fbpx

W ostatni marcowy weekend w podwarszawskim Nadarzynie odbył się Warsaw Motorcycle Show – największe targi motocyklowe w naszej części Europy. Jak co roku, wydarzenie przyciągnęło tłumy odwiedzających. Przyjrzyjmy się, co ciekawego zaprezentowali wystawcy.

Targi motocyklowe od zawsze wzbudzają wiele emocji. Dla jednych to szansa na zobaczenie najnowszych premier, dla innych – powód do narzekań na ograniczoną ofertę i tłumy w wystawowych alejkach. Prawda, jak zwykle, leży pośrodku, ale trzeba przyznać, że tegoroczna edycja Warsaw Motorcycle Show nie zawiodła… z wyjątkiem kilku marek. To dobry znak, a tendencję wzrostową pokazała już zeszłoroczna EICMA w Mediolanie, która została przyjęta niezwykle ciepło. Jak wyglądała sytuacja w Nadarzynie?

W ostatni marcowy weekend w podwarszawskim Nadarzynie odbył się Warsaw Motorcycle Show – największa impreza targowa w naszej części Europy. Ci, którzy się nie pojawili, mogą tylko żałować – wśród dużych graczy zabrakło takich marek, jak Honda, Ducati i BMW. Warsaw Motorcycle Show pokazał, że dealerzy są podzieleni, ale większość z nich chętnie prezentuje swoje oferty.

Wśród dużych stoisk wyróżniało się stoisko Harleya-Davidsona, na którym można było zobaczyć praktycznie całą ofertę amerykańskiego producenta, w tym trójkołowca, limitowane motocykle serii CVO oraz wyścigowego baggera. Nie zabrakło także odzieży i akcesoriów, tak lubianych przez sympatyków marki z Milwaukee.

Nieco mniejsze, ale równie bogate stoisko miała bezpośrednia konkurencja Harleya, czyli Indian. Wrażenie robił najnowszy Chief Vintage, zbudowany w klasycznym stylu nawiązującym do motocykli Indian z lat sprzed kilkudziesięciu lat. Oprócz tego zaprezentowano standardowe modele oraz kilka sztuk poddanych ciekawemu tuningowi. V-Cruiser pokazał także inne swoje marki, w tym Moto Morini, Lambrettę i Husqvarnę.

Producenci japońscy pojawili się niemal w komplecie, z wyjątkiem Hondy. Całą swoją ofertę produktową zaprezentowało Kawasaki, a wisienką na torcie była Bimota, która od pewnego czasu znajduje się pod skrzydłami japońskiego producenta. Włosi zyskali na tej współpracy, ponieważ nowe modele nie utraciły swojej nietuzinkowej stylizacji i innowacyjnych rozwiązań technicznych, a jednocześnie korzystają z bardzo sprawdzonych jednostek napędowych.

Atrakcji nie brakowało na stoisku Suzuki, gdzie koledzy z Motovoyagera zaprezentowali nowego GSX-R 1000 oraz SV7 GX. Oba modele są interesujące i nawiązują do spuścizny marki z Hamamatsu. Pierwszy z nich to żywa legenda, a SV7 GX jest jedynym japońskim motocyklem wyposażonym w silnik w układzie V2. Sprawdzona jednostka, wywodząca się jeszcze z SV 650, jak widać, jest nie do zabicia.

Yamahę reprezentowały Liberty Motors z dobrze znanymi modelami. Japońska marka na ten rok nie przewidziała spektakularnych nowości, choć uwagę zwracała klasyczna XSR 900 GP oraz fabryczne motocykle przygotowane na tor (seria GYTR, w ramach której Yamaha oferuje kilka modeli).

Nie zawiódł także Almot, który z producenta części silnikowych rozwinął się w prężnego importera. Mieliśmy więc pełną ofertę Triumpha – od modeli klasycznych, przez nowoczesne, aż po wyczynowe motocykle off-roadowe. Nie zabrakło także atrakcji na stoisku Junaka i Zontesa, który takim modelem jak 703 RR pokazuje, że nawet działka motocykli sportowych nie jest Chińczykom obca.

Z kolei producenci z Państwa Środka pokazują, że wchodzą na polski rynek z rozmachem i bez kompleksów. Obecnie kilku naprawdę dużych graczy rywalizuje o klientów, nie tylko między sobą, ale przede wszystkim z motocyklami ze starego świata, czyli z Japonii i Europy. Wychodzi im to coraz lepiej. Czas przestarzałych, brzydko pachnących plastikiem motocykli o małych pojemnościach odszedł w niepamięć, a nawet sprzęty klasy 125 cm są dzisiaj naprawdę dopracowane.

Doskonałym przykładem innowacyjności jest QJ Motor, sprzedawany przez podwarszawski Motor Land. Producent ten zaprezentował bogatą ofertę, w której znalazły się między innymi SRV 600 z silnikiem V4 oraz pełna gama sprzętów Adventure i typowo szosowych. Ciekawe modele znaleźliśmy także na stoisku Voge, który w działce praktycznych crossoverów/Adventure ma się naprawdę dobrze.

Na Warsaw Motorcycle Show mogliśmy zobaczyć także ofertę mniejszych producentów i importerów, którzy śmiało wchodzą na nasz rynek z motocyklami elektrycznymi i czterokołowcami, czy nawet jednośladami golfowymi. Była nawet oferta zakładu pogrzebowego, a motocykl z wózkiem zbudowanym w stylu trumny to prawdziwy unikat.

Cieszy także udział wystawców prezentujących swoje warsztaty tuningowe, firmy oferujące części zamienne, oleje czy wyposażenie warsztatów. To pokazuje, że branża żyje i miejmy nadzieję – ma się coraz lepiej. Mieliśmy również stoiska różnych grup (dziewczyny Speed Ladies), klubów (na przykład Boruta MC, których lubię, choć zbieżność nazwiska jest przypadkowa), czy organizacji (Polski Związek Motorowy). Byli podróżnicy, pasjonaci wszelkiej maści, a nawet czworonogi w postaci zarówno odwiedzających, jak i wystawców.

Swoją obecność zaznaczyli także sprzedawcy odzieży i akcesoriów (Inter Motors, Motobanda i inni). Najciekawsze podejście zaprezentował jednak potentat na naszym rynku, czyli RRmoto. Na ich stoisku nie znaleźliśmy ani jednego produktu, za to była strefa rozrywki z elektrycznym motocyklem do wheelie, ciekawe motocykle oraz duże stoisko z gratisową i bardzo dobrą kawą. Dlaczego tak? Zapytałem o to jednego z członków obsługi, na co odpowiedział: „Przecież mamy na stronie i w sklepach stacjonarnych tysiące produktów, tutaj chcemy po prostu o was zadbać i sprawić, byście dobrze się bawili”. I tego się trzymajmy!

Jak możemy ocenić Warsaw Motorcycle Show? Malkontenci z pewnością wypomną stoiska niezwiązane z motoryzacją, ale prawdziwi pasjonaci motocykli na pewno znaleźli coś dla siebie. My tradycyjnie wspieramy tego rodzaju aktywność, która promuje nasze wspaniałe hobby i stanowi interesujący wstęp do otwierającego się właśnie sezonu.

KOMENTARZE