fbpx

To miała być przejażdżka na Harleyach, jak każda inna. Wraz z Mariuszem zauważyliśmy, że nie chce nam się zsiadać z motocykli, które nie pasują do reszty towarzystwa. Nowoczesne jednostki Sportstera S i Pana America ST skłoniły mnie do głębszych przemyśleń.

Zastanawiałem się, czy tytuł nie brzmi zbyt dramatycznie, ale rzeczywiście aktualna sytuacja do łatwych chyba nie należy. W mateczniku marