fbpx

Nadzieje były ogromne, balonik oczekiwań napompowany do granic możliwości, a skończyło się… porażką! Stawiani w roli głównych faworytów Australijczycy dopięli swego i sięgnęli po ponad dwóch dekadach po Drużynowy Puchar Świata, podczas gdy pełniący funkcję gospodarza Polacy – przy ponad 40-tysięcznej publiczności – musieli zadowolić się jedynie brązowym medalem.

Zdjęcia: Monster Energy

Na papierze reprezentacja Polski miała wszystko, aby walczyć o obronę tytułu wywalczonego trzy lata temu we Wrocławiu. W składzie Biało-Czerwonych znalazło się czterech uczestników tegorocznego cyklu Grand Prix – sześciokrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, urzędujący mistrz Europy Patryk Dudek, Dominik Kubera i Kacper Woryna – a także świeżo upieczony (po raz czwarty) mistrz Polski Maciej Janowski. Nazwiska robiły wrażenie, ale na tzw. jednodniowym torze w Warszawie za wieloma z nich nie poszły wyniki.

Czasowa, krótka nawierzchnia zbudowana wewnątrz PGE Narodowego po raz kolejny nie okazała się sprzymierzeńcem Polaków. Oczywiście można mówić o specyfice jednodniowego toru, trudności z dopasowaniem ustawień czy braku możliwości wykorzystania znajomości własnego obiektu. Problem w tym, że warunki były takie same dla wszystkich, a Australijczycy od pierwszego biegu pokazali, że można je rozszyfrować błyskawicznie. „Kangury” rozpoczęły finał w piorunującym stylu, wygrywając cztery pierwsze biegi. Po pierwszej serii Australia miała więc na koncie komplet 12 punktów, podczas gdy Polacy zgromadzili zaledwie sześć „oczek”.

Oczekiwania co do występu Polaków w DPŚ były ogromne. / fot. Monster Energy

W kolejnych biegach sytuacja Biało-Czerwonych wcale się nie poprawiała. Dominik Kubera przyjechał ostatni, Maciej Janowski z trudem zdobył jeden punkt, a Ryan Douglas odniósł drugie zwycięstwo. Dopiero w ósmym wyścigu sygnał do ataku dał Zmarzlik, który efektownym manewrem wyprzedził Brady’ego Kurtza. Po dwóch seriach Polacy tracili jednak do Australii już osiem punktów. Szczególne wrażenie robiła postawa Douglasa. Zawodnik występujący na co dzień na drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce rozpoczął zawody od trzech kolejnych zwycięstw, pokonując między innymi Kuberę, Janowskiego i Dudka. Australijski „drugoligowiec” bez kompleksów rozstawiał po kątach znacznie bardziej utytułowanych rywali.

Trener Stanisław Chomski szybko musiał ratować sytuację. Z rezerwy taktycznej za Kuberę pojechał Zmarzlik, a bezbarwnego Janowskiego zastąpił Woryna. Polacy nadal nie byli jednak w stanie wyraźnie zmniejszyć strat. Nawet gdy w 12. biegu wykluczony został Doyle, szansy nie wykorzystał Zmarzlik, którego na ostatnim okrążeniu objechał Anders Thomsen. Po trzech seriach Australia prowadziła z przewagą sześciu punktów nad Polską.

Nadzieję Biało-Czerwonym chwilowo przywrócił Woryna, który pewnie wygrał 13. wyścig. Dwa biegi później rezerwowy reprezentacji Polski upadł jednak podczas walki o trzecią pozycję i został wykluczony, a zwycięstwo Kurtza ponownie powiększyło przewagę Australii. Przed wyścigami nominowanymi „Kangury” miały już 29 punktów, Dania 25, Polska 22, a Wielka Brytania 20.

