fbpx

Pakowanie sprzętu wyprawowego na motocykl, to dość trudna sprawa. Z jednej strony walczymy o to, żeby było go jak najmniej, z drugiej chcemy ze sobą zabrać wszystkie niezbędne przedmioty.

Jestem doskonałym przykładem osoby, która uczyła się na własnych błędach i pokonała dziesiątki tysięcy kilometrów na motocyklu bezsensownie wożąc sprzęt, który i tak się nigdy nie przydał. Własnie dlatego nie powiem Wam, co powinniście ze sobą zabrać w podróż, ale postaram się wskazać drogę którą warto (moim zdaniem) podążać.

Sprzęt biwakowy. Rachunek sumienia

W dawnych czasach, przed dłuższymi wyprawami motocyklowymi rozkładałem w garażu plandekę i układałem na niej rzeczy, które mogły mi się przydać, i które w moim mniemaniu były niezbędne w podróży motocyklowej. Cały proces zaczynałem dosyć wcześnie i dzień po dniu dokładałem kolejny sprzęt. Tym sposobem miałem pewność, że niczego nie zapomnę – to była dobra strona tego medalu. Zła była taka, że góra rzeczy rosła do granic możliwości i w końcu ruszałem w trasę na przeładowanym motocyklu. Jednak z każdym kolejnym rokiem rzeczy do zabrania było coraz mniej. Opracowałem system, który do minimum ograniczał sprzęt. Potrzebowałem jednak lat i osobistego przekonania się, co jest dla mnie ważne, a co nie.

Boliwia Foto: Tobiasz Kukieła

Wydaje mi się, że ta droga jest jedynym i słusznym rozwiązaniem. Dlaczego? Niech najlepszym przykładem będzie rozbudowany zestaw narzędzi. Dobrze go mieć, tylko po co skoro i tak nie umiałbym się nim posługiwać? Po co mi zestaw łyżek skoro nigdy nie zdejmowałem opony z felgi? Do czego użyję garnków biwakowych, skoro w podróży nie gotuję? To oczywiście skrajne przykłady, ale mam nadzieję, że dobrze obrazują o co w tym wszystkim chodzi.

JEDZIEMY NA WYPRAWĘ. KUFRY CZY SAKWY?

Nadal doskonale rozumiem osoby, które uważają, że lepiej mieć dany przedmiot ze sobą niż nie, bo wydaje się to rozsądne, ale jeszcze lepiej rozumiem swoje mięśnie, które kilkanaście razy dziennie muszą podnieść motocykl, lub wypchnąć go z błota. Poza tym masa negatywnie wpływa na prowadzenie motocykla. Przeciążony jednoślad chętniej łapie gumę, bardziej się „wygina” i prowadzi się zdecydowanie ciężej. O tym wiedzą wszyscy fani podróży enduro. Od przeciążeń lubią pękać stelaże oraz ramy pomocnicze – do tego z kolei dochodzi najczęściej w trakcie jazdy po „tarce”, czyli wybitej do granic możliwości drodze, która swoją strukturą przypomina drogę uczęszczaną przez czołgi czy inne pojazdy gąsienicowe. W takiej sytuacji może okazać się, że od przeciążenia, rama motocykla pęknie, a Ty bratku w kufrze i tak nie znajdziesz spawarki.

Jestem gadżeciarzem, ale próbuję nad tym panować

Zebraliśmy się tutaj jednak po to, aby podyskutować o sprzęcie. Moralizatorstwo (zupełnie niepotrzebne) mamy już za sobą, a więc przejdźmy do konkretów.

Wydawać się może, że drogi sprzęt biwakowy rozwiąże wszystkie problemy. Oczywiście tak jest, ale nie zawsze. Z jednej strony nowoczesny, bardzo lekki, ciepły i zajmujący mało przestrzeni w kufrze śpiwór jest nieoceniony i nie zamieniłbym go na żaden inny, to samo tyczy się namiotu czy karimaty, ale już kuchenki, naczynia czy inne zaawansowane urządzenia biwakowe do mnie nie przemawiają. Na dobrym śnie nigdy nie oszczędzam, bo kiedy spadają morale podróży i chcę już jak najszybciej jechać do domu, dobry sen potrafi totalnie zmienić moje nastawienie do danej sytuacji. Po porządnym odpoczynku jedyne co mi pozostaje to śmiech z wcześniejszych rozterek. To zupełnie normalne i nie ma czego się wstydzić. Jedni muszą jechać do hotelu i pobyć z ludźmi, inni odwiedzić dobrą restauracje i dobrze się najeść. 

