„Ja, Marco Bezzecchi, biorę ciebie, Aprilio RS-GP, za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę przynajmniej do końca 2028 roku”.
Minione miesiące były dla Marco Bezzecchiego i Aprilii czymś w rodzaju motocyklowego „chodzenia ze sobą” – wspólne zwycięstwa, drobne kłótnie o ustawienia, momenty zazdrości o inne prototypy w stawce i coraz większe zaufanie do RS-GP, którą Marco od pierwszych testów nazywał Albarosą. Kulminacja przyszła tuż po finale sezonu w Walencji: po wygranym wyścigu Bezzecchi w emocjach publicznie „oświadczył się” swojej maszynie.
Teraz przyszedł czas na ślub – przedłużenie kontraktu na kolejne sezony, przypieczętowane przez Aprilię widowiskowym gagiem z welonem na białej RS-GP i „panem młodym” w kombinezonie stylizowanym na garnitur.
W Noale ktoś najwyraźniej uznał, że skoro bawimy się w uczucia, to bez półśrodków. Zamiast suchego komunikatu – była ceremonia. Zamiast poważnych min – był włoski teatr. Do tego motocykl w bieli z napisem „just married”, zawodnik pod „krawatem” nadrukowanym na kombinezonie, a w tle uśmiech Massimo Rivoli, który wie, że czasem jeden dobry żart potrafi opowiedzieć o projekcie więcej niż grube setki stron danych. I trudno nie przyznać, że w tym wygłupie jest zaskakująco dużo prawdy.
Sezon 2025 był dla tej pary czymś więcej niż zwykłym kontraktem. Bezzecchi wszedł do Aprilii jak chłopak z gitarą pod balkon ukochanej – z odwagą, ale i respektem. Skończyło się na trzech zwycięstwach w niedzielnych wyścigach, kolejnych trzech w sprintach, szesnastu podiach (łącznie w sprintach i wyścigach) i pięciu pole position. Trzecie miejsce w mistrzostwach i 353 punkty, jak na etap narzeczeństwa, to wynik raczej z tych, po których rezerwuje się salę weselną.
Dlatego opublikowana przez Aprilię „umowa małżeńska” trafia w punkt. W dokumencie czytamy o wspólnocie części, opon, paliwa, a nawet nagród i bonusów za wyniki – zupełnie jakby ktoś spisał codzienność padoku językiem przysięgi. Marco zobowiązuje się dbać o Albarosę z należytą starannością, zgodnie z planami technicznymi, jakby chodziło nie o motocykl, lecz o kogoś, komu faktycznie powierza się własne życie. Motocykl ma z kolei prawo do dostarczania mocy proporcjonalnie do ruchów prawego nadgarstka, unikając przy tym „przejawów elektronicznej zazdrości wobec innych motocykli w stawce”.
Jest też jednak prawdziwa perełka w postaci paragrafu o… wierności. „Bez” deklaruje sportową lojalność wobec Albarosy, jej bliźniaczki – czyli zapasowej RS-GP – oraz wszystkich prototypów Aprilia Racing, a kontakt z nimi „nie stanowi naruszenia obowiązków małżeńskich”. W MotoGP bigamia jest najwyraźniej wpisana w regulamin.
Dokument idzie dalej i reguluje nawet życie na torze: decyzje o oponach, ustawieniach, manewrach na ostatnim okrążeniu i strategii mają być podejmowane wspólnie, z poszanowaniem rozsądku i limitów toru. Gdyby jednak doszło do niezgody, decydujące będzie czucie Marco, a Albarosa może zaprotestować wibracją lub uślizgiem – byle w granicach kontroli trakcji.
Wisienką na torcie jest jednak zapis, że w razie sporu nie zaleca się szukania pomocy w żadnym sądzie. To chyba najbardziej dosadny pstryczek w nos swojego drugiego zawodnika, jaki od dawna wykonał któryś z producentów w MotoGP. Trudno nie odczytać tego jako nawiązania do Jorge Martina, który w minionym sezonie zamienił rozmowy kontraktowe w publiczny serial pełen zwrotów akcji.
Tymczasem Bezzecchi od początku powtarzał, że nie interesuje go przelotny romans. Chciał projektu na poważnie, związku, w którym można zbudować coś więcej niż jednorazowy wyskok na podium. Teraz dostał to oficjalnie – wieloletnią umowę i status człowieka, wokół którego Aprilia chce budować swoją przyszłość. A fakt, że Włoch powiedział „tak” jeszcze przed startem sezonu 2026, nadaje tej historii posmak świadomej deklaracji na przyszłość.
Wyświetl ten post na Instagramie
Aprilia długo czekała na kogoś, kto potraktuje ją nie jak kapryśną partnerkę, lecz jak maszynę z potencjałem do tworzenia wielkich rzeczy. Bezzecchi okazał się tym, który potrafi słuchać, gdy RS-GP szepcze na hamowaniu, i być stanowczy, gdy trzeba otworzyć gaz wbrew zdrowemu rozsądkowi. Silverstone, Portimao, Walencja – to były wyścigi, w których Bez i Aprilia sięgnęli po zwycięstwa, potwierdzając, że ten związek działa nie tylko w teorii.
Oczywiście, jak w każdym małżeństwie, nie zabraknie cichych dni. Albarosa czasem strzeli focha na wyjściu z zakrętu, Marco przesadzi z entuzjazmem prawego nadgarstka, a teściowa w postaci nadopiekuńczej elektroniki znów będzie wtrącać się w sprawy, które jej nie dotyczą. Ale po sezonie 2025 jedno jest pewne – to związek z przyszłością.
Niech więc im asfalt przyczepnym będzie, trakcja wierną, a limity toru łaskawe. Bo w świecie, w którym zawodnicy zmieniają barwy częściej niż rękawiczki, widok faceta mówiącego do motocykla: „tak, chcę z tobą być – przynajmniej do 2028 roku”, ma w sobie coś rozczulająco pięknego.
Czytaj też więcej z MotoGP:
- Kontraktowy obłęd w MotoGP trwa! Acosta do Ducati, Bagnaia na rozdrożu?
- Co wiemy po shakedownie na Sepang?
- Jorge Martin na Yamasze? Co dalej z karierą mistrza świata?
- Fabio Quartararo dołączy do Hondy?! To może być transferowy hit
- Jorge Martin opuści testy na torze Sepang!
- Czy przyszłość KTM-a wciąż ma twarz Pedro Acosty?
- Czy Marc Marquez znów przyćmi Pecco Bagnaię?