Kopczyńskiego.

L.P.: „Motocykl moje hobby” to z pewnością najstarszy na naszym rynku periodyk motocyklowy. Pamiętam, jak na jego łamach witałeś powstający „Świat Motocykli” i życzyłeś powodzenia młodszym kolegom z branży. Skąd wziął się pomysł i czy trudno jest przez tyle lat, niemal jednoosobowo prowadzić gazetę? Czy ktoś ci pomaga, wspiera finansowo itp.?

Pismo jest wydawane od 1987 roku i ma formę dwumiesięcznika. Było pierwszym legalnym i do 1993 jedynym regularnie wydawanym czasopismem motocyklowym w Polsce. Teraz „leci” 36 rocznik. Pomysł na gazetę powstał po zakończeniu wydawania biuletynu „Karburator” (1980-85), który był miesięcznikiem pisanym jeszcze na maszynie i powielanym na kiepskim ksero przez Grześka Polikowskiego i gdański Nord Weteran Klub.  Na kongresie PRM w Łodzi jesienią 1986 roku zapadła decyzja o powstaniu pisma. Tytuł „Motocykl moje hobby” zaproponował Darek Kowalski z warszawskiego Weterana. 

ZLOT MOTOCYKLE-LEGENDY II WOJNY ŚWIATOWEJ – PUŁTUSK 2012. Spotkanie „wiarusów”: Tomasz Motylewski, zwany „Motylem”, „Potas”, czyli Lech Potyński i Piotr „Besa” Czech

Od początku redakcja postawiła sobie ambitne zadanie, aby ten biuletyn miał formę edytorską na wyższym poziomie niż „Karburator”. Musiało to się wiązać z wyższymi kosztami, których nie udźwignęłoby samo środowisko. Pomoc uzyskaliśmy w Zarządzie Głównym PZM. To, że nasze pismo w ogóle powstało, zawdzięczamy uporowi dwójki działaczy z Number One Clubu. Ja i Tomek „Motyl” Motylewski musieliśmy osobiście „wydeptać” oficjalne pozwolenie w tzw. „Białym Domu”, czyli w łódzkim Komitecie Wojewódzkim PZPR, a potem z każdym numerem dreptać do cenzury (Okręgowego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk) na Piotrkowską 173. 

1989 Rada Koordynacyjna – Kraków

Później komuna padła, cenzura została zniesiona, ale … przybyło innych zmartwień. Kilka razy zdarzyło się, że z konta bankowego Automobilklubu Łódzkiego, przez które było przekazywane z PZM dofinansowanie do biuletynu, znikały pieniądze przelane na ten cel. W końcu powiedzieliśmy „dość!”. Trzeba było się usamodzielnić. Dnia 10 kwietnia 1992 r. Sąd Wojewódzki w Łodzi, Wydział I Cywilny, wpisał nasz dwumiesięcznik do Rejestru Dzienników i Czasopism, pod numerem 235. Od tego momentu oficjalnym wydawcą biuletynu jest Piotr Czech. Pismo jest z założenia non-profit i redagowane społecznie. Autorzy nie dostają honorariów, a koszty wydawania pokrywane są całkowicie ze składek czytelników i wspomnianego dofinansowania. 

DZIŚ MOTOZABYTKI SĄ WOŻONE NA IMPREZY PRZEWAŻNIE NA LAWETACH. Tak jest bezpieczniej w dzisiejszym wściekłym ruchu drogowym. Tu Piotrek Czech, Tomek Motylewski i Krysia Jusis przed wyjazdem na zlot Motocykle-Legendy II Wojny Światowej

