Taki mały motocykl, a taka bogata historia… Są maszyny tak kultowe, że nie liczy się ich pojemność, rozmiar czy właściwości. Honda Monkey to legenda, która właśnie nabrała nowej formy. My już ją poznaliśmy, a Wy uczynicie to zaraz!

Dzieci w samochodzie, stojącym obok na światłach, radośnie machają do mnie zza szyby. Pan na stacji benzynowej wychodzi zza lady, żeby przyjrzeć się z bliska maszynie, na której podjechałam. Z uśmiechem kontempluje wygląd motocykla, na koniec ściska dłoń i życzy szerokiej drogi.


REKLAMA

Honda Monkey 125 - Generator pozytywnych emocji

Przechodnie, których mijam, przekręcają głowy z niedowierzaniem, odprowadzają mnie wzrokiem, w lusterku widzę, jak szczerzą się z uciechy. Co powoduje te wybuchy radości? Co generuje te pozytywne reakcje? Jakiś ultranowoczesny naked bike? Dostojny turystyk może? Cóż… Przez cały tydzień jeździłam Hondą Monkey.

Niespodziewane emocje

„Małpkę” po raz pierwszy zobaczyłam kiedyś na tajskiej ulicy. Praktykowaliśmy akurat z mężem naszą ulubioną formę zwiedzania, to jest „szwendaliśmy się” na skuterze po okolicy, kiedy nagle, niezwykle zaaferowany, zaczął poklepywać mnie po nodze, radośnie wykrzykując: „Zobacz, zobacz, Honda Monkey!!!”. Moim oczom ukazał się wtedy pokryty kurzem, zabawny, mały motorek, zapewne pamiętający jeszcze rock’n’rolla lat 60. Nie zrozumiałam wtedy nagłego wybuchu entuzjazmu mojego małżonka, ale maszyna zapadła mi w pamięć.

Niedługo później, w listopadzie ubiegłego roku, dane mi było odwiedzić po raz pierwszy w życiu słynne targi EICMA i znaleźć się na prezentacji nowości Hondy na 2018 rok. Na scenie, wśród akompaniamentu werbli i przy wspaniałej oprawie świetlnej pojawiały się kolejne, zachwycające modele. Czego tam nie było… Na podeście pyszniła się Africa Twin Adventure Sports, zaraz obok spojrzenia przyciągały CB 1000R i nowy GoldWing. Byli tam i Marquez, i Pedrosa, i nawet sam Mick Doohan! 

Gdzieś z lewej strony sceny, trochę na uboczu, przykryta plandeką czekała natomiast maleńka niespodzianka wieczoru… A kiedy płachta i z niej w końcu opadła, po sali przeszedł radosny okrzyk zachwytu, wsparty gromkimi brawami. Honda Monkey powróciła! 

Pierwsze zauroczenie

Fenomen „Małpki” dość długo pozostawał dla mnie tematem raczej pobocznym, aż do momentu, kiedy mała Honda pojawiła się w naszej redakcji. Zobaczywszy charakterystyczną, żółtą maszynę, wyskoczyłam jak z procy, dobiegłam do „motorka” jako pierwsza, przymierzyłam się… i przepadłam. Po przekręceniu kluczyka Monkey mrugnęła do mnie zawadiacko (naprawdę! Sprawdźcie na naszym kanale You Tube!) i już wiedziałam, że nie oddam jej nikomu.

Honda Monkey

To samo czuli pewnie odwiedzający tokijski Tama Tech Park (centrum rozrywki, należące do Hondy), kiedy we wczesnych latach 60. poruszali się po nim na Z100, pierwszej maszynie z rodziny „małpkowatych”. Jasnoczerwona rama, wygodne siedzenie, malutkie, 5-calowe felgi, pulchne opony i silnik z Hondy Super Cup – zapewne trudno było się oprzeć temu słodkiemu maleństwu.

Garść historii

Maszyna cieszyła się taką popularnością wśród odwiedzających, że wkrótce mądre głowy z Hondy postanowiły przedstawić ją szerszemu gronu odbiorców. I tak, w 1964 r. świat ujrzał model CZ100, pierwszy „legalny” minimotocykl, na którym można było poruszać się po ulicy. Europejczycy musieli czekać do 1967 roku, kiedy to na rynek wypuszczony został model Z50M.

