Brak pieniędzy to żadna przeszkoda w zakupie jednej z najstarszych motocyklowych marek na świecie. Trzeba być tylko kreatywnym!
Wsparcie takich osób, jak Keanu Reevs, Orlando Bloom, John McGuinness, Josh Brookes, książę William. Prezentacja produktów w filmie z Jamesem Bondem. Angielska posiadłość z XVIII wieku o łącznej powierzchni 11 hektarów, z kilkudziesięcioma pokojami, kaplicą, wozownią, stajniami i jeziorem i przede wszystkim prawa do marki, która mocno zapisała się w historii światowego motocyklizmu. Brzmi jak amerykański sen? Owszem. Tak właśnie wyglądało życie Stuarta Garnera, sprytnego krętacza z Wielkiej Brytanii.
Garner już w wieku 19 lat doszedł do dużych pieniędzy. Jego firma Fireworks International była wyceniana wtedy na ponad milion funtów i wiodła prym w brytyjskim przemyśle pirotechnicznym. W 2008 roku przedsiębiorca z Derbyshire kupił połowę udziałów w Spondon Engineering, firmie produkującej od 1969 roku ramy motocyklowe. Wartość udziałów ustalono na 360 tysięcy funtów, jednak Garner w trakcie dopinania formalności, przekazał zbywającemu udziały Bobowi Stevensonowi czek na 90 tysięcy funtów, obiecując spłatę reszty w ciągu 12 miesięcy. Po roku przelał 180 000 funtów, reszty kwoty nie spłacił nigdy. Kilka miesięcy później Stuart zastawił cały majątek firmy w Tudor Capital Managment w zamian za pożyczkę na kwotę 1,2 mln funtów. Z tymi pieniędzmi pojechał do USA i kupił prawa do marki Norton. Dopiero w 2011 Stuart Tiller, drugi właściciel Spondon Engineering, sprawdził w brytyjskim rejestrze spółek, że również jego część firmy jest zastawiona pod pożyczkę. W 2013 Tiller wycofał się ze spółki. Jak się później okazało, jego historia była tylko wierzchołkiem góry lodowej przekrętów Stuarta Garnera.
Pomimo problemów z dostawami motocykli, szemranym sposobom finansowania, odrodzenie kultowej marki stało się oczkiem w głowie brytyjskiego przemysłu. Firma była hojnie wspierana rządowymi grantami i pożyczkami. Tylko w 2015 roku kanclerz skarbu George Osborne przyznał Nortonowi dotację w wysokości 4 milionów funtów. W międzyczasie firma była zasilana powstałym w 2012 roku kreatywnym funduszem emerytalnym. Człowiek odpowiedzialny za ten pomysł w 2018 roku został skazany prawomocnym wyrokiem. Przyznał się do oszustw polegających na przeniesieniu funduszy do programów emerytalnych inwestujących zebrane kwoty tylko i wyłącznie jedno przedsiębiorstwo. W procederze ucierpiało setki członków programów emerytalnych. Ich składki w wysokości 14 milionów funtów zostały zainwestowane właśnie w Nortona. W tym czasie Stuart Garner dalej brylował, udzielał wywiadów, chwalił się, że Norton świetnie sobie radzi i wrzucał do mediów społecznościowych zdjęcia z niemożebnie wielkiej rezydencji Donington Hall. Niezbyt szczęśliwe zakończenie motocyklowego odpowiednika afery Amber Gold okazał się audyt firmy HSKS Greenhalgh z 2019 roku. Wynikało z niego, że Norton od lat sztucznie zawyżał przychody i dochody, nie dostarczał opłaconych motocykli i miał ogromne zaległości w podatkach. W czerwcu 2020 roku Rzecznik Praw Obywatelskich ds. Emerytur nakazał Garnerowi zwrot pieniędzy wszystkim uczestnikom jego programu emerytalnego. Do zwrotu nigdy nie doszło, bowiem Garner w rok później ogłosił upadłość konsumencką. Przedsiębiorca przyznał się do przekręcenia 11 milionów funtów z samych funduszy emerytalnych. W marcu 2022 został skazany na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. W 2024 roku Fundusz Ochrony Emerytur poinformował, że wypłacił 9,4 mln funtów poszkodowanym emerytom. W międzyczasie prawa do marki za 16 milionów funtów kupił indyjski TVS Motor i stworzył nowoczesną fabrykę w Solihull. Na początku września 2025 zapowiedziano nową kartę w historii marki. W urzędzie patentowym został zarejestrowany odświeżony znak towarowy, a linie produkcyjne podobno już pełną parą produkują pierwsze z sześciu planowanych nowych modeli. Jednym z nich ma być rasowy supersport z silnikiem V4. Czy po przekrętach poprzedniego właściciela Norton ma szansę z podniesionym czołem wrócić na rynek? Dziecięca naiwność każe mi wierzyć, że tak. Doświadczenie podpowiada jednak, że nostalgiczny brand może posłużyć do przykrywania wątpliwej jakości. Przekonam się już w listopadzie na targach Eicma!
Tekst po raz pierwszy ukazał się w drukowanym wydaniu magazynu „Świat Motocykli” [05/2025]

