fbpx

Na polskiej scenie customowej od lat króluje przekonanie, że się nie da, nie opłaca i nie ma na to klientów. Efekt? Warsztaty mające niegdyś potencjał, dziś zajmują się montowaniem gotowych gadżetów do chińskich motocykli.

Chcąc zdiagnozować przyczyny takiego stanu rzeczy, musiałbym napisać wielowątkową rozprawkę o historii motocykli w Polsce, o tym, że dla wielu są tym gorszym środkiem transportu, o braku wsparcia państwa w szerzeniu kultury motocyklowej, i wreszcie o niedostępności dla przeciętnego zjadacza chleba. Całość domknąłbym akapitem o pokutującym przekonaniu, iż motocykl musi wyglądać na nowy. Między Wisłą a Bugiem środki transportu niezmiennie służą do manifestowania, na którym szczebelku drabiny społecznej znajdują się aktualnie ich właściciele. Tekst byłby niezręcznie gorzki, co w dobie 90-sekundowych filmików na TikToku sprzedających gotowe scenariusze sukcesu, nie przysporzyłoby mi raczej nowych czytelników.

Po owocach ich poznacie

Na tym oceanie rozpaczy są jeszcze wysepki optymizmu. Małe i skromne, za to cholernie cierpliwe i konsekwentne w działaniu. Mam na myśli warsztat Eastern Spirit. Jego właściciel – Sylwester Mateusiak to ewenement, nie tylko na miarę Polski. Mimo wielu propozycji, od lat konsekwentnie odmawia przeniesienia się do modnych budynków w stolicy. Woli pracować w zaciszu niewielkiego warsztatu gdzieś nad rzeką Liwiec. Media społecznościowe? Ma, aczkolwiek częściej niż on sam, piszą o nim światowe portale branżowe. A miałby o czym opowiadać. Od historii klientów z najdziwniejszych zakątków świata, przez wygraną w konkursie Ducati Custom Rumble w 2018 roku, po przyjacielską relację z fotografem Mateuszem Stankiewiczem – autorem wszystkich sesji zdjęciowych jego motocykli. Praca w ciszy i ocenianie jej owoców – dość niespotykane podejście we współczesnym świecie.

Ryzyko wolności

Ostatnio Sylwester dostał dość nietypowe zlecenie: zbudować trzy różne motocykle. Klient nie zamierzał ingerować w pomysły, co z jednej strony dało ogromną swobodę działania, a z drugiej mocno podnosiło ryzyko. Wiadomo, są gusta, guściki i totalne bezguścia.

Na start najłatwiej pewnie byłoby wziąć jakiegoś Harleya-Davidsona lub Triumpha. Sylwester postanowił jednak podnieść stawkę i na bazę projektu wybrał Moto Guzzi California z 2002 roku – wielkiego, ciężkiego, nieporęcznego i przede wszystkim nieforemnego cruisera. Za mało ryzyka? Zamiast z cruisera zrobić bobbera, postanowił, że zbuduje cafe racera. Co mogło pójść nie tak? Dosłownie wszystko, dlatego budowniczy rozebrał motocykl do ostatniej śrubki i w zasadzie wszystko zrobił po swojemu.

Skromna rama pomocnicza z charakterystycznie wyprofilowanym zadupkiem to znak charakterystyczny Eastern Spirit. Stworzenie odpowiedniej geometrii wymagało jednak jeszcze bardziej radykalnych zmian. Dla poprawy kąta pochylenia silnika i wału napędowego Sylwek przeprojektował zupełnie punkty mocowania silnika. Nowe amortyzatory YSS, tylna lampa wkomponowana w ramę pomocniczą, jednoosobowe siedzisko i błotnik z ręcznie wykonanymi podporami tworzą tył niemal idealnego cafe racera.

ZERO PRZYPADKÓW – KAŻDA CZĘŚĆ MA TU SWOJĄ SUBTELNĄ KONTYNUACJĘ.

Dobry design to zero przypadków

Niezależnie od tego, czy będziecie patrzeć na motocykl od przodu do tyłu, czy od tyłu do przodu, szybko zauważycie, że każda część ma swoją subtelną kontynuację. Wyścigowy zadupek jest wyprofilowany tak, by być kontynuacją długiego zbiornika paliwa. Zbiornik paliwa to kontynuacja długiej lampy z przepięknymi mosiężnymi mocowaniami przytwierdzonymi do goleni zawieszenia. Mocowania lampy mają kontynuację w mocowaniach obu błotników, mocowaniu tablicy rejestracyjnej, w dźwigni hamulca, dźwigni zmiany biegów, a nawet w dyskretnych uchwytach zegara Daytona, ukrytego poniżej górnej półki zwieszenia.

Silnik Guzzi został nie tylko odbudowany z zastosowaniem nowych części, ale i usprawniony podniesionym ciśnieniem magistrali olejowej, powiększonej powierzchni radiatorów w misce olejowej, modyfikacjami kanałów ssących i wydechowych w głowicach i ręcznie robionymi filtrami powietrza. Wszystko po to, by motocykl nie tylko cieszył oko, ale i zaskakiwał błędnik podczas jazdy z prędkością grubo przekraczającą 200 km/h.

Lekkości dodaje nie tylko litowo jonowy akumulator, nowa instalacja elektryczna, lekkie klamki i przełączniki, ale i zbudowany zupełnie od podstaw układ wydechowy oraz przylegająca do silnika dolna owiewka z kanałami kierującymi powietrze z kratki bezpośrednio do głowic cylindrów. Projekt jest czysty do granic, doskonale eksponuje monumentalny silnik, a przy tym przemyca charakterystyczne dla stylu Sylwka elementy. Gołe aluminium na lampie, owiewce, błotnikach, baku i zadupku wygląda zjawiskowo, a delikatne szparunki tylko podkreślają kunszt rzemiosła. Nie muszę chyba dodawać, że 99% prac przy motocyklu Sylwester wykonał sam. Chylę czoła!

Zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

KOMENTARZE