Zarys historii Hondy Monkey oddałam w ręce specjalisty – Jacka Gradomskiego, ale warto wspomnieć o kilku ciekawych wersjach tego motocykla. Otóż wyobraźcie sobie, że na przestrzeni lat powstała również wersja wyścigowa Hondy Monkey – Z50R. Zmieniona kanapa, nowy zbiornik paliwa, manetki w stylu BMX i brak przedniej lampy – te elementy nadawały motorkowi zadziornego charakteru, a jego właściciele chętnie zabierali go na tor.

Japoński goryl

Mniej więcej w tym czasie, a dokładnie w 1978 roku, japońscy konstruktorzy stworzyli również brata „Małpki”, nomen omen – Hondę Gorilla. „Gorylek” był nieco większy, miał czterobiegową skrzynię i bardziej pojemny zbiornik paliwa. Moim osobistym faworytem jest natomiast Honda Monkey Baja, z logotypem rajdu na zbiorniku, podwójnym światłem z przodu i wyglądem nawiązującym do motocykli biorących udział w legendarnym wyścigu. Na rynku japońskim z kolei do dziś spotkać można Hondę Ape zarówno z silnikiem o mniejszej pojemności – 49 ccm, jak i większej – 100 ccm.

Honda Monkey 125 - Generator pozytywnych emocji

Oblicza Monkey zmieniały się przez lata, pojawiały się kolejne, limitowane edycje (np złota wersja z 1984 r.), ale jedno pozostało niezmienne: mała Honda nie przestawała i nie przestaje dawać radości. Mniemam, że ten sam uśmiech pojawiał się na twarzach ludzi w latach 60., 70. i później, i nie różni się on niczym od tego, który pojawia się na buziach współcześnie jeżdżących.

Nie tylko zabawka

A jak prowadzi się dzisiejsza „Małpka”? Płynnie i przyjemnie. Przede wszystkim – mamy tu cztery, długie biegi, co sprawia, że nie zmęczymy nadmiernie lewej nogi. Początkowo musiałam się trochę przyzwyczaić do nieco dłuższej jazdy „na jedynce”, ale nie stanowiło to dla mnie wielkiego problemu.

Silnik o pojemności 125 ccm może pochwalić się przyzwoitym momentem obrotowym (11 Nm przy 5250 obr./min) i jak na „stodwudziestkępiątkę” Honda Monkey faktycznie przyspiesza nad wyraz sprawnie. Podczas jazdy miejskiej nie miałam żadnego problemu z wyprzedzaniem, zdarzyło mi się też jechać lewym pasem bez poczucia „obciachu”, a na wyświetlaczu nieraz zobaczyłam nawet 110 km/h!

Zwinny maluch!

Gdybym miała opisać Monkey jednym słowem w kontekście właściwości jezdnych, to na myśl od razu przychodzi mi jeden przymiotnik – „zwinna”. Małe gabaryty w połączeniu ze żwawym silnikiem sprawiają, że Hondą przemykasz po miejskiej dżungli niczym prawdziwa małpka w swoim naturalnym środowisku. Dobrze, skoro już się tak rozpędziliśmy, to wypadałoby również „zgrabnie” zahamować. Tu do dyspozycji mamy dwie tarcze hamulcowe z jednoobwodowym systemem ABS z przodu. Maszyna jest lekka i takie rozwiązanie jest wystarczające. Hamulcom nie miałam nic do zarzucenia.

Honda Monkey 125 - Generator pozytywnych emocji

Wiele osób zastanawia się pewnie, jak to jest ze słynną pozycją, której zreszta Monkey zawdzięcza swoją nazwę. Plecy wygięte w łuk, przygarbione, wyciągnięta szyja – na dłuższą metę wydawać by się mogło, że to bardziej cierpienie niż nieskrępowana radość z jazdy. Z mojej, około 165-centymetrowej perspektywy prezentowało się to jednak całkiem przyzwoicie. Przede wszystkim, gdyby z Hondy Monkey zrobić mebel, to chciałabym mieć w domu taką kanapę. Miękko, wygodnie, szeroko – tu naprawdę byłam zachwycona. W porównaniu z modelami z poprzednich lat, Monkey z 2018 jest bardziej dopasowana do przeciętnego homo sapiens sapiens i nawet redakcyjni koledzy uznali ją za wygodną.

