Rajd Dakar 2026 po raz kolejny nie wybaczał błędów. Kamieniste odcinki, niekończące się wydmy i wyczerpujące etapy sprawiały, że każdy dzień był osobnym wyzwaniem – zarówno sprzętowym, jak i mentalnym. W takich realiach na starcie stanęła rekordowa liczba Polaków i co najważniejsze – większości z nich udało się dotrzeć do mety w Janbu.
Na skróty:
Nie od dziś wiadomo, że Dakar to nie jest zwykły rajd – to kilkanaście dni nieustannej walki z bezdrożami Arabii Saudyjskiej, sprzętem i własnymi słabościami. Edycja 2026 po raz kolejny dała zawodnikom niewiele wytchnienia: długie, wyczerpujące etapy, kamieniste odcinki niszczące sprzęt, rozległe wydmy i pułapki nawigacyjne sprawiały, że każdy dzień mógł przekreślić miesiące przygotowań. Meta w Janbu była nagrodą tylko dla tych, którzy potrafili połączyć tempo z rozsądkiem i wytrzymać fizycznie oraz mentalnie do samego końca. I to dosłownie, bo przecież wśród motocyklistów Luciano Benavides triumfował z przewagą dwóch sekund nad Rickym Brabecem. Dwóch sekund po dwóch tygodniach rywalizacji i przejechaniu ponad 7900 kilometrów.
Życiowy wynik Dąbrowskiego, meta debiutantów
Na starcie 48. edycji pustynnego klasyka stanęło czterech polskich motocyklistów. Każdy miał na tę dwutygodniową rywalizację inny cel, ale najważniejsze było dojechanie do mety. Najlepszym z nich był Konrad Dąbrowski, który w swoim piątym Dakarze zamierzał walczyć o finisz w TOP5 kategorii Rally 2. Przez pewien czas można było nawet mieć nadzieję na to, że Polak wywalczy podium w swojej klasie. Niestety, już od drugiego etapu 24-latek jechał z kontuzjowanym prawym nadgarstkiem po niefortunnym upadek. Szanse na podium pogrzebała z kolei awaria (po upadku) na dziewiątym odcinku specjalnym. Konrad był w stanie naprawić motocykl i dojechać nim do biwaku, ale stracił po drodze półtorej godziny. Pech polegał na tym, że był to etap maratoński, zatem na oesowej mecie Dąbrowski był zdany sam na siebie. Na jedenastym etapie dodatkowo w jego motocyklu pojawił się problem z nową pompą paliwa. Mimo tych przeciwności, Polak sięgnął po swój życiowy wynik w Dakarze, regularnie finiszując na etapach w TOP5 swojej kategorii, a na wymagającym, piątym odcinku specjalnym był drugi w Rally 2 i ósmy w klasyfikacji łącznej motocyklistów. Ostatecznie reprezentant Duust Rally Teamu ukończył Rajd Dakar 2026 na czwartej pozycji w Rally 2 i był najlepszym Juniorem z całej stawki.
„Tegoroczny Rajd Dakar był dla mnie testem i wygląda na to, że go zdałem. Ten Dakar przetestował mnie pod wieloma względami, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Sprawdził moją wytrzymałość na ból, umiejętności mechaniczne i waleczność. Od drugiego etapu codziennie musiałem walczyć i cieszę się, że uporałem się ze wszystkimi przeciwnościami, jakie pojawiły się na mojej drodze. Poprawiłem się o trzy miejsca w generalce i Rally 2 względem ubiegłorocznej edycji, więc jestem bardzo zadowolony. Cieszy mnie ta czwarta pozycja w Rally 2, trzynasta łącznie i pierwsza w Juniorach. Ukończyłem piąty z moich pięciu Dakarów i cieszę się, że niezależnie od tego, co się w nich działo, to ze wszystkim sobie poradziłem. Jestem bardzo szczęśliwy! Czuję, że pokazałem charakter i że jestem jednym z najlepszych zawodników w Rally 2. Wrócę po więcej, wrócę po podium i będę walczył dalej!” – mówił na mecie Konrad Dąbrowski.
Dla 20-letniego Filipa Grota tegoroczny Dakar był z kolei pierwszym zetknięciem z rajdowym „Everestem”. Celem na te dwa tygodnie było przede wszystkim zebranie doświadczenia, nauczenie się przetrwania na pustyni i wreszcie – dojechanie do mety. Brak presji na wynik pozwolił mu jechać coraz pewniej i czerpać z tego autentyczną radość. Ostatecznie młody Polak ukończył rajd na drugim miejscu w klasyfikacji Juniorów, czterdziestym w Rally 2 i był 51. w generalce motocykli, co przy tak krótkim przygotowaniu – 10 dni treningów z powodu październikowej kontuzji – robi wrażenie. Ponadto, Filip był najmłodszym motocyklistą na mecie tegorocznego Dakaru.
„Od początku mówiłem, że chcę mieć „nudny Dakar” – bez przygód, gleb i naprawiania motocykla na pustyni. I tak właśnie było. Wszystko przebiegało dość gładko, a ja miałem świetną okazję jechać w jednym z najlepszych prywatnych zespołów – satelitarnym KTM, z bardzo dobrym zapleczem, sprzętem i opieką. Najtrudniejsze były dla mnie drugi i trzeci etap. Nie lubię jazdy po kamieniach, bardzo mnie to męczy. Po tych pierwszych dniach naprawdę zastanawiałem się, co robię na Dakarze. Kamienistych odcinków było bardzo dużo i mentalnie było to ciężkie. Od szóstego dnia zaczęły się bardziej piaskowe etapy z wydmami, które z kolei bardzo mi odpowiadały. To były moje najlepsze dni, bo zawsze najlepiej czuję się na wydmach i tam jadę najszybciej. Drugi tydzień był ogólnie lżejszy jeżeli chodzi o samą jazdę, organizm się zaadaptował, choć psychicznie było coraz trudniej. Mimo że celem była meta, to tutaj nie da się jechać wolno. Im dalej jesteś i więcej tracisz, tym później wracasz na biwak i masz mniej czasu na regenerację. Dakar to około 70 godzin ścigania i ponad 110 motogodzin w dwa tygodnie. Zmęczenie jest ogromne, ale meta daje ogromne poczucie spełnienia” – mówił Filip Grot.
Robert Przybyłowski również debiutował na Dakarze, a start w najtrudniejszym rajdzie świata był swego rodzaju prezentem z okazji pięćdziesiątych urodzin. Przybyłowski od początku postawił na rozsądną jazdę i unikanie ryzyka, świadomie podporządkowując wszystko jednemu celowi – dotarciu do mety. Nie od dziś wiadomo, że w tym rajdzie nadmiar ambicji bywa najkrótszą drogą do przedwczesnego powrotu do domu. Polak jednak z etapu na etap jechał coraz pewniej, systematycznie budując tempo, poprawiając swoją jazdę i szczęśliwie unikając poważniejszych problemów technicznych. Rajd ukończył na 59. miejscu w klasie Rally 2 oraz 70. w klasyfikacji generalnej motocykli, co w debiucie należy uznać za solidny rezultat.
„Rajd Dakar to dokładnie to, o czym mówią wszyscy, którzy tu byli przede mną – jest potwornie ciężko. Każdy dzień to walka, fizyczna i psychiczna. Od świtu do nocy działasz jak automat, wszystko jest na czas, bez chwili wytchnienia. Są momenty zwątpienia, kiedy pytasz sam siebie, co ty tu w ogóle robisz, bo wszystko boli, a zmęczenie jest ogromne. Ten rajd nie polega na ściganiu się z innymi, tylko na walce z samym sobą i własnymi słabościami. Dlatego sam wynik nie ma dla mnie większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że dojechałem do mety. Motocykle to najtrudniejsza klasa Dakaru i jestem dumny, że przejechałem cały rajd. Spełniłem swoje wielkie marzenie, a wygrani są wszyscy, którzy stanęli na mecie” – komentował 50-latek, podkreślając, że samo ukończenie Dakaru ma dla niego znacznie większą wartość niż miejsce w tabeli i zaznaczał, że na razie nie planuje kolejnego startu w rajdzie.