Karpaty: Tobiasz Kukieła

Raz w życiu zabrałem ze sobą nowoczesną kuchenkę gazową i w moim przypadku się nie sprawdziła. Przede wszystkim dlatego, że miałem problem z zakupem kartuszy z gazem (akurat gaz się skończył w niewielkiej wiosce w Dagestanie), a jak już je znalazłem w jakimś hostelu to były horrendalnie drogie. Niestety, dobry palnik na paliwa inne niż gaz kosztuje sporo. Szybko zaznajomiłem się ze starym ruskim sprzętem, kuchenką Primus (za stówę!) i gotuje na niej już od 8 lat. Cóż, powinienem powiedzieć gotowałbym, bo w praktyce okazuje się, że kuchenka przez większość czasu leży na spodzie kufra, a ja gotuję tylko wtedy kiedy mam czas na rozpalenie ogniska, ale wtedy mogę zwyczajnie wstawić kubek z wodą do ogniska i po problemie. Dlaczego zatem Primus nadal ze mną podróżuje? To dla mnie sprzęt awaryjny – mogę w miarę szybko rozpalić ogień i się rozgrzać lub awaryjnie ugotować wodę, co robię naprawdę rzadko. Fakt pozostaje jeden. Mój Primus prezentuje się tragicznie, wygląda jakby miał się rozlecieć, ale najważniejsze, że ten stan rzeczy od 8 lat się nie zmienia, a to cenię! Zakończę ten akapit tak jak poprzedni: każdy jest inny i ma inne potrzeby, dlatego nie chciałbym Ci mówić, że czegoś nie warto zabierać – to tylko mój punkt widzenia.

Namiot. Przecież gdzieś spać trzeba

Jeśli akurat poszukujesz namiotu, to warto skupić się na namiotach trzyosobowych. Są w miarę małe i lekkie, pozwalają na spokojne rozłożenie się wewnątrz i na np. suszenie rzeczy po całym dniu jazdy w deszczu. Fajnie jeśli taki namiot będzie miał przedsionek – dzięki temu będziesz mieć gdzie zostawić buty i inne brudne rzeczy. Odradzam samorozkładające się namioty, które po złożeniu są kołem – ciężko je umocować na motocyklu, ale nie znaczy, że się nie da.

Co zabrać na wyprawę? Foto: Tobiasz Kukieła

Przez przypadek stałem się właścicielem namiotu czarnego w środku i jasnego na zewnątrz. Chodzi o to, że jasne poszycie odbija promienie słoneczne, ciemne gwarantuje spokojny sen, nawet gdy słońce już dawno pali żarem. Super rozwiązanie kiedy chcesz odpocząć i pospać na kempingu. Z kolei jest totalnie nietrafione przy dzikich noclegach, kiedy chcesz się zebrać skoro świt i nie przyciągać niczyjej uwagi. W klasycznym namiocie obudziłbym się latem około szóstej rano (bez budzika) – wszystko przez słońce. W namiocie z czarnym wnętrzem nierzadko gniję do godziny dziewiątej, a z namiotu wychodzę tak zaspany, że nie wiem co się dzieje wokół. Jak widzicie wszystko ma swoje wady i zalety.

Motocykl bywa pomocny w rozpaleniu ognia!

Jeszcze na chwilę zostanę w temacie ognia. Nie wożę ze sobą survivalowych przedmiotów, mających rozniecić ogień. Jedyne co mam to zapalniczka i torebka z rozpałką do grilla. Tak na wszelki wypadek, gdyby było zimno, a ja wpadłbym np. do zimnej rzeki. 

Macie rację, zapalniczka może się popsuć, jak wszystko. Awaryjnie w schowku narzędziowym mam zapasowe świece zapłonowe. Wystarczy do zbiornika wsadzić patyk i zamoczyć go w paliwie, zdjąć fajkę ze świecy wkręconej w silnik i wsadzić do niej zapasową świecę. Następnie zakręcić rozrusznikiem i voila! Patyk płonie. Oczywiście, nie róbcie tego w domu, bo to trochę głupie, ale działa!

Nie wyobrażam sobie wyjazdu na wyprawę bez dobrego noża, takiego w który będę mógł prać młotkiem i przeciąć kawałek gałęzi, przeciąć kabel czy zastrugać patyk na kiełbasę. Tak naprawdę nie są to wygórowane oczekiwania. Zwróćcie tylko uwagę na to, żeby nóż nie był zbyt długi. Zbyt długi nóż może zostać zarekwirowany przez celnika (co prawda nigdy nie widziałem podobnej sceny, ale o takowych słyszałem). Mimo wszystko lepiej kupić nóż średniej jakości niż zabierać doskonały, drogi i pamiątkowy nóż z domu, który w ferworze falki zostanie zagubiony. Nigdy natomiast nie oszczędzam na lampkach czołowych i bateriach do nich. Sam nie wiem ile razy czołówka uratowała mi życie. Przypomina mi się sytuacja w której jechałem przez rumuńskie góry bez lampy przedniej z założoną czołówką na kask…

Ubrania

Osobiście uwielbiam nową taktykę Modeki (sorry za reklamę), że w końcu wpadli na pomysł i zamiast totalnie bezużytecznego waciaka, który miał być ociepleniem, do swoich produktów z górnej póki wsadzają kurtkę, którą mogę używać podczas chłodnych wieczorów. Oczywiście mógłbym używać kurtki motocyklowej, ale czasami jazda w deszczu potrafi skutecznie przemoczyć warstwę wierzchnią przez co dobrze mieć w zanadrzu coś dodatkowego. Poza tym, gdy jest chłodno w trakcie jazdy zawsze możesz ją wpiąć do wnętrza.

Wyprawy motocyklowe. Zdjęcie: Tobiasz Kukieła

Poza tym skarpetki i czapka. Zawsze powinieneś mieć zapasową parę skarpetek i czapkę na noc – przez głowę ucieka najwięcej ciepła! Dobrze mieć również koc NRC, którym z jednej strony możesz się ogrzać w nocy, a z drugiej uchronić przed promieniami słonecznymi. Dobra bielizna termoaktywna również wydaje się rozsądnym rozwiązaniem.
Bluza z kapturem. Chociaż kaptur przeszkadza w jeździe na motocyklu, to w trakcie przerwy potrafi osłonić przed wiatrem i chłodem, a w przypadku drzemki, zaciągnięty na oczy sprawi, że łatwiej będzie Ci zasnąć.

MAJÓWKA NA MOTOCYKLU. CO ZE SOBĄ ZABRAĆ I JAK TO UPCHAĆ?

Przekonałem się osobiście, że choć w podróży najczęściej wyglądam jak strach na wróble, to w kuferku lubię mieć ładniejsze ubranie. Niejednokrotnie byłem zapraszany na nocleg przez nowo poznanych ludzi. Z szacunku do nich, warto wyglądać schludnie i przede wszystkim dobrze się zachowywać. Uśmiech i kultura do podstawa!

Baniaki wszelkiej maści

Dawno temu wydumałem sobie, że powinienem mieć profesjonalne baniaki przyczepiane do kufrów: na wodę, paliwo i olej. Sprawdzały się doskonale, do czasu aż zacząłem jeździć z sakwami. Wtedy zdałem sobie sprawę, że butelki wyciągnięte ze śmietnika działają dokładnie tak samo, są mniejsze i łatwiej je przyczepić do motocykla lub upchać w torbie. Mają jeszcze jeden atut: są tańsze. Co prawda motocykl obwieszony śmieciami wygląda jak wózek marketowy kloszarda, ale co mi tam, przecież jadę w step! Przechodząc jednak do poważnej retoryki, to o ile zabieranie dodatkowego oleju i paliwa nie zawsze ma sens (są jednak sytuacje, że naprawdę ma), to bez zapasu wody lepiej nigdzie się nie ruszać. Woda to podstawa!

Around the Dream

Oczywiście każdy z nas ma różne preferencje, potrzeby, umiejętności i oczekiwania. Własnie dlatego sprzęt biwakowy powinien być dobrze dopasowany do Ciebie i Twoich potrzeb. Dlatego nie sugeruj się jeden do jednego takimi artykułami. Na bazie własnego doświadczenia skompletuj swój zestaw doskonały i ciesz się podróżami w najlepsze.

Tytułem końca opowiem Ci historię. Kilka ładnych lat temu podróżowałem motocyklem przez Amerykę Południową (chciałem objechać świat). Jechałem totalnie przeciążonym motocyklem. Wydawało mi się wtedy, że wiozę ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystko zweryfikował pożar motocykla. Od wydechu zajęła się jedna torba i wszystko co było w jej wnętrzu się spaliło. Po kolejnym miesiącu jazdy zorientowałem się, że nie brakuje mi jakoś bardzo tamtego sprzętu, a jedzie się jakby lżej…

KOMENTARZE