Emil Schweitzer był jednym z najbardziej utalentowanych motocyklistów okresu międzywojennego. Twierdzili tak nawet ci uznani mentorzy, którym ciężko przechodziła przez gardło pochwała kogokolwiek innego niż siebie.

Talent wspierał rzetelnymi treningami. Owocnie rozwijającą się karierę, u jej szczytu, przerwał tragiczny wypadek.


REKLAMA

Schweitzer urodził się w 1909 roku. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia na Politechnice w Weimarze. Po powrocie do kraju wstąpił do szkoły pilotów w Dęblinie i równolegle rozpoczął starty w zawodach motocyklowych. Szybko wszedł do czołówki najlepszych polskich zawodników. W 1932 roku zdobył wicemistrzostwo Polski w wyścigach górskich. W 1933 roku został Mistrzem Polski w wyścigach na torze betonowym. W 1934 roku zdobył tytuł Torowego Mistrza Warszawy. Ulubionym motocyklem sportowym Emila Schweitzera był górnozaworowy BMW R 63.

Rekordy

Bicie rekordów prędkości zawsze ekscytowało motocyklistów. Próby odbywały się na dystansie 1 kilometra ze startu lotnego. W Polsce jedna z pierwszych takich prób odbyła się 28 września 1925 roku. Witold Rychter jadąc Nortonem 500 ustanowił wtedy rekordową prędkość – 120 km/h. W 1928 roku, poznański zawodnik Michał Nagengast, jadąc motocyklem Rudge 500, poprawił rekord do wartości 159 km/h.

Latem 1935 roku oficjalnie aktualny był ciągle rekord Nagengasta. Wtedy to Emil Schweitzer i kilku innych zawodników z Warszawy postanowiło go pobić. Emil miał też nadzieję przekroczyć magiczną wówczas barierę 200 km/h. Do próby najstaranniej przygotował się Schweitzer, modernizując swój motocykl Rudge 500, m. in. poprzez budowę specjalnych owiewek. Przeprowadził też szereg jazd treningowych. Już na dwa dni przez oficjalna próbą osiągnął prędkość 183 km/h!

Na klinkierowym odcinku szosy Warszawa – Sochaczew, 23 czerwca 1935 roku, do próby bicia polskiego, motocyklowego rekordu szybkości stanęło czterech zawodników: Emil Schweitzer, Józef Docha, Edward Langer i Tadeusz Frankowski. Poranek przywitał śmiałków słoneczną, choć wietrzną pogodą. Wiatr – nieregularny i porywisty – był niepokojący. Próby jednak nie odwołano. Na starcie stanął Emil Schweitzer.

Wypadek

”START! Z dala słychać równą pracę silnika, przerywaną zmianą biegów. Już widać głowę kierowcy kryjącego się za obudowami – już jest na mierzonym kilometrze. Szybkość doskonała, na pewno padnie rekord. Jeszcze tylko 200, 150, 120 metrów „ – wspominał jeden z kibiców.

Tych ostatnich 120 metrów Emil Schweitzer już nie przejechał. Nagły podmuch wiatru i wada oprofilowania lub układu kierowniczego spowodowały nagłe drgania kierownicy (shimmy), niemożliwe do opanowania. Rozpędzona maszyna z szybkością około 180 km/h wpadła do rowu.

Kierowca, wyrzucony z siodła, przeleciał w powietrzu 20 metrów. Przeżył, był jednak w stanie krytycznym. Po dwóch tygodniach, 9 lipca 1935 roku, Schweitzer zmarł w szpitalu w wieku zaledwie 25 lat (jego grób można znaleźć na warszawskim cmentarzu ewangelicko-augsburskim – red.).

Brat Emila – Alfred – także zapisał się szczytnie w historii motocyklizmu w Polsce, ale o tym wkrótce.

KOMENTARZE

REKLAMA