Dakar 2026 okazał się wyjątkowo pechowy dla Bartłomieja Tabina, który po raz trzeci stanął na starcie pustynnego klasyka. Już na pierwszym etapie nie ukończył odcinka z powodu problemów technicznych z akumulatorem, co oznaczało dużą karę czasową, spadek na koniec stawki oraz utratę szans na medal i tytuł finiszera. Mimo to 51-latek nie wycofał się z rywalizacji i wrócił na trasę dzień później. W dalszej części rajdu Tabin jechał solidnym i równym tempem, regularnie plasując się w czołowej pięćdziesiątce klasyfikacji generalnej. Jego wyniki potwierdzały postęp względem wcześniejszych startów oraz sezonu przygotowań w kraju. Niestety, rywalizacja zakończyła się dla niego przedwcześnie na 11. etapie. Jadąc solidnym tempem, niedaleko przed metą odcinka specjalnego „Bartek” trafił w kamień przy dużej prędkości. Doszło do groźnego upadku, w wyniku którego doznał złamania kości promieniowej prawej ręki, co definitywnie wykluczyło go z dalszej jazdy.
„Tegoroczny Dakar był dla mnie bardzo specyficzny z kilku powodów. Już na początku trudno było zebrać budżet, a do tego doszła zmiana motocykla, który dotarł na rajd bardzo późno. Nie miałem możliwości, by przetestować go wcześniej w Polsce, więc wiele ustawień musiałem robić już w trakcie rywalizacji. To skończyło się problemem z akumulatorem i nieukończeniem jednego etapu, a tym samym przesunięciem na koniec stawki i utratą szans na medal. Od tego momentu potraktowałem Dakar jako test sportowy i rozwojowy. Czułem się dobrze fizycznie i psychicznie, tempo było w porządku, aż do jedenastego etapu, kiedy bardzo blisko mety trafiłem w kamień przy dużej prędkości. Motocykl zaczął rzucać na boki, doszło do mocnego uderzenia i upadku. Skończyło się złamaniem prawej ręki. Czasami z takich sytuacji udaje się wyjść, a czasami nie ma się już na to żadnego wpływu” – przyznawał Tabin, zaznaczając, że jego kolejnym celem jest pozyskanie sponsorów, co pozwoli mu kontynuować starty w rajdach długodystansowych.
Debiuty w elicie i etapowe triumfy
W rywalizacji samochodowej polskie załogi były widoczne niemal w każdej klasie – od absolutnej elity, przez kategorie Challenger i SSV, aż po ciężarówki. Dakar 2026 był dla nich sprawdzianem nie tylko tempa, ale też odporności na problemy techniczne, błędy nawigacyjne i zmęczenie, które w drugim tygodniu rajdu daje się we znaki najbardziej.
Największą uwagę przyciągały trzy załogi zespołu Energylandia Rally Team, które po świetnych występach w klasach Challenger i SSV, w tym roku po raz pierwszy zmierzyły się z tzw. królewską kategorią Ultimate. Już pierwsze etapy pokazały, że Polacy nie zamierzają jedynie „zbierać doświadczenia”, a ich tempo pozwalało im realnie walczyć z fabrycznymi zespołami. Kulminacyjnym momentem był 9. etap, kiedy Eryk Goczał – pozostający najmłodszym w historii triumfatorem Dakaru – sięgnął po zwycięstwo, a jego wujek Michał Goczał finiszował jako drugi. Bez wątpienia było to jednym z najbardziej symbolicznych momentów całego polskiego Dakaru. Równie równo i dojrzale jechał Marek Goczał, który przez cały rajd utrzymywał stabilne tempo, unikając większych błędów. Ostatecznie wszystkie trzy załogi ukończyły rajd w czołowej dwudziestce klasy Ultimate. To wyniki, które biorąc pod uwagę debiut w tej klasie, wygranej po raz szósty przez Nassera Al-Attiyaha, należy uznać za bardzo mocny sygnał wysłany w stronę światowej czołówki.
