fbpx
A password will be e-mailed to you.

Producent z Akashi zaprezentował właśnie premierowego nakeda Z650RS, kształtami nawiązującego do klasycznych modeli Kawasaki. Krok ten szumnie nazwano „retrowolucją”, choć moim zdaniem nie ma tu mowy o żadnej rewolucji, tylko bardzo przemyślanym – i oczekiwanym – wyjściu ku oczekiwaniom klientów.

Motocykliści stanowią grupę o wielkim rozstrzale zapatrywań na stylistykę i właściwości jezdne swoich maszyn. Szukając skrajnych przykładów wystarczy spojrzeć na ubranych w kurtki z frędzlami chopperowców i odzianych w sportowe kombinezony użytkowników futurystycznych „plastików”. A pomiędzy nimi ogromna rzesza, którą z grubsza można podzielić na „lubię bardziej tradycyjnie” i „wolę nowocześnie”. Trzeba przyznać, że ta pierwsza grupa była w ostatnich latach przez Kawasaki dosyć mocno zaniedbywana. Japoński producent miał oczywiście gamę doskonałych motocykli, takich jak nakedy serii Z, ale ich agresywna, bardzo jednostronna stylistyka mogła odstraszać nawet tych, których zachwycały własności jezdne. Obecny w katalogu (z przerwą w latach 2017-18) model W800 nie był w stanie zaspokoić apetytu fanów motocyklowej klasyki, którzy oprócz wyglądu oczekiwali zupełnie współczesnych osiągów i prowadzenia. Pierwszym ruchem w dobrą stronę było zaprezentowanie w 2018 roku modelu Z900RS, który bardzo dobrze odwoływał się do tradycji marki Kawasaki, a jednocześnie technicznie zachował większość walorów „wściekłego” Z900. Podobnego modelu brakowało jednak w popularnej klasie 650 i zdaje się, że Japończycy właśnie wypełnili tę lukę. 

Pamiętam, że kiedy na początku 2020 roku byłem na pokazach premierowych najnowszej wersji Z650, pomyślałem, że trochę mi tego motocykla szkoda. Jeździł naprawdę znakomicie i na krętych drogach wokół Barcelony dawał masę radości. Jego stylistyka była jednak dla mnie, jako potencjalnego klienta, nie do przejścia. Owszem, w swojej formie jest spójny i dopracowany, ale tak ostre, futurystyczne linie trzeba po prostu lubić. Ja zdecydowanie wolę neoklasyki, przez które rozumiem wariacje wokół okrągłej lampy i zegarów, a do tego minimum plastików. 

Zabieg pod tytułem „z grubsza ten sam motocykl, dwie stylistyki” nie jest niczym nowym. Wiele lat temu wykonała go Yamaha, wprowadzając do swojego katalogu oparty na MT-07 model XSR700, czym znacząco poszerzyła bazę klientów. XSR nie jest jednak typową uwspółcześnioną wersją klasycznej konstrukcji, a raczej miszmaszem różnych koncepcji, bardziej kierującym się w stronę maszyn customowych.

Jasne nawiązanie

Za to prezentowane właśnie Kawasaki Z650RS wręcz przeciwnie – w materiałach promocyjnych producenta znajdziemy jawne odwołanie do modelu „baby-Z1”, czyli Z650-B1 z 1977 roku. Patrząc na zdjęcia obu motocykli, zwłaszcza w tradycyjnych zielonych malowaniach, nie sposób się nie uśmiechnąć.

Nowe Z650RS nie jest oczywiście wierną kopią, byłoby to niemożliwe chociażby ze względu na konstrukcję silnika – mamy tu chłodzoną cieczą rzędową dwójkę zamiast czwórki z chłodzeniem powietrzem – ale moim zdaniem ogólny klimat udało się zachować. Sprawdzona jednostka napędowa o pojemności 649 ccm znana jest już z Z650, Ninjy 650 i Versysa 650. Dysponuje przyjemną mocą 68 KM i będzie dostępna również w wersji zdławionej do 48 KM, dla posiadaczy prawa jazdy kat. A2. 

Z przodu mamy klasyczną okrągłą lampę, kryjącą jednak zupełnie współczesną technologię LED. Bardzo podobają mi się zegary, podwójna „puszka” z chromowanymi obwódkami to już dzisiaj rzadkość, a przy tym w kokpicie umiejętnie i dosyć dyskretnie umieszczono również elektroniczny wyświetlacz – mamy więc fajną stylówę i jednocześnie komplet informacji. Co więcej, cały motocykl narysowany jest bardzo miękką, łagodną linią. 

Kawasaki Z650RS początkowo dostępne będzie w trzech wersjach kolorystycznych, z których najbardziej rasowe jest moim zdaniem klasyczne, zielone malowanie, niemal identyczne jak u przodka z lat 70. Model ten będzie świetną maszyną do miasta i na krótkie wycieczki. Użycie go w dalszej turystyce będzie oczywiście możliwe, choć na pewno nie ułatwi tego zaledwie 12-litrowy zbiornik paliwa, który przy bardziej dynamicznej jeździe powinien dać zasięg ok. 200 km. Nie znamy jeszcze ceny tego modelu, podejrzewam, że będzie wyraźnie droższy od standardowego Z650, kosztującego w sezonie 2021 34 200 zł. Realna wydaje się granica 40 tys. zł.

„Zieloni” idą na grubo. Tej jesieni chcą pokazać jeszcze siedem nowych motocykli. Ja wciąż cierpliwie czekam na motocykl adventure z tym samym silnikiem 650 ccm, który będzie mógł konkurować z Yamahą Tenere 700 i nową Aprilią Tuareg 660. Poczekajmy jeszcze kilka tygodni. Więcej informacji o motocyklach Kawasaki znajdziecie na stroni www.kawasaki.pl

 

KOMENTARZE