Są tory szybkie. Są tory techniczne. Są wreszcie takie, które po prostu zapierają dech. Phillip Island od lat należy do tej ostatniej kategorii. Czy ktoś z nas potrafi dziś uczciwie powiedzieć, że MotoGP bez tej kultowej rundy nad oceanem będzie takie samo?
Wszystko wskazuje na to, że sezon 2026 będzie ostatnim rozdziałem tej historii. Po 29 latach nieprzerwanej obecności australijska runda zniknie z toru Phillip Island Grand Prix Circuit, który gościł mistrzostwa świata od 1997 roku. W kalendarzu MotoGP od 2027 roku ma pojawić się nowa lokalizacja – wiele wskazuje na to, że wyścig przeniesie się do Australii Południowej, w okolice Adelajdy.
Spekulacje o przyszłości Phillip Island zaczęły się niemal natychmiast po zakończeniu edycji 2025. Trwały rozmowy o przedłużeniu kontraktu, jednak sytuacja skomplikowała się, gdy właściciele praw komercyjnych MotoGP zaproponowali przeniesienie rundy o GP Australii do Melbourne, na tor wykorzystywany przez Formułę 1. Rząd stanu Wiktoria odrzucił ten pomysł, deklarując gotowość zwiększenia wsparcia finansowego dla Grand Prix – ale wyłącznie pod warunkiem pozostania wyścigu na Phillip Island. Gdy opcja zmiany toru przy zachowaniu lokalizacji w regionie upadła, relacje wyraźnie się ochłodziły, a przyszłość rundy stanęła pod znakiem zapytania.
Za kulisami coraz częściej mówiło się o zainteresowaniu ze strony Australii Południowej. Najpoważniejszym kandydatem do przejęcia wyścigu jest dziś The Bend Motorsport Park – nowoczesny obiekt położony nieco ponad godzinę drogi od Adelajdy. Tor dysponuje infrastrukturą pozwalającą organizować imprezy międzynarodowe i od lat gości krajowe serie wyścigowe. Pojawiały się także spekulacje o ewentualnym wykorzystaniu ulicznej pętli w parkach Adelajdy, znanej z serii Supercars, jednak dostosowanie obiektu ulicznego do współczesnych standardów bezpieczeństwa MotoGP – zwłaszcza w zakresie stref wyjazdowych i barier – byłoby ogromnym wyzwaniem.

Kultowy widok na Phillip Island Grand Prix Circuit
Dla stanu Wiktoria to wymierna strata. Ostatnia edycja GP Australii przyciągnęła 91 tysięcy kibiców w ciągu weekendu, a wydarzenie generowało – według szacunków – ponad 54 miliony dolarów australijskich rocznie dla lokalnej gospodarki. To pieniądze, które trafiały bezpośrednio do hoteli, restauracji i lokalnych przedsiębiorców. Po zniknięciu MotoGP z kalendarza Phillip Island pozostanie bez globalnej imprezy motorsportowej. Seria Supercars nie wróciła tam po pandemicznych sezonach, a królewska klasa była ostatnim światowym punktem w kalendarzu tego obiektu.
I może właśnie dlatego ta decyzja boli najmocniej. Phillip Island nie był „kolejnym przystankiem”. To był tor, który współtworzył tożsamość mistrzostw. Szybki, płynny, wymagający odwagi. Z wiatrem, który potrafił wywrócić strategie do góry nogami, i z krajobrazem, który sprawiał, że transmisja telewizyjna wyglądała jak pocztówka z końca świata. Owszem, bywało trudno – październikowa aura rzadko rozpieszczała, a silne podmuchy dawały się zawodnikom we znaki. Ale właśnie ta surowość nadawała wyścigowi charakter.
W dniach 23–25 października 2026 roku zawodnicy MotoGP wyjadą tam po raz ostatni. Niezależnie od tego, kto wygra i jak ułoży się walka o tytuł, będzie to coś więcej niż zwykła runda mistrzostw świata. To będzie pożegnanie z miejscem, które przez niemal trzy dekady było jednym z najpiękniejszych, najbardziej wymagających i najbardziej kochanych torów w całym kalendarzu.
Zdjęcia: Ducati, VR46