W klasie Challenger Polskę reprezentowały dwie załogi zespołu Zoll Racing. Rajd nie oszczędzał ich ani pod względem terenu, ani nawigacji – zdarzały się etapy kończone po zmroku i momenty, w których kluczowe było po prostu zachowanie spokoju. Bracia Łukasz i Michał Zoll poprawili swój zeszłoroczny rezultat, kończąc Dakar na 26. miejscu, co było wyraźnym krokiem naprzód. Minimalnie wyżej sklasyfikowani zostali ich koledzy zespołowi – Piotr Beaupre i Jarosław Kazberuk, którzy zajęli 25. pozycję. Dwie załogi na mecie w tak wymagającej klasie to potwierdzenie solidnego zaplecza i rosnącego doświadczenia.
Bardzo udany debiut zanotowali Maciej Oleksowicz i Marcin Sienkiewicz, którzy po raz pierwszy wystartowali w Dakarze w klasie SSV. Już od pierwszych etapów jechali równo i bez zbędnego ryzyka, co w drugiej części rajdu pozwoliło im awansować w klasyfikacji. Rajd ukończyli na 9. miejscu, a dodatkowo sięgnęli po zwycięstwo w klasyfikacji debiutantów, co było jednym z najbardziej satysfakcjonujących rezultatów w całej polskiej stawce samochodowej.
Po kilku latach przerwy na Dakar wróciła też polska ciężarówka. Za kierownicą „Czesława” w barwach Hurtimo Team White Reds zasiadł debiutujący Darek Łysek, a w kabinie wspierali go dakarowi weterani – Jacek Czachor jako pilot i trzykrotny triumfator Dakaru, Darek Rodewald jako mechanik. Pierwszy tydzień rajdu wyglądał obiecująco, ale w drugim Polaków dopadła kumulacja problemów: wywrotka, kolizja z drzewem i długie naprawy wykonywane na trasie. Mimo to załoga nie poddała się i dotarła do mety na 11. miejscu, tuż za czołową dziesiątką, co w realiach Dakaru i przy skali problemów należy uznać za naprawdę solidny wynik.

Widoki na trasie Rajdu Dakar jak zwykle zachwycają
Historyczne sukcesy w Dakar Classic
W Dakarze Classic 2026 wystartowała rekordowa liczba czterech polskich załóg, z czego aż trzy debiutowały w tej formule. Już od pierwszych etapów było jasne, że biało-czerwoni nie przyjechali wyłącznie po przygodę. Największe oczekiwania towarzyszyły Tomaszowi Staniszewskiemu i Stanisławowi Postawce, którzy rok wcześniej sensacyjnie zajęli 4. miejsce. Tegoroczny rajd rozpoczęli znakomicie – drugim miejscem na prologu – jednak już na pierwszym etapie ich Porsche 924 odmówiło posłuszeństwa. Problemy z dostępnością części zmusiły ich do długiego postoju i przerwy w rywalizacji. Załoga wróciła do walki na szóstym etapie, a mimo strat czasowych dwukrotnie stanęła na etapowym podium, kończąc rajd na 80. miejscu.
Debiutujący Paweł Kośmiński i Bartek Balicki również nie uniknęli dramatycznych momentów. Dachowanie na dziesiątym etapie mogło zakończyć ich udział w rajdzie, ale załoga zdołała dotrzeć do mety i została sklasyfikowana na 31. pozycji, co – biorąc pod uwagę okoliczności – jest wynikiem godnym uznania. Najlepszy rezultat spośród polskich załóg osiągnęli inni debiutanci – Mariusz Pietrzycki i Kamil Jabłoński. Jadąc niezwykle równo i unikając poważniejszych problemów technicznych, z etapu na etap poprawiali swoją pozycję. Konsekwencja zaprocentowała znakomitym 6. miejscem w klasyfikacji generalnej, co jest jednym z najlepszych polskich wyników w historii tej kategorii.
