fbpx
A password will be e-mailed to you.

Intensywne barwy Duke’a 390 kuszą, jak dojrzałe pomarańcze na straganie. Od razu chce się ich skosztować. Duke’a też chce się od razu spróbować. czy jego „smak” dorówna wyglądowi?

Bliżej mu do braci mniejszych

KTM Duke 390


REKLAMA

Duke 690 (i jego poprzednicy) od lat cieszy się może nie ogromną popularnością, ale dużą sympatią wśród motocyklistów. Korzystając z tego faktu, KTM konsekwentnie rozbudowywał rodzinę modeli o tej samej nazwie, dodając mocniejsze i słabsze wersje. Na początku tego roku pojawił się model Duke 390, który stara się dogonić najmocniejsze „książęta”, jednak w rzeczywistości bliżej mu do mniejszych braci – 200 i 125. Ma też z nimi inną, wspólną cechę – tak jak dwusetka i stodwudziestkapiątka jest produkowany w fabryce w Indiach.

Magnetyczne kolory

KTM Duke 390

Duke 390 jest zgrabnym motocyklem. Ma dynamiczną linię i młodzieżowe malowanie. Do tego kolorystyka – rozpoznawalna i energetyzująca: połączenie czerni, bieli i pomarańczu skutecznie przyciąga wzrok. Niezwykle wyraziste felgi nie pozwalają Duke’owi pozostać niezauważonym. W tych barwach jest coś magnetycznego, jak w dojrzałych pomarańczach. Po prostu chce się zatopić zęby w miąższu. Podobnie jest z Dukiem – trudno mu się oprzeć i koniecznie chce się go dosiąść.

Po bliższym kontakcie początkowy entuzjazm delikatnie opada. Zamiast potężnego agresora mamy pod sobą niewielki jednoślad, który ze względu na rozmiar można by pomylić ze stodwudziestkąpiątką. Zarówno Duke 125, 200, jak i 390 są dużo mniejsze od „ojca” rodu – 690.

Trzystadziewięćdziesiątka ma siedzenie na wysokości 800 mm, więc nie powinna sprawiać problemów z ogarnięciem nawet niskim kierowcom. Waga też nie jest duża, bo bez paliwa wynosi 139 kg. Jak na szosówkę, to całkiem nieźle.

Plusy delikatności

KTM Duke 390

„Średniaki” to bardzo wdzięczne i praktyczne motocykle. A ile jest wart nowy, średni Duke? Wrażenia z pierwszych minut jazdy nie były elektryzujące, mimo że przecież nominalnie silnik pojemności 375 ccm wytwarza aż 43 konie! To sporo ponad 100 koni z litra pojemności. Spodziewałam się po nim czegoś więcej, lecz od razu było czuć, że te konie są jakieś inne, niż te, które znajdziemy w większości motocykli z logo KTM. Na starcie trzystadziewięćdziesiątce zabrakło „pazura”. Zaczęła mnie wręcz usypiać podczas jazdy.

Dla silnika Duke’a 390 charakterystyczne jest delikatne oddawanie mocy w szerokim zakresie obrotów. Ktoś może to odebrać jako wadę, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę, że KTM spełnia normy motocykla przeznaczonego dla świeżo upieczonych, młodych i przede wszystkim niedoświadczonych kierowców, ta cecha stanie się zaletą. Lecz z pewnością nie każdemu ta delikatność przypadnie do gustu.

Czas na cuda

KTM Duke 390

W miarę, jak na siodełku spędzałam kolejne minuty i jak pod kołami przemykały kolejne kilometry, Duke robił się coraz ciekawszy.

Czterdziestotrzykonny czterosuw wkręcony na bardzo wysokie obroty wreszcie zaczął jeździć dynamicznie. Szybkie wachlowanie biegami i manetka gazu odkręcona do oporu ? to może czynić cuda. Taka charakterystyka oddawania mocy przypisana jest raczej do motocykli o mniejszej pojemności, więc jeśli założeniem producentów było poszerzenie terytorium KTM w tym właśnie segmencie rynku, to wyszło całkiem nieźle. To umocniło mnie w przekonaniu, że ta wersja Duke’a bardziej przywiązana jest do słabszych niż mocniejszych i większych.

