Stare przysłowie mówi, że każdy jest kowalem swojego losu. Trudno się z tym nie zgodzić. W życiu występują jeszcze przeróżne zbiegi okoliczności. Na większość nie mamy żadnego wpływu. Jednak niektóre z perspektywy czasu wydają się skrzętnie przygotowanym planem. Tak było z moim spotkaniem z Sylwkiem z Eastern Spirit.
Na skróty:
Każdego ranka sam decyduję o włączeniu trzeciej drzemki w budziku, wybieram jeden z kilkudziesięciu czarnych t-shirtów i decyduję, czy pójść do pracy, wybranej przeze mnie jakiś czas temu. Lecz niekiedy bieg zdarzeń prowadzi nas bez naszego udziału, niby przypadkiem, w nieoczekiwaną, ale całkiem ciekawą stronę.
Trop z Internetu
W 2015 roku, podczas weekendowego wypadu do Płocka, trafiłem na nocleg do niewielkiej agroturystyki prowadzonej przez człowieka, dla którego pora dnia nie miała zupełnego znaczenia w kontekście otwierania kolejnych butelek wysokoprocentowych napojów. Skutek był taki, że wraz z żoną dostaliśmy przydział na przyczepę Niewiadów, nieużywaną od co najmniej dwudziestu lat. Zamiast przejmować się wszechobecnym zapachem kurzu i towarzystwem cmentarzyska owadów, czas spędzony w osobliwej agroturystyce wykorzystaliśmy na planowanie imprezy z udziałem motocykli customowych…
Podczas przeczesywania internetu trafiłem na zagraniczny artykuł, traktujący o Polaku, budującym przepiękne cafe racery. Pierwszy zbieg okoliczności – człowiek mieszkał 70 kilometrów od Warszawy. Drugi – w znajomych na Facebooku miał Agnieszkę, moją koleżankę z liceum. Zbieg okoliczności numer trzy – ich znajomość nie była tylko kliknięciem „lubię to” w serwisie społecznościowym. Znali się osobiście, a ja tego samego dnia miałem już kontakt do Sylwestra Mateusiaka – właściciela warsztatu Eastern Spirit.
Godny reprezentant
Dwa tygodnie później, w klubie Iskra Pole Mokotowskie w Warszawie, odbyła się pierwsza impreza pod nazwą „Ride to be vol. 1″, dając tym samym początek wielu zmianom w moim życiu. Zaraz po wydarzeniu założyłem bloga o motocyklach customowych, a historia potoczyła się tak, że dziś jestem w stałym składzie ulubionego magazynu motocyklowego. Przypadek? Nie sądzę!
W tym czasie obserwowałem też kolejne, świetne projekty Sylwka, namówiłem go do zbudowania w niespełna dwa miesiące motocykla na konkurs Ducati Custom Rumble i jeździłem z jego sprzętami na przeróżne imprezy, by pokazać, że my Polacy nie druciarze i godnego reprezentanta na światowej scenie customowej już mamy!
Trzeba przejść z ilości w jakość
W Polsce przyjęło się, że budowa motocykla customowego to łatwy i tani proces, a do tego nie wymagający zbyt wielu umiejętności. Przecież w każdym garażu znajdzie się szlifierka do pocięcia ramy, a szanujący się, domowy majster bez niczyjej pomocy powinien poradzić sobie z instalacją elektryczną czterdziestoletniego motocykla. W efekcie angielskie słowo „custom” w mig zostało spolszczone do „kałstom”, a serwisy aukcyjne zalewane są konstrukcjami, których zrozumienie wymaga spożycia niemałych ilości środków odurzających.
Nowe rewiry
Sylwek po ukończeniu Ducati, nad którym siedział dniami i nocami w garażu (również w święta), wziął na tapet projekt z zupełnie nowej dla niego kategorii. Do tej pory był znany z bardzo charakterystycznych cafe racerów. Jego nowy klient zlecił przebudowanie Hondy NX 650 Dominator z 1996 roku na klasycznego scramblera.
[dd-parallax img=”https://swiatmotocykli.pl/wp-content/uploads/2019/05/181122_Dominator_0160.jpg” height=”700″ speed=”2″ z-index=”0″ position=”left” offset=”false” mobile=”/wp-content/uploads/2019/09/parallaxmobile.jpg”][/dd-parallax]Bazowy motocykl przez wielu do dziś jest ceniony za świetne połączenie właściwości terenowych z szosowymi, lecz jego uroda sprawia, że raczej nigdy nie znajdzie się na liście gorących youngtimerów. Klient obdarzył Sylwka pełnym zaufaniem i dał mu wolną rękę w prawie całym procesie przebudowy. Uczestniczył jedynie w rozbieraniu motocykla i doborze nowego lakieru.
Scrambler z krwi i kości
Prace nad Hondą rozpoczęły się od modyfikacji ramy. Dla utrzymania czystości linii motocykla została ona oczyszczona ze zbędnych mocowań. Tylna część jest wyspawana na nowo, a budowniczy zadbał również o dostosowanie ramy do zupełnie nowego zbiornika paliwa, wziętego z rodzimej SHL-ki. Trzeba przyznać, że świetnie pasuje! Po sprawdzeniu, czy rama trzyma wszystkie kąty, odpowiadające za zachowanie się motocykla, polakierowano ją proszkowo na czarny mat.
Minimalizm formy
Błotniki to efekt godzin wyklepywania blachy. Przedni został zmocowany pod dolną półką zawieszenia, by nikt nie miał wątpliwości, że jest to motocykl terenowy, a nie tylko wystawowa wydmuszka.
[dd-parallax img=”https://swiatmotocykli.pl/wp-content/uploads/2019/05/181122_Dominator_0212.jpg” height=”700″ speed=”2″ z-index=”0″ position=”left” offset=”false” mobile=”/wp-content/uploads/2019/09/parallaxmobile.jpg”][/dd-parallax]Uzyskanie minimalistycznego wyglądu wymagało oczywiście położenia całej elektryki od nowa. Moduł zapłonowy został ukryty pod zbiornikiem, a w klasycznym, scramblerowym siedzisku schowano akumulator. Terenowy styl podkreśla ciekawie poprowadzony układ wydechowy. Kolektory wyspawał Sylwek, a końcówki wykonał Przemek z PS Custom Bike.
Nie da się go pomylić
Warto wspomnieć, że silnik dostały nowe życie. Został rozłożony na części, a po rozwierceniu cylindra o 1 mm trafił do niego nowy tłok Prox. Skrzynia biegów ma nowe łożyska oraz część kół zębatych, nowe jest też sprzęgło.
Lakier na silniku to specjalna struktura wymyślona w Eastern Spirit. Jest odporna na paliwo, oleje oraz wysoką temperaturę, a w słońcu widać mieniące się złote drobinki. Honda dostała złote felgi z oponami Michelin Anakee i charakterystyczne malowanie z 7-warstwowego lakieru, ozdobionego złoto-czerwonymi szparunkami.
Pomimo tego, że jest to scrambler, nie da się go pomylić z motocyklami z innych warsztatów. Sylwek wypracował swój styl i skrzętnie przenosi go na każdy projekt. Gdybym jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności znalazł trochę wolnej gotówki, kolejny scrambler na Dominatorze już rodziłby się w Eastern Spirit!