Mówiąc o trudnościach… no, łatwo nie jest. W zawodowych redakcjach oprócz naczelnego są redaktorzy piszący teksty, jest sekretarz redakcji, grafik, fotograf, redaktor techniczny… Tu większość pracy w biuletyn wkładam osobiście. Wyszukuję źródła, piszę większość tekstów, obrabiam zdjęcia, łamię strony, dbam o formę plastyczną, przygotowuję pliki dla drukarni. Oczywiście piszą też inni autorzy, którym bardzo dziękuję, ale ostatecznie materiały przechodzą obróbkę stylistyczną na moim komputerze. Tu szczególnie chcę podziękować Jackowi Kawczyńskiemu z chicagowskiego Stowarzyszenia Rajd Katyński – Pamięć i Tożsamość, który od lat prenumeruje dla nas pismo – bardzo rzetelne  źródło naszej wiedzy. Podziękowania należą się też Krysi Jusis, której pomoc w prowadzeniu domu, aprowizacji i załatwianiu redakcyjnych spraw przez telefon jest nie do przecenienia. Jestem też wdzięczny Jankowi Jusisowi za ogarnianie całej logistyki. „Motocykl Moje Hobby” to nie tylko biuletyn. Osiem lat temu powstało stowarzyszenie o tej samej nazwie, a większość prenumeratorów została jego członkami. 

1996 Widlak Ldzań

 L.P.:  Polski Ruch Motocyklowy, w nim też czynnie uczestniczyłeś. Czyja to była inicjatywa, jak się rozwijał i w jakim miejscu jest dzisiaj?

W lutym 1978 r. klub Sokół z Kalisza zorganizował I Ogólnopolską Konferencję Zarządów Klubów Harley-Davidson i Sokół. Uzgodniono wtedy, że co roku będzie organizowany taki kongres, wybrano pierwszego Prezydenta Ruchu – Piotra Kaletę z Sokoła i Radę Koordynacyjną. To wtedy narodził się ogólnopolski Ruch Motocyklowy Weteran, H-D i MC, który ostatecznie przyjął nazwę Polskiego Ruchu Motocyklowego. Późniejsze spotkanie w Warszawie pomiędzy delegacją Ruchu a przedstawicielem ZG PZM nie miało zdrowej atmosfery – nie dogadaliśmy się. Nam marzyło się reaktywowanie przedwojennego Polskiego Związku Motocyklowego – rzecz wówczas nierealna. Statut opracowany przez zaprzyjaźnionych prawników i Komitet Założycielski Stowarzyszenia Motocyklistów nie uzyskał aprobaty sądu, a w komentarzu do werdyktu wskazano, że cele statutowe są zgodne z celami PZM i nie ma potrzeby powoływania drugiej organizacji tego typu. 

Formuła Ruchu, jako umowy międzyklubowej, została przyjęta w 1988 roku. Polski Ruch Motocyklowy został dobrowolnym porozumieniem legalnie działających klubów motocyklowych. Kluby same decydowały, czy chcą współpracować ze sobą w ramach Ruchu, czy nie. Legalność natomiast była pewną gwarancją dojrzałości organizacyjnej. Kluby wybierały na kongresie Radę Koordynacyjną do realizacji zadań i reprezentowania Ruchu w rozmowach z władzami i innymi organizacjami. Polski Związek Motorowy zaczął się z nami w końcu liczyć. Prezydentami Ruchu byli  kolejno: Zbyszek Wasiak, Czesiek Frejer i Tomek Motylewski. Ja od samego początku Ruchu, przez ponad 30 lat, sekretarzowałem Radzie Koordynacyjnej. Dziś, po okresie zarejestrowanego stowarzyszenia, Polski Ruch Motocyklowy jest związkiem stowarzyszeń.

L.P.:  Jako starszy i bardziej doświadczony kolega po fachu, jak oceniasz „Świat Motocykli” po niemal 30 latach jego działalności? Czy idziemy dobrą drogą?

Od początku oceniałem go pozytywnie. Kiedyś wymienialiśmy się „gratisami”, teraz czytam jedynie internetowe publikacje waszego periodyku. Ale ja mam specyficzne potrzeby – interesują mnie głównie motozabytki i historia firm motocyklowych. Nowoczesność – raczej niewiele. Sport jeszcze mniej, chyba że jego historia. Wśród autorów, którzy obecnie (ale też od lat) piszą dla was mam trzech ulubionych: Erwina Gorczycę, Tomka Szczerbickiego i ciebie, Lechu. Wiem jednak, że większość może mieć inne potrzeby. A skoro umiecie wyjść im naprzeciw, to tak trzymać!

 

KOMENTARZE