fbpx

Nie uprzedzajcie się z góry – bardzo lubię ten region, będący mekką motocyklistów. Uwielbiam krajobrazy połonin, zielone wzgórza nad Soliną i bieszczadzkie anioły. Przeszkadza mi jednak właśnie ta „mekkowatość” – po prostu nie lubię jeździć na motocyklu w tłoku.

W mojej opinii ten kultowy bieszczadzki region w postpeerelowskiej rzeczywistości mocno się skomercjalizował, ucywilizował i zdecydowanie stracił pierwiastek dzikości. Przynajmniej w sezonie letnim, kiedy każdy, kto może wsiada w samochód, na rower lub motocykl i szuka tu romantycznych przygód. Kultowa „Wielka Pętla Bieszczadzka”, to dzisiaj raczej pętelka nie dłuższa, niż 150 km, bez trudu do objechania w jedno popołudnie. Pod warunkiem że nie utkniesz w korku, a to już jest mało romantyczne. To oczywiście nieco apokaliptyczna wizja, ale znam regiony znacznie spokojniejsze pod względem turystycznego ruchu na drogach.

Tymczasem dojeżdżając w Bieszczady, przeważnie bezrefleksyjnie mijamy fantastyczny region, równie atrakcyjny turystycznie, tyle tylko, że niemal nieodwiedzany – Beskid Niski. Czemu mało odwiedzany? Bo wszyscy gnają w Bieszczady…

Beskid Niski to region położony z grubsza między znacznie bardziej wypromowanym Beskidem Żywieckim a tymi górami na „B”. Z grubsza – od południa zaczyna się na linii Grybowa, Gorlic i Krynicy-Zdroju, a kończy na Sanoku, Zagórzu i Komańczy. To obszar w sumie niewielki, ale bardzo urokliwy. Jeżeli chcesz bez ścigania się z tłumem innych motocyklistów, rowerzystów i samochodziarzy, polatać po górach (górkach?) to jedź właśnie tam!

Tym razem nie będzie bardzo łatwo – nie podam konkretnej trasy wycieczki, bo tu w zasadzie wszystkie drogi (poza ekspresówką w permanentnej budowie S19) są lokalne, piękne i warte zaliczenia. Zasugeruję natomiast kilka ciekawych miejscówek, a którędy do nich dotrzecie, to już wasza sprawa.

Malowniczy zalew Klimkówka na rzece Ropie jest ozdobą Beskidu Niskiego. Niestety wody w nim z roku na rok coraz mniej.

W łemkowskim obejściu

Wycieczkę rozpoczniemy w Grybowie, bo łatwo do niego dojechać z Nowego Sącza, który co prawda leży już w Beskidzie Sądeckim, ale każdy do niego trafi. Do Grybowa, krajową drogą nr 28, to nie więcej niż 25 km. Tu na chwilę zatrzymamy się przy zamku „Stara Baśń. Co prawda jest to całkiem współczesna rekonstrukcja, ale podobno powstała w miejscu, gdzie w roku 1287 polskie wojsko stoczyło bitwę z łobuzami Tatarami, którzy w swoich podbojach zapuścili się aż tutaj. Z Grybowa udamy się do niewielkiej miejscowości Łosie, by zapoznać się z nieco nowszą historią tego regionu.

Obowiązkowo zwiedzimy skansen – „Zagroda Maziarska”. Jak przystało na wielokulturowy region, leży między kościołem katolickim a drewnianą cerkwią. Zagroda w większej części zachowała się w oryginalnej formie i przedstawia typowe życie Łemków z tych okolic w XIX, a może i XX wieku. Ponieważ ropa naftowa (maź) dosyć intensywnie sączyła się z ziemi w tych okolicach, trudno było jej w jakiś sposób nie wykorzystać, mieszkańcy Łosiów zajmowali się głównie wytwarzaniem z niej różnego rodzaju smarów i olejów, które potem rozwozili niemal po całej Europie. Tym zawodem parali się maziarze, jeszcze do wybuchu II WŚ. To był chyba intratny biznes, bo wieś była dosyć zamożna. Dopiero prace Ignacego Łukasiewicza nadały nowy sens wydobywaniu ropy. Niestety, po wojnie, w wyniku przeprowadzonej przez nowe polskie władze akcji „Wisła”, podczas której masowo wysiedlano stąd rdzenną ludność – Łemków, ten tradycyjny dla regionu zawód umarł, i zasadniczo kultura łemkowska zamarła.

Beskid Niski to nie tylko fantastyczne krajobrazy, ale także bardzo dobrej (w większości) jakości asfalty.

Niezbyt wysokie, ale jednak góry…

Jeżeli jesteśmy w tej okolicy, trudno nie zawitać nad Zalew Klimkówka, powstały przez spiętrzenie rzeki Ropa. Dojedziemy tam przez miejscowość skądinąd o nazwie Ropa… Na drugim końcu zalewu trafimy do miejscowości Uście Gorlickie. Droga jest piękna, a dystans to zaledwie ok. 4 km, więc nawet silnik sie nie zagrzeje. W Uściu znajdziemy osiemnastowieczną, drewnianą cerkiew ze wspaniałym ikonostasem – obrazami typowymi dla prawosławia. Jest ona jednym z punktów rozległego Szlaku Architektury Drewnianej, ciągnącego się przez województwa śląskie, małopolskie i podkarpackie. Znajdziemy na nim dobrze oznaczone kościoły, cerkwie i dworki, ale także przydrożne kapliczki, karczmy, leśniczówki i chłopskie zagrody. Swoją drogą – może warto zrobić kiedyś tę trasę motocyklem?

