fbpx

Trzy rundy, trzy zwycięstwa i coraz wyraźniejsze poczucie, że sezon 2026 zaczyna układać się według jednego scenariusza. Po długiej, wymuszonej przerwie MotoGP wraca jednak do Europy – a wielu uważa, że to właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa rywalizacja. Pytanie brzmi, czy ktoś będzie w stanie zatrzymać rozpędzoną Aprilię i przede wszystkim: kto wygra GP Hiszpanii?

Trzy pierwsze rundy sezonu – w Tajlandii, Brazylii i USA – ustawiły hierarchię zaskakująco szybko. Marco Bezzecchi wygrał wszystkie niedzielne wyścigi i z 81 punktami prowadzi w klasyfikacji generalnej. Aprilia dorzuciła do tego prowadzenie wśród konstruktorów i zespołów.

Po Austin rywalizacja nagle się zatrzymała – długa przerwa nie była przypadkiem, bo przez sytuację geopolityczną GP Kataru przeniesiono na listopad. I tak, zamiast płynnego rytmu sezonu, dostaliśmy pauzę, która dla jednych była wybawieniem, a dla innych może oznaczać wybicie z rytmu.

W ten weekend to zawodnicy Aprilii przyjeżdżają do Jerez jako punkt odniesienia. Bezzecchi stoi przed szansą szóstego zwycięstwa z rzędu (i czwartego w tym roku), co w MotoGP zdarza się niezwykle rzadko. Włoch może też podkręcić rekord kolejnych okrążeń  przejechanych na prowadzeniu, która już teraz wygląda imponująco (121 kółek bez przerwy na pozycji lidera w wyścigach). Tyle że ten obraz nie jest całkowicie idealny – wyraźną słabością „Beza” pozostają sobotnie sprinty, w których traci sporo punktów i oddaje inicjatywę rywalom. Jeśli chce utrzymać przewagę w dłuższej perspektywie, właśnie nad tym musi popracować. Wszyscy przecież pamiętają, że to właśnie słabe sprinty częściowo doprowadziły Pecco Bagnaię do utraty mistrzostwa w 2024 roku na rzecz Jorge Martina.

Do tego dochodzi jeszcze jeden haczyk: Jerez nigdy nie było dla Aprilii torem szczególnie łaskawym. Najlepszy wynik to podium Aleixa Espargaro z 2022 roku. Poza tym – żadnego zwycięstwa, żadnej dominacji. Jeśli wygrają tutaj, to już nie będzie „dobry początek sezonu”. To będzie sygnał, że naprawdę zmienił się układ sił.

Marco Bezzecchi prowadzi w „generalce”, ale jak najszybciej musi poprawić swoją formę w sprintach.

Ducati może patrzeć na to wszystko na razie z umiarkowanym niepokojem. Powrót do Europy to swego rodzaju nowe rozdanie. Co prawda ostatnio to oni pisali historię w Jerez – Bagnaia wygrywał tu trzy lata z rzędu (2022–2024), wcześniej triumfował Jack Miller, a łącznie mają sześć zwycięstw w erze MotoGP. Problem w tym, że dziś bardziej żyją przeszłością niż teraźniejszością. Co ciekawe, od ośmiu ostatnich wyścigów żaden z zawodników fabrycznego składu Ducati nie stanął na podium. Jak na Ducati to brzmi jak coś, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia.

W tym wszystkim szczególne uwaga skupi się na braciach Marquezach. Alex wraca do Jerez jako ubiegłoroczny triumfator – to właśnie tutaj w 2025 roku wygrał swój pierwszy wyścig w MotoGP. Tyle że w tym sezonie, na fabrycznym Ducati, jest cieniem samego siebie sprzed kilku miesięcy. Hiszpan nie może odnaleźć się na Desmosedici GP26 i na razie zamiast walki w czołówce – jest dopiero ósmy w mistrzostwach.

A jego brat Marc? Tu robi się jeszcze ciekawiej. Z jednej strony wygrywał w Jerez trzykrotnie i osiem razy finiszował na podium, ale to właśnie tu nabawił się kontuzji, która niemal posłała go na wyścigową emeryturę. Z drugiej – rzeczywistość sezonu 2026: dwa podia w sprintach, zero w niedzielę i 36 punktów straty do Bezzecchiego. Jeśli Marc wygra w niedzielę, sięgnie po setne zwycięstwo w Grand Prix i zapisze się w historii obok Valentino Rossiego i Giacomo Agostiniego. Jerez może być dla niego przełomowe, bo po dłuższej przerwie i czasie na dojście do zdrowia powinien być w lepszej formie fizycznej niż miesiąc temu.

Zwycięstwo Alexa Marqueza w GP Hiszpanii 2025 było jego pierwszym triumfem w MotoGP. Czy to właśnie Jerez będzie dla Ducati punktem zwrotnym w tym sezonie?