Dakar Classic 2026 przeszedł do historii także za sprawą pierwszej polskiej ciężarówki w tej kategorii. Tomasz Białkowski, Dariusz Baśkiewicz i Adam Grodzki nie tylko dojechali do mety, ale od początku nadawali ton rywalizacji w swojej klasie. Polskie trio zapisało się w historii Dakar Classic jako pierwsza załoga ciężarówki, która wygrała etap w klasyfikacji generalnej (3. etap). Do tego dołożyli 3. miejsce na etapie szóstym, a cały rajd ukończyli na 9. pozycji łącznie i pierwszej w swojej kategorii, zdecydowanie w niej dominując.
„Przyjechaliśmy do Arabii Saudyjskiej z nastawieniem, żeby przeżyć fajną przygodę i zebrać doświadczenie. Ale wyniki, które osiągaliśmy od samego początku, bardzo nas zaskakiwały. Z odcinka na odcinek było coraz lepiej. Popełnialiśmy błędy nowicjuszy, ale szybko wyciągaliśmy wnioski – i to zaprocentowało. To marzenie wielu kierowców, a my je spełniliśmy” – mówili na mecie zwycięzcy kategorii H1t.
Wyniki Polaków w Rajdzie Dakar 2026:
Motocykle
- Konrad Dąbrowski (Duust Rally Team) – 13. miejsce (4. miejsce w Rally 2)
- Filip Grot (BAS World KTM Team) – 51. miejsce (40. miejsce w Rally 2)
- Robert Przybyłowski (HT Rally Raid) – 70. miejsce (59. miejsce w Rally 2)
- Bartłomiej Tabin (Orion – Moto Racing Group) – NC
Ultimate (samochody T1+)
- Marek Goczał / Maciej Marton (Energylandia Rally Team) – 13. miejsce
- Eryk Goczał / Szymon Gospodarczyk (Energylandia Rally Team) – 17. miejsce
- Michał Goczał / Diego Ortega (Energylandia Rally Team) – 19. miejsce
- Aliyyah Koloc / Marcin Pasek (Buggyra ZM Racing) – NC
Challenger
- Piotr Beaupre / Jarosław Kazberuk (Zoll Racing) – 25. miejsce
- Łukasz Zoll / Michał Zoll (Zoll Racing) – 26. miejsce
SSV
- Maciej Oleksowicz / Marcin Sienkiewicz (South Racing Can-Am) – 9. miejsce
- Hassan Jameel / Maciej Giemza (South Racing Can-Am) – 26. miejsce
Ciężarówki
- Darek Łysek / Jacek Czachor / Darek Rodewald (Hurtimo Team White Reds) – 11. miejsce
Dakar Classic
- Mariusz Pietrzycki / Kamil Jabłoński (Podroze 4×4 Rally Team) – 6. miejsce (4. miejsce w grupie H2)
- Tomasz Białkowski / Dariusz Baśkiewicz / Adam Grodzki (Kamena Classic Team De Rooy) – 9. miejsce (1. miejsce w grupie H1t)
- Paweł Kośmiński / Bartek Balicki (Völkel Rally Team) – 31. miejsce (8. miejsce w grupie H1)
- Tomasz Staniszewski / Stanisław Postawka (P-Rally Team) – 80. miejsce (13. miejsce w grupie H1)
Czytaj więcej o Rajdzie Dakar 2026:
- Konrad Dąbrowski tuż za podium Rally 2!
- Sensacja na finiszu! Luciano Benavides wygrywa z przewagą 2 sekund!
- Ricky Brabec o krok od zwycięstwa numer trzy
- Drugi maraton miesza w stawce! Ricky Brabec nowym liderem
- Ile kosztuje start w Rajdzie Dakar?
- Luciano Benavides nowym liderem!
- Konrad Dąbrowski trzeci w Rally 2 na półmetku rywalizacji!
- Zobacz zdjęcia z pierwszego tygodnia rywalizacji
- Rekordowa liczba Polaków na starcie!
- 45 sekund przewagi lidera na półmetku
- Honda obejmuje prowadzenie
- Daniel Sanders prowadzi po drugim etapie
- Najtrudniejszy rajd terenowy na świecie rozpoczęty! Kto wygra?
- Znamy trasę 48. edycji najtrudniejszego rajdu terenowego na świecie