Uśmiech, malujemy uśmiech!

Koła mają średnicę 12 cali, a kierownica jest wysoko (oczywiście jak na takiego maluszka). Nie ukrywajmy – nie jest to motocykl na długie wyprawy (co nie zmienia faktu, że wciąż marzę o wycieczce na Mazury na tym właśnie modelu). Monkey jest miejskim stworkiem i swoje zadanie spełnia doskonale. Mieści się wszędzie, gdy trzeba, to gładko przyspiesza, zahamuje też w odpowiednim momencie… A przede wszystkim daje kierownikowi i wszystkim dookoła tyle radości, że w pełni zrozumiałam jej fenomen już po kilku pierwszych, wspólnych kilometrach.

Tylu uśmiechów, ile wyprodukowałyśmy wspólnie na warszawskich ulicach, nie powstydziłby się chyba sam Święty Mikołaj. Uprzejme zaciekawienie, niedowierzanie, pokazywanie palcem, a nawet zdjęcia robione „z ukradka” na światłach – tego wszystkiego stałyśmy się obiektem i wcale mi to nie przeszkadzało! Nie zliczę, ile razy zostałam zaczepiona i poproszona o krótki opis, co to za „słodziak”. Ba, całe mnóstwo osób było już z Hondą Monkey zaznajomione i tylko ucieszyły się na wiadomość, że wróciła do produkcji.

Wartość zapisana w genach

Pewnych kontrowersji przysparza cena – ponad 16 000 złotych. Sporo. Zastanawialiśmy się nawet redakcyjnie, czemu kwota jest tak duża. Być może mądre głowy z Hondy wcale nie chcą sprzedawać dużo „Małpek”, żeby się nie opatrzyły i nie straciły na oryginalności? Może masowa produkcja nie byłaby opłacalna? Może będzie to krótka seria i Monkey znów każe na siebie czekać? Nie wiemy. Wiemy natomiast jedno: już co najmniej dwie osoby w redakcji przeliczają, ile by to było na raty…

Honda Monkey 125 - Generator pozytywnych emocji

Jest w tym motocyklu coś takiego, że poprawia humor już od pierwszego spotkania. Może zabawny wygląd, przywołujący wspomnienia z dzieciństwa, kiedy śmigało się między blokami na małym rowerku, może jego historia, rodem z parku rozrywki… Honda Monkey funduje nam trochę radosnej beztroski na co dzień.

Doskonały do nauki

We późnych latach 60., kiedy przodkowie Monkey wchodzili na rynek amerykański, YCMA (Związek Chrześcijańskiej Młodzieży) wpadł na pomysł, by dzięki minimotocyklom zapobiegać przestępczości wśród nieletnich. W 1968 roku Honda America przekazała na ten cel 30 maszyn.

Dzieciaki miały uczyć się podstaw jazdy i obsługi motocykli, przy okazji integrując się podczas obozów. Program okazał się tak wielkim sukcesem, że już dwa lata później przekazano 10 000 motocykli, a wsród nich znalazło się nasze znajome Z50. Młodzież z problemami nie dość, że „wróciła na dobre tory”, to jeszcze z zapałem szkoliła się w nowych umiejętnościach (czego dowodem jest popularność „Podręcznika Młodego Mechanika” z 1972 roku).

Może ta radość i beztroska, którymi tak hojnie obdziela nas Monkey, jest po prostu zapisana w jej „genach”?

„Małpa” story, 

Opowiada: Jacek Gradomski

„Małpa”, czy Honda Monkey, narodziła się za sprawą japońskiego inżyniera Mitsui Sato w roku 1961. Był to prymitywny konstrukcyjnie, mały jednoślad o symbolu Z100, wyposażony w silnik z Hondy Cub o pojemności 50 ccm i mocy 4,2 KM, skrzynię biegów o trzech przełożeniach i odśrodkowe sprzęgło. Zawieszenie było sztywne, zaś koła miały maleńką średnicę 5 cali. Następne wcielenia nosiły oznaczenie Z 50, do którego dodawano literę określającą generację modelu. W roku 1963 zbiornik paliwa wywędrował spod kanapy i został zamontowany przed nią. Pozostałe ważne elementy w zasadzie pozostały bez zmian.

