fbpx

Prawdę mówiąc, nie wiadomo co takiego przeskrobał ten motocykl, że nazwano go po prostu Bandytą. Jakieś mordercze instynkty? Nie! Żądza pieniądza? Też nie. Bandit wyciąga z kieszeni mniej więcej tyle, co jego konkurenci. Jedynym cieniem na jego reputacji jest wielce podejrzane używanie dwojga imion – najpierw przedstawił się jako N 600, potem okazało się, że owszem, też Bandit, ale już GSF 600.

Nowe Suzuki wypłynęło na fali nostalgii do kla­sycznego motocykla. Moto­cykla pozbawionego plastikowego kokonu, motocykla jak za dawnych, dobrych lat. Nurt naked bike był jak do tej pory słabo reprezentowa­ny w gamie produkcyjnej Suzuki. Starszy, mniejszy brat – GSF 400 Bandit – był bardziej ceniony przez kone­serów, niż przez tzw. szare­go użytkownika. Być może zaważyła na tym cena – niewiele niższa niż konku­rencyjnych sześćsetek in­nych firm. Na drugim krań­cu skali znajduje się nieco „misiowaty” GSX 1100G. 

Przedstawiony po raz pierwszy na salonie w Kolo­nii GSF 600 zdaje się być ukłonem Suzuki w stronę masowej klienteli. Bandit ma trafić przede wszystkim do ludzi wracających do swych korzeni – lat, w których motocykl był nieroze­rwalnie związany z ich sty­lem życia. Jednocześnie atrakcyjna cena powinna przekonać wszystkich nie­zdecydowanych. Bandit jest bowiem udanym mariażem nowoczesnej techniki z pięk­nem klasycznej linii.

Na obniżenie kosztów wpłynęło wykorzystanie wielu elementów z innych produkowanych aktualnie modeli. Silnik pochodzi w prostej linii ze znanego już kilka ładnych lat GSX 600F. Jest to nowoczesna jednost­ka o umiarkowanych raczej osiągach. Chłodzenie jest ty­powe dla starszych modeli Suzuki: olejowo-powietrzne, w terminologii firmowej zwane SACS. Polega ono na wykorzystaniu oleju silniko­wego do chłodzenia najbar­dziej obciążonych elemen­tów silnika.

Olej ten schła­dzany jest potem w odpo­wiednio powiększonej chłod­nicy. Dzięki temu sylwetki motocykla nie psują gumo­we przewody tłoczące wodę z pompy do chłodnicy i z po­wrotem. Silnik jest bogato użebrowany, co pozwala na oddawanie ciepła przepły­wającemu powietrzu. Oczy­wiście w głowicy znajduje się szesnaście sterowanych dźwigienkami zaworów.

Moc 77 KM w zupełności wy­starczy do poruszania się w zagęszczonym ruchu dro­gowym. Sześciostopniowa skrzynka biegów otrzymała zmienione przełożenia, le­piej dostosowujące Bandita do innego niż obudowanego GSX 600F stylu jazdy. Silnik tkwi w objęciach pięknie ukształtowanej ramy. Jej konstrukcja jest klasyczna, jedynie szeroko rozstawione górne rury, na których opie­ra się zbiornik paliwa, świadczą, że mamy do czy­nienia z motocyklem z połowy lat 90.

Bandit jest najważ­niejszym modelem w tego­rocznej ofercie Suzuki i, co najistotniejsze, dostępny bę­dzie również w Polsce i to w (dość) atrakcyjnej cenie: 17 000 zł. Jest szansa, że ko­rzystając z dwuletniej, fabrycznej gwarancji nasz „bandyta” zaprowadzi nowy porządek na rynku polskim. Już teraz redakcja „Świata Motocykli” składa formalny wniosek o niski wymiar kary i rychłą amnestię. 

 

KOMENTARZE