fbpx

Jeszcze niedawno przyszłość KTM-a w MotoGP była owiana wątpliwościami, a sezon 2025 przypominał raczej walkę o utrzymanie się na powierzchni niż pogoń za wynikami. Dziś „Pomarańczowi” prezentują skład na 2026 rok, testują już motocykl na przyszły sezon i próbują przekonać padok, że najgorsze jest za nimi. Tylko czy to rzeczywiście opowieść o odbudowie z Pedro Acostą jako jej fundamentem, czy początek procesu, który może doprowadzić do jego odejścia?

Wylicytuj tear off Brada Bindera, kalendarz z podpisami zawodników MotoGP, slider Marca Marqueza, wizjer Fabio Quartararo i wiele, wiele innych! Więcej szczegółów – tutaj.

W 2025 roku KTM funkcjonował w padoku bardziej jako temat rozmów i plotek niż realny punkt odniesienia dla rywali. Długi, wizja bankructwa, restrukturyzacja i wyraźne spowolnienie rozwoju motocykla sprawiły, że pytania o przyszłość programu tylko się mnożyły. Dlatego prezentacja składu na 2026 rok to coś znacznie więcej niż formalność. To demonstracja, że projekt przetrwał najtrudniejszy moment i wciąż chce grać w tej samej lidze co najlepsi.

Tym bardziej, że sezon 2026 będzie w MotoGP rokiem szczególnym. To ostatni sezon obowiązujących przepisów i jednocześnie ostatnia szansa, by wycisnąć maksimum z modelu RC16, zanim padok wkroczy w zupełnie nową erę. Oficjalnie KTM powtarza, że skupia się na bieżących wyzwaniach, ale fakty mówią same za siebie. Austriacy – a właściwie już austriacko-hinduski konglomerat – testują nowy motocykl o pojemności 850 ccm, zgodny z regulaminem na 2027 rok, a wcześniejsze spekulacje o możliwym wycofaniu się marki można (przynajmniej na razie) włożyć między bajki. Kryzys finansowy nie zabił pomarańczowego programu MotoGP, choć bez wątpienia wymusił w nim głębokie zmiany.

Co istotne, nie są to wyłącznie deklaracje pod publiczkę. Zarówno Pedro Acosta, jak i Brad Binder przyznawali, że motocykl na sezon 2026 nie jest kolejną ewolucją starego projektu, lecz konstrukcją zbudowaną praktycznie od zera. Acosta mówił wprost, że po zimowej wizycie w fabryce zobaczył „zupełnie nowy motocykl”, który przywrócił mu dawno niewidziany optymizm. Binder z kolei bez ogródek przyznał, że zeszłoroczny RC16 był jedynie „spin-offem” wcześniejszej wersji i że dopiero teraz KTM ma do dyspozycji znacznie więcej dużych, fundamentalnych rozwiązań do przetestowania. Po trzech sezonach bez zwycięstwa w MotoGP to wyraźny sygnał, że w Mattighofen przestano łatać projekt, a zaczęto go definiować od nowa.

I właśnie w tym miejscu pojawia się paradoks całej historii. Sportowym punktem odniesienia w KTM-ie pozostaje Pedro Acosta – czwarty zawodnik mistrzostw świata 2025, autor pięciu finiszów na podium i bezsprzecznie najjaśniejszy punkt projektu, zwłaszcza w drugiej połowie sezonu. Przez moment realna była nawet jego walka o trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jednocześnie brak pierwszego zwycięstwa w MotoGP stał się niejako plamą na wizerunku 21-latka, który wciąż uznawany jest za jeden z największych talentów ostatnich lat w MotoGP. I właśnie dlatego to wokół Acosty koncentruje się dziś cała nerwowość związana z przyszłością – bo gdy wreszcie pojawia się motocykl „zbudowany od zera”, pytanie brzmi nie tylko, czy KTM wróci do wygrywania, ale też, czy zrobi to jeszcze z Pedro Acostą w składzie.