Honda Monkey 125 - Generator pozytywnych emocji

Na rynku europejskim Mokey pojawiła się w 1967 roku. Miała już składaną kierownicę, co miało ułatwiać jej przewożenie camperami lub kombiakami. Trzy lata później zmieniono przednie zawieszenie na teleskopowe i zwiększono średnicę kół do 8 cali, zaś w 1974 wprowadzono miękkie zawieszenie tylnego koła.

W ciągu kolejnych lat rozwijano i ulepszano „Małpkę”. Pojawiło się wiele wersji, różniących się głównie wyglądem, jak np. Gorilla, mająca duży zbiornik paliwa lub sportowo wyglądająca ZB50, wyposażona w zewnętrzną, aluminiową ramę, w 1988 r. Opierając się na doświadczeniach z wprowadzonego w 2014 r. modelu MSX 125 Grom, zbudowano i wprowadzono na rynki światowe nową Monkey – większą, szybszą i wygodniejszą, ale nadal utrzymującą klimat starej, dobrej Z50.

Moim zdaniem

Andrzej „Simpson” Drzymulski

Wiadomo, że my, mężczyźni, jesteśmy wiecznymi nastolatkami z wieloletnim doświadczeniem. Dlatego każdy z nas jeżdżąc na Monkey cieszył się jak dziecko. Gdy przestaniemy traktować „Małpę” jak zabawkę, odkryjemy, że to naprawdę świetny motocykl do „latania” i po mieście, i po wiejskich drogach.

Pomimo małych gabarytów, prowadzi się zaskakująco stabilnie, więc możemy pakować się w zakręty na pełnym gazie. Uniwersalne opony sprawiają, że drogi szutrowe nie są mu straszne, a dzięki śmiesznie niskiej masie nierówności nie robią na zawieszeniu wrażenia. Wygłupy w postaci jazdy na tylnym kole przychodzą o wiele łatwiej, niż na Hondzie MSX, a to wszystko dzięki długiemu pierwszemu biegowi i łatwemu do wyczucia tylnemu hamulcowi. I to ja jestem jedną z dwóch osób w redakcji, liczących, ile Monkey kosztowałaby na raty…

 

Dane techniczne

Honda Monkey 125

SILNIK

Typ:     czterosuwowy, chłodzony cieczą

Układ: singiel

Rozrząd:         SOHC, 2 zawory na cylinder

Pojemność skokowa:  125 ccm

Średnica x skok tłoka:            52,4 x 57,9 mm

Stopień sprężania:       9,3,0:1

Moc maksymalna:       9,4 KM (6,9 kW) przy 7000 obr./min

Moment obrotowy:     11 Nm przy 5250 obr./min

Zasilanie:        wtrysk paliwa PGM-FI

Smarowanie:   mokra miska olejowa

 

PRZENIESIENIE NAPĘDU

Sprzęgło:         mokre, wielotarczowe

Skrzynia biegów:        czterostopniowa

Napęd tylnego koła:   łańcuch

 

PODWOZIE

Rama:  stalowa, grzbietowa

Zawieszenie przednie:            widelec USD, skok 100 mm

Zawieszenie tylne:      dwa amortyzatory, skok 104 mm

Hamulec przedni:       tarczowy, Ø 220 mm, zacisk dwutłoczkowy

Hamulec tylny:           tarczowy, Ø 190 mm, zacisk jednotłoczkowy

Opony przód / tył:       120/80–12 / 130/80-12

 

ELEKTRONIKA

ABS: na przednie koło

INNE: mrugający na powitanie zegar prędkościomierza!

 

WYMIARY I MASY

Długość:         1710 mm

Szerokość:      755 mm

Wysokość:      1029 mm

Wysokość siedzenia:   776 mm

Rozstaw osi:   1155 mm

Masa pojazdu na sucho:         107 kg

Zbiornik paliwa:         5,6 l

 

CENA: 16 900 złotych

Importer:        

www.honda.pl

 

 

 

KOMENTARZE


REKLAMA