Gdyby chciało się nam jechać dalej na południe, to dotrzemy do Wysowej Zdroju, szczycącej się eleganckim parkiem zdrojowym, a dalej aż pod górę Jawor – na samej granicy ze Słowacją. Stąd, przy dobrej pogodzie widać stąd Tatry, a nawet Gorce.

W Grybowie warto zerknąć na współczesną replikę średniowiecznego zamczyska.

Być może przy tym biurku Maria Konopnicka pisała „Rotę”.

Śladami I Wojny Światowej

Jeśli nie chcemy wpaść z wizytą do naszych południowych sąsiadów (chociaż – czemu nie?), to będziemy musieli cofnąć się tym samym śladem aż do Wysowej, a nawet do Hańczowej, bo innej drogi tu po prostu nie ma, a otaczają nas gęste lasy. To był najdalej na południe wysunięty punkt naszej wycieczki. Stąd bardzo niedaleko jest do malutkiej wsi Banica, gdzie przy samej drodze znajdziemy pomnik ku czci siedmiu polskich lotników zestrzelonych 27 sierpnia 1944 roku przez niemiecki myśliwiec. Samolot Halifax, który wracał do Włoch, po dokonaniu zrzutu zaopatrzenia dla walczącej w Powstaniu Warszawy, rozbił się pod Banicą, a miejscowa ludność pochowała w tym miejscu odnalezione ciała lotników. Pomnik upamiętniający to wydarzenie stanął tu w roku 2013. Teraz ruszymy na północny wschód, w kierunku Magurskiego Parku Narodowego. To stosunkowo nowy Park Narodowy, bo chociaż nasze państwo cackało się z nim od połowy lat 70., to utworzono go dopiero w roku 1995, na styku województw Małopolskiego i Podkarpackiego. Zdecydowanie lepiej zwiedza się go pieszo, niż motocyklem, bo mało które drogi w tym obszarze dostępne są dla zmotoryzowanych.

My na chwilę zatrzymamy się na drodze nr 977 w okolicach Małastowa, przy Cmentarzu Wojennym nr 60 Magura, gdzie pochowano 174 żołnierzy (różnych wyznań) Jego Cesarsko-Królewskiej Mości. W czasie I WŚ na terenie Podkarpacia toczyły się długie i ciężkie walki, o który dzisiaj już mało kto pamięta. Dobrym tego przykładem może być bitwa o Przełęcz Dukielską w trakcie I wojny światowej była kluczowym elementem walk o Karpaty, toczonych zimą i wiosną 1915 roku między siłami Austro-Węgier (wspieranymi przez Niemcy) a Imperium Rosyjskim. Szacuje się, że w tamtym okresie zginęło podczas walk na Froncie Karpackim nawet do 2 milionów ludzi! Nie ma więc nic dziwnego w fakcie, że po tych czasach pozostała w okolicy całkiem spora liczba, mniej lub bardziej zapomnianych cmentarzy i miejsc pamięci.

Najbardziej krwawe i zacięte walki (także w czasie II WŚ) toczyły się okolicach przełęczy Dukielskiej, więc i my podążymy w kierunku Dukli. W linii prostej to niedaleko, ale musimy objechać Magurski Park Narodowy, więc przez Żmigród to będzie dobrze ponad 50 km. Tu, a raczej w odległej o 2 km w Bóbrce zwiedzimy Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego i najstarszą w Polsce kopalnię ropy. Albo do wyboru, gdy ktoś ma intelektualne zapędy – Muzeum Marii Konopnickiej – autorki patriotycznej „Roty”, a jednocześnie obyczajowej skandalistki, posadowione w Żarnowcu (ok. 20 km od Dukli). A może skusicie się na obie te placówki?

Stacjonarne silniki w Muzeum w Konieczkowej budzą respekt i szacunek.

Tuż obok Konieczkowej, w Jasienicy Rosielnej znajduje się muzeum samochodów.

Uczta dla zmotoryzowanej duszy

Na koniec wycieczki pojedziemy w miejsce, które być może nie leży już Beskidzie Niskim, ale i tak musimy je odwiedzić. Po prostu jest to obowiązkiem każdego motocyklisty. Muzeum Silników Stacjonarnych i Techniki Rolniczej w Konieczkowej. Chyba każdy, kto ma benzynę we krwi, jest zainteresowany zobaczeniem w jednym miejscu ponad 100 fantastycznych, potężnych starych motorów? Widzieliście kiedyś dwucylindrową jednostkę typu Diesel o pojemności 2 litrów, pracująca w tempie 60 obr/minutę? Jeżeli nie, to wpadajcie, tym bardziej że powstało ono z prawdziwej pasji – to stale rosnąca prywatna kolekcja kilku ludzi, udostępniana w bardzo eleganckiej formie wszystkim zainteresowanym. Placówka utrzymuje się jedynie z datków i opłat za bilety, więc warto ją wspomagać.

A przy okazji, tuż obok (nie dalej niż 5 km w kierunku na Krosno) w Jasienicy Rosielnej znajduje się Muzeum Samochodów Zabytkowych. Co prawda nie znajdziecie w nim ani jednego motocykla, ale ponad 50 pojazdów, zgromadzonych przez prywatnego kolekcjonera Andrzeja Bieńczaka też warte jest uwagi.

No to pojeździliśmy, nawet nie bardzo zahaczając o wszelkiego rodzaju „Zdroje”, których jest tu zatrzęsienie! Było i co pozwiedzać, były też piękne okoliczności dziewiczej przyrody. A wszystko to w niewielkim natężeniu ruchu, niezależnie od pory roku. Czego więcej chcieć? Beskid Niski jest git!

Zdjęcia: Autor

Tekst po raz pierwszy ukazał się w drukowanym wydaniu magazynu „Świat Motocykli” [01/2026]
KOMENTARZE