Woryna rozpoczął decydującą serię od kolejnej wygranej, ale losów złota nie udało się już odwrócić. W 18. biegu wykluczony został Mikkel Michelsen, który po upadku miał spore pretensje do Zmarzlika. W powtórce kapitan Polaków przegrał jednak z Maxem Frickiem, a chwilę później drugie miejsce Kurtza przypieczętowało pierwszy od 2002 roku triumf Australii w DPŚ.
„Kangury” zwyciężyły przede wszystkim jako zespół. Kurtz zdobył 11 punktów, Doyle i Douglas po 10, a Fricke siedem. Rezerwowy Rohan Tungate nie musiał nawet wyjeżdżać na tor.

W polskiej drużynie najwięcej punktów zdobył Zmarzlik, ale jego 11 „oczek” w sześciu startach i tylko jedno zwycięstwo nie odmieniły losów walki o złoto. Dobrze zaprezentował się Woryna, który dwukrotnie zwyciężał i uzbierał dziewięć punktów. Dudek, zmagający się z zatruciem pokarmowym, zdobył pięć „oczek”, a Kubera i Janowski po dwa. Ostatecznie Biało-Czerwoni wygrali zaledwie trzy z 20 wyścigów. Problemy zdrowotne Dudka oraz specyfika jednodniowego toru z pewnością nie ułatwiały zadania, ale podobnych wymówek mogli szukać również rywale – Australia radziła sobie bez kontuzjowanego Jacka Holdera, a Wielka Brytania bez Dana Bewleya.

Patryk Dudek robił, co mógł, ale niestety przez cały wieczór zmagał się z zatruciem pokarmowym / fot. Monster Energy

Ostatecznie Australia zdobyła 38 punktów i o osiem wyprzedziła Danię. Polacy przegrali walkę o srebro zaledwie jednym „oczkiem”, ale do zwycięzców stracili aż dziewięć. Czwarte miejsce zajęła Wielka Brytania, której nie wystarczył kapitalny występ Roberta Lamberta – zdobywcy 14 punktów.

PGE Narodowy pozostaje więc dla polskich żużlowców zaczarowany. W dziewięciu rozegranych w Warszawie rundach Grand Prix ani razu nie wygrał reprezentant gospodarzy, a teraz Biało-Czerwoni nie wykorzystali również okazji do zdobycia Drużynowego Pucharu Świata. Na kolejną szansę Polska jako reprezentacja będzie musiała poczekać trzy lata. Odczarowanie warszawskiego stadionu może nastąpić jednak już w przyszłym roku  – 15 maja 2027 roku odbędzie się tam turniej Grand Prix.

Finał DPŚ w Warszawie 2026 – wyniki:

1. Australia – 38 pkt
Ryan Douglas 10 (3, 3, 3, 0, 1);
Brady Kurtz 11 (3, 2, 1, 3, 2);
Jason Doyle 10 (3, 2, w, 2, 3);
Max Fricke 7 (3, 0, 0, 1, 3);
Rohan Tungate NS.

2. Dania – 30 pkt:
Mikkel Michelsen 12 (2, 3, 2, 3, 2, w);
Leon Madsen 5 (0, 1, 0, 2, 2);
Michael Jepsen Jensen 5 (0, —, 2, 3, 0);
Anders Thomsen 8 (0, —, 3, 2, 3);
Frederik Jakobsen 0 (0).

3. Polska 29 pkt:
Bartosz Zmarzlik 11 (1, 3, 2, 2, 1, 2);
Maciej Janowski 2 (1, 1, —, —);
Dominik Kubera 2 (2, 0, —, —);
Patryk Dudek 5 (2, 1, 1, 1);
Kacper Woryna 9 (1, 3, w, 3, 1, 1).

4. Wielka Brytania 23 pkt:
Robert Lambert 14 (1, 3, 2, 3, 3, 2);
Charles Wright 5 (1, 2, 1, 1, 0);
Adam Ellis 3 (2, 0, 0, 0, 1);
Leon Flint 1 (0, 1, —, 0, 0);
Thomas Brennan NS.

Żużel wróci na PGE Narodowy w maju 2027 roku. / fot. Monster Energy

KOMENTARZE