fbpx

Są tory szybkie. Są tory techniczne. Są wreszcie takie, które po prostu zapierają dech. Phillip Island od lat należy do tej ostatniej kategorii. W 2026 roku Grand Prix Australii odbędzie się tam po raz ostatni – a potem MotoGP zamieni klify i ocean na miejski beton w sercu Adelajdy.

To już nie spekulacje. MotoGP oficjalnie potwierdziło, że od sezonu 2027 runda Grand Prix Australii przenosi się z toru Phillip Island Grand Prix Circuit na nowy uliczny obiekt w centrum Adelajdy. Sześcioletnia umowa obejmuje lata 2027–2032, a inauguracyjna edycja odbędzie się w listopadzie 2027 roku na torze o długości 4,195 km i 18 zakrętach, gdzie motocykle mają osiągać prędkości przekraczające 340 km/h.

Nowy obiekt – Adelaide Street Circuit – będzie pierwszym w historii MotoGP wyścigiem rozegranym w ścisłym centrum miasta. Projekt toru nawiązuje do historycznej ulicznej konfiguracji znanej z czasów Formuły 1, ale zostanie gruntownie przeprojektowany tak, aby spełniać współczesne standardy bezpieczeństwa FIM i MotoGP. Władze Australii Południowej zapowiadają festiwalowe, miejskie Grand Prix – wydarzenie, które ma wynieść doświadczenie kibiców na nowy poziom i przyciągnąć fanów z całego świata.

Tyle, jeśli chodzi o oficjalny komunikat. W mediach społecznościowych i wśród kibiców coraz śmielej pojawiają się głosy, że to symboliczny początek „nowej ery” pod rządami Liberty Media, które niedawno przejęło komercyjne prawa do MotoGP. Amerykański gigant, odpowiedzialny także za globalny rozwój Formuły 1, od początku zapowiadał większe otwarcie na nowe, spektakularne lokalizacje i format wydarzeń bliższy koncepcji sportowego show. Dla jednych to naturalny kierunek rozwoju. Dla innych – wyraźne odejście od korzeni.

Kultowy widok na Phillip Island Grand Prix Circuit

Mocno wybrzmiał komentarz Caseya Stonera, dwukrotnego mistrza świata MotoGP i jednego z największych specjalistów od Phillip Island. Australijczyk, który w królewskiej klasie wygrywał tam sześć razy z rzędu (w latach 2007–2012), nie krył rozczarowania: „MotoGP usuwa Phillip Island z kalendarza! Jeden z najlepszych torów motocyklowych na świecie, który dał nam jedne z najbardziej spektakularnych wyścigów, jakie kiedykolwiek oglądaliśmy – i wciąż to robi – zostaje odsunięty na bok na rzecz wyścigu w Adelajdzie, rzekomo na torze ulicznym… Dlaczego MotoGP usuwa z kalendarza prawdopodobnie swój najlepszy tor? Pozostawię to do oceny każdemu z was” – mówił Australijczyk.

Te słowa trafiają w emocje kibiców. Phillip Island nie był „kolejnym przystankiem” w kalendarzu. To był tor, który współtworzył tożsamość mistrzostw. Szybki, płynny, wymagający odwagi. Z wiatrem, który potrafił wywrócić strategie do góry nogami, i z krajobrazem, który sprawiał, że transmisja telewizyjna wyglądała jak pocztówka z końca świata. Owszem, bywało trudno – październikowa aura rzadko rozpieszczała, a silne podmuchy dawały się zawodnikom we znaki. Ale właśnie ta surowość nadawała wyścigowi charakter.

W dniach 23–25 października wyścig na Phillip Island zamknie niemal trzy dekady historii. Potem MotoGP przeniesie się z klifów i otwartego horyzontu na asfalt miejskich ulic. Jedno jest pewne: sport wchodzi w nową erę. Pytanie tylko, czy w pogoni za miejskim rozmachem i globalnym show nie zostawia za sobą miejsca, które dla wielu było esencją motocyklowego ścigania.

Zdjęcia: Ducati, VR46

KOMENTARZE