Bo w padoku coraz częściej rozmawia się o 2027 roku i sezonie, który już dziś determinuje niemal każdą decyzję personalną. Plotki o przejściu Acosty do Ducati nie słabną, a sam zawodnik podczas prezentacji KTM-a konsekwentnie unikał tematu przyszłości, podkreślając, że „dziś jest rok 2026”. Karuzela transferowa wydaje się tym ciekawsza, gdy wziąć pod uwagę, że Ducati może szykować poważne przetasowania personalne. Jedno to niemal pewne ściągnięcie do MotoGP (z WSBK) Nicolo Bulegi, a drugie to właśnie próba podpisania kontraktu z Pedro. Wbrew wcześniejszym pogłoskom, dla Acosty ma być szykowane miejsce w fabrycznym składzie, a nie w ekipie VR46 Racing. W tym kontekście znaczące są także słowa Marca Marqueza, który otwarcie przyznawał, że jego pierwszym wyborem na sezon 2027 pozostaje Ducati. Taka deklaracja sprawia, że potencjalny duet Marquez-Acosta startujący w czerwonych barwach przestaje być fantazją, a zaczyna jawić się jako bardzo realny scenariusz. 

Na tym tle reszta układanki nabiera zupełnie innego znaczenia. Brad Binder, partner Acosty z zespołu fabrycznego, ma za sobą zdecydowanie trudniejszy sezon. Przez większą część mistrzostw szukał odpowiedniego rytmu i nie był w stanie regularnie walczyć w czołówce. Dopiero końcówka sezonu – czwarte miejsce w Indonezji i piąte w Portugalii – przypomniała, jak groźny potrafi być, gdy wszystko zaczyna się układać. Binder zakończył rok na 11. miejscu w klasyfikacji generalnej, ale pozostaje jednym z filarów projektu i tym, który nieustannie pokazuje swoje zaufanie do marki.

Jeszcze bardziej wielowątkowa jest sytuacja w zespole satelickim Tech3, który wszedł w nowy etap po przejęciu przez konsorcjum Günthera Steinera. To ruch, który ma zmienić postrzeganie ekipy i wciągnąć ją na wyższy poziom organizacyjny… Na razie jeszcze w strukturach KTM-a, choć plotki o możliwej przesiadce na Aprilię w 2027 roku nie słabną. Do tego dochodzą zmiany personalne – nowym szefem zespołu został Richard Coleman, a Hervé Poncharal przejął rolę konsultanta. W kontekście finansowych turbulencji KTM-a, taka stabilizacja po stronie zespołu satelickiego może okazać się kluczowa, zwłaszcza gdy rozpocznie się prawdziwa gra o przyszłe kontrakty.

Skład Tech3, jeśli chodzi o zawodników, pozostaje z kolei bez zmian. Enea Bastianini zakończył swój pierwszy sezon na KTM-ie na 14. miejscu w mistrzostwach świata, ale z bardzo mocnym akcentem – trzecim miejscem w GP Katalonii. Było to jedyne podium dla marki w 2025 roku wywalczone przez zawodnika innego niż Acosta. Nie dziwi zatem, że nadzieje są spore, podobnie jak u jego team-partnera Mavericka Vinalesa. Osiemnaste miejsce Hiszpana w mistrzostwach w debiutanckim sezonie na KTM-ie, naznaczonym kontuzjami, nie wygląda imponująco. Jednakże czwarta lokata w Hiszpanii i piąta w Assen pokazały, że „Mack” wciąż jest szybki. Kluczowy wydaje się jednak jego ruch zakulisowy i rozpoczęcie współpracy z Jorge Lorenzo. Jeśli ten projekt faktycznie wypali, to Vinales może z optymizmem patrzeć w stronę sezonu 2026.

KTM tymczasem prowadzi swoją grę dalej – z nowym motocyklem, nową wizją i coraz większym znakiem zapytania przy nazwiskach, które miały być fundamentem projektu. Paradoks polega na tym, że właśnie teraz – gdy wreszcie pojawia się motocykl „zbudowany od zera” – przyszłość największego talentu projektu stoi pod największym znakiem zapytania. I być może to jest najważniejsze pytanie tej historii: czy nową erę MotoGP „Pomarańczowi” rozpoczną z Pedro Acostą jako twarzą projektu, czy już bez niego, licząc, że odbudowa techniczna okaże się ważniejsza niż utrata zawodnika, wokół którego wszystko miało się kręcić?

Przeczytaj też:

KOMENTARZE