fbpx

Na stronach Sejmu RP pojawiła się interpelacja, która dotyczy zwiększenia limitu mocy motocykli, jakimi mogą poruszać się osoby mające prawo jazdy kat. B od co najmniej 3 lat. Jej autorzy chcą, by znieść ograniczenie związane z pojemnością. Z jednej strony pomysł może budzić kontrowersje, a z drugiej – wydaje się logiczny i przy okazji mogliby na tym skorzystać właściciele ośrodków szkolenia kierowców.

Więcej mocy na prawo jazdy kat. B

Autorami interpelacji nr 19488 są Kamil Wnuk, Łukasz Osmalak, Paweł Śliz, Adam Gomoła, Ewa Schädler i Bożenna Hołownia. Pomysł jest taki, by pozostawić obowiązujący limit 125 cm3, ale dla chętnych umożliwić poruszanie się motocyklami z silnikami o większej pojemności i mocy do 20 kW. Jest też propozycja ograniczenia stosunku mocy do masy do 0,15 kW/kg.

Rozwiązanie wiązałoby się z dodatkowymi obowiązkami dla zainteresowanych, ponieważ musieliby odbyć obowiązkowe szkolenie praktyczne, obejmujące „umiejętności specyficzne dla kierowania motocyklem, takie jak prawidłowe operowanie pojazdem, manewrowanie przy małych prędkościach, prawidłowe i awaryjne hamowanie, omijanie przeszkód, pokonywanie zakrętów, reagowanie na utratę przyczepności oraz jazdę w rzeczywistym ruchu drogowym.”

Takie szkolenie nie kończyłoby się egzaminem i nie ma też informacji, w jaki sposób miałoby być weryfikowane to, czy kierujący faktycznie je odbył, czy tylko zapłacił i dostał potwierdzenie z ośrodka szkolenia kierowców. Warto wspomnieć, że rozwiązania w postaci dodatkowych szkoleń funkcjonują w innych krajach dla kierowców, którzy chcą jeździć motocyklami 125 na prawo jazdy kat. B. Co więcej, w Wielkiej Brytanii takie szkolenie trzeba przechodzić co kilka lat.

Mocniej znaczy bezpieczniej?

Jednym z argumentów podnoszonych przez autorów interpelacji jest… bezpieczeństwo. Uważają, że większa moc i dynamika motocykla zwiększają bezpieczeństwo uczestnika ruchu drogowego. To dość kontrowersyjna teza, jeśli weźmiemy pod uwagę krucjatę przeciwko prędkości, jaka jest prowadzona w ostatnich latach.

Trudno się z tym jednak nie zgodzić, bo dynamika to nie tylko prędkość, ale również przyspieszenie. Motocyklem o mocy 27 KM znacznie łatwiej o wyprzedzanie na drodze wojewódzkiej czy krajowej niż klasyczną 125-tką. Na przykład Honda GB350S ma maksymalną moc 21,1 KM i pozwala spokojnie rozpędzić się do 130 km/h. Do tego bardzo żwawo rozpędza się do prędkości 80 km/h. To daje pewniejszy start spod świateł i pozwala bez stresu wyjechać na drogę ekspresową.

Precedens już jest

Choć do tego momentu z pewnością wielu z was oburzyło się na ten pomysł, to jednak jest już pewien precedens w kwestii mocy. Mowa o niektórych trójkołowcach. Na przykład Piaggio MP3 530 ma silnik o mocy ok. 44 KM i można się nim poruszać, mając prawo jazdy kat. B co najmniej od 3 lat. Tymczasem mówimy o pułapie osiągów zarezerwowanym dla posiadaczy prawa jazdy kat. A2 i A. Takim sprzętem można rozpędzić się do prędkości powyżej 140 km/h i nie wymaga dodatkowych szkoleń, żeby nim jeździć.

Jeszcze bardziej ekstremalnym przykładem jest Kymco CV3. Tutaj silnik o mocy 550 cm3 generuje moc aż 53 KM. Normalnie, żeby jeździć motocyklem o takich osiągach, trzeba mieć prawo jazdy kat. A. Tutaj wystarczy prawo jazdy kat. B co najmniej od 3 lat. Oczywiście należy pamiętać, że wspomniane przepisy dotyczą tylko Polski.

Wprowadzenie nowego przepisu z pewnością przysłużyłoby się sprzedawcom motocykli i właścicielom ośrodków szkolenia kierowców. Interpelacja wpłynęła pod koniec sierpnia i została wysłana do ministra infrastruktury w dniu 1 września. To oznacza, że na odpowiedź będziemy musieli jeszcze poczekać.

KOMENTARZE