Trzystadziewięćdziesiątka prowadzi się bardzo lekko i przyjemnie. Jest niezwykle zwrotna, więc świetnie nadaje się na zatłoczone, miejskie ulice. Do tego zmieści się prawie wszędzie i przez korki może iść jak burza.

W zakrętach zachowuje się bardzo stabilnie. Poza praktycznym zastosowaniem, KTM dostarcza po prostu dużo radości z jazdy i nie trzeba być nie wiadomo jakim kozakiem, żeby nim zaszaleć.

Słodki czy kwaskowy?

KTM Duke 390

To, czego zdecydowanie brakuje mi w tym motocyklu, to znany z dużych KTM-ów osprzęt, jak chociażby hydrauliczne sterowanie sprzęgłem, czy perfekcyjne hamulce Brembo. Tu do klamki sprzęgła przypięta jest tradycyjna linka, tak samo jak w niższych modelach. W zasadzie nie ma się czego czepiać, bo wszystkie elementy trzystadziewięćdziesiątki chodzą poprawnie, ale pozostaje pewien niedosyt, jak wtedy, kiedy z pięknej i na oko dojrzałej pomarańczy wyciskasz sok, a kiedy kosztujesz, okazuje się kwaśny. Przecież KTM-y kochamy właśnie za genialną ergonomię, hydrauliczne sterowanie sprzęgłem, mistrzowskie zawieszenia, rewelacyjnie pracującą skrzynię biegów czy perfekcyjne hamulce.

Może zbyt usilnie szukam słodyczy w smaku tej „pomarańczy”? W końcu Duke 390 to dobry motocykl, wart zainteresowania i polecenia. Jego atrakcyjność dodatkowo podnosi przystępna cena, nieprzekraczająca na naszym rynku dwudziestu tysięcy złotych.


REKLAMA



REKLAMA


Dane techniczne KTM 390 Duke

KTM Duke 390

SILNIK
Typ: czterosuwowy, chłodzony cieczą
Układ: jednocylindrowy
Rozrząd: DOHC, cztery zawory na cylinder
Pojemność skokowa: 373,2 ccm
Średnica x skok tłoka: 89 x 60 mm
Stopień sprężania: 12,9:1
Moc maksymalna: 43 KM (32 kW) przy 9500 obr/min
Moment obrotowy: 35 Nm przy 7250 obr/min
Zasilanie: wtrysk
Smarowanie: z mokrą miską olejową
Rozruch: elektryczny
Akumulator: 12V 6 Ah
Zapłon: z mikroprocesorem

KTM Duke 390

PRZENIESIENIE NAPĘDU
Silnik-sprzęgło: koła zębate
Sprzęgło: wielotarczowe, mokre
Skrzynia biegów: sześciostopniowa
Napęd tylnego koła: łańcuch

 

PODWOZIE
Rama: stalowa, kratownicowa
Zawieszenie przednie: teleskopowe upside-down, śr. 43 mm, skok 150 mm
Zawieszenie tylne: wahacz wleczony, pojedynczy amortyzator, skok 150 mm
Hamulec przedni: pojedynczy tarczowy, 300 mm, zacisk czterotłoczkowy
Hamulec tylny: pojedynczy tarczowy, 230 mm, zacisk jednotłoczkowy
Opony przód/ tył: 110/70?17 / 150/60?17

 

WYMIARY I MASY
Wysokość siedzenia: 800 mm
Rozstaw osi: 1367 mm
Kąt pochylenia główki ramy: 65°
Masa pojazdu bez paliwa: 139 kg
Zbiornik paliwa: 11 l

 

Publikacja: Świat Motocykli 9/2013.

Zobacz także

KTM 690 Duke | Zadziorny Książę

Fot. KTM

KTM 690 DukeFot. KTM

KTM 990 Adventure | Opinie Świata Motocykli

Fot. Paweł Kucharski

KTM 990 Adventure - motocykl ten podobno dzieli kierowców na dwie grupy: tych, którzy go kochają i tych, którzy się do tego nie przyznająFot. Paweł Kucharski

KOMENTARZE


REKLAMA