Tymczasem KTM to dziś przede wszystkim Pedro Acosta. Hiszpan w dużej mierze maskuje rzeczywistą formę motocykla, bo wygląda jak jedyny zawodnik w tej stawce, który potrafi wycisnąć z niego absolutne maksimum. Trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej robi wrażenie, ale też trochę zakrzywia obraz – to bardziej efekt jego talentu i regularności niż realnej siły całego projektu. W fabrycznym zespole obok niego Brad Binder zawodzi i na razie jest daleko od swojego dawnego poziomu, choć wciąż potrafi nadrabiać słabe kwalifikacje tempem wyścigowym. W Tech3 sytuacja jest jeszcze bardziej niestabilna. Z jednej strony Enea Bastianini ma za sobą udany weekend w USA i wreszcie było widać u niego coś więcej niż walkę o przetrwanie – może to jeszcze nie przełom, ale pojawiło się światełko w tunelu. Z drugiej strony jest problem: kontuzjowany Maverick Vinales wciąż dochodzi do siebie po operacji, a Pol Espargaro, który miał go zastąpić, również wypadł przez uraz.

Z kolei Honda prezentuje się całkiem nieźle, a motocykl stał się bardziej przewidywalny i coraz częściej pozwala zawodnikom po prostu jechać. Tyle że na razie to wciąż czegoś jej brakuje, by regularnie walczyć w czołówce. Najlepszym dowodem jest klasyfikacja generalna: najwyżej sklasyfikowany zawodnik HRC, Luca Marini, zajmuje dopiero 10. miejsce. To pokazuje skalę pracy, jaka wciąż jest przed nimi. Zresztą nawet gdy pojawia się tempo, nie idą za tym wyniki – Joan Mir kilkukrotnie był na dobrej drodze po solidne punkty, ale kończyło się upadkami. W sumie w tym sezonie przewracał się już cztery razy w sprintach i wyścigach, co tylko podkreśla, jak cienka jest granica między postępem a stratą. Do tego dochodzi kolejny problem – rozwój motocykla może wyraźnie wyhamować przez poważną kontuzję Aleixa Espargaro.

I na końcu Yamaha – przypadek, który coraz trudniej tłumaczyć, nawet mimo jazdy z wciąż nowym silnikiem V4. Teoretycznie Jerez powinno napawać Yamahę optymizmem, bo wygrywała tu dziesięciokrotnie i hurtowo stawała na podium. Mało tego, jeszcze rok temu Fabio Quartararo zrobił tu coś kompletnie wbrew logice: pole position i drugie miejsce w wyścigu na motocyklu, który wcale nie powinien walczyć o podium. To był jeden z tych dni, kiedy talent zakrywa wszystkie problemy. Tyle że dziś nawet to nie wystarcza. Yamaha zdobywa punkty od święta i po prostu nie ma tempa. Największym problemem jest jednak to, że na zapleczu coś wyraźnie nie działa, inżynierowie nie słuchają zawodników, a ci są coraz bardziej zrezygnowani. Paradoksalnie słaby wynik w Jerez może im pomóc – Quartararo przyznawał, że Yamaha musi przekonać się, jak daleko jest od czołówki.

W ubiegłym sezonie Fabio Quartararo zaliczył spektakularny weekend w Jerez – z pole position i podium.

Jedno jest pewne – Jerez od lat potrafi oddzielić formę chwilową od tej prawdziwej. I dlatego ten weekend jest tak ważny. Bo jeśli Aprilia wygra także tutaj, to przestaniemy mówić o przypadku, a zaczniemy o realnym początku dominacji. Jeśli zwycięży ktoś inny – narracja o ich hegemonii zacznie się sypać szybciej, niż domek z kart.

Przeczytaj też:

W sezonie 2026 wszystkie sesje treningowe, kwalifikacyjne, sprint oraz wyścigi można oglądać nie tylko poprzez oficjalną stronę MotoGP (po wykupieniu pakietu), ale także w Polsacie Sport Premium 2 oraz na stronie www.polsatsport.pl!

GP Hiszpanii 2026 – program TV rundy MotoGP:

Piątek, 24 kwietnia 2026

09:00 – 09:35 Trening wolny 1 Moto3
09:50 – 10:30 Trening wolny 1 Moto2
10:45 – 11:30 Trening wolny 1 MotoGP
13:15 – 13:50 Trening Moto3
14:05 – 14:45 Trening Moto2
15:00 – 16:00 Trening MotoGP

Sobota, 25 kwietnia 2026

08:40 – 09:10 Trening wolny 2 Moto3
09:25 – 09:55 Trening wolny 2 Moto2
10:10 – 10:40 Trening wolny 2 MotoGP
10:50 – 11:05 Kwalifikacje 1 MotoGP
11:15 – 11:30 Kwalifikacje 2 MotoGP
12:45 – 13:00 Kwalifikacje 1 Moto3
13:10 – 13:25 Kwalifikacje 2 Moto3
13:40 – 13:55 Kwalifikacje 1 Moto2
14:05 – 14:20 Kwalifikacje 2 Moto2
15:00 Sprint (12 okrążeń) MotoGP

Niedziela, 26 kwietnia 2026

09:40 – 09:50 Rozgrzewka MotoGP
11:00 Wyścig (19 okrążeń) Moto3
12:15 Wyścig (21 okrążeń) Moto2
14:00 Wyścig (25 okrążeń) MotoGP

Zdjęcia: Gresini, Aprilia, KTM, Yamaha

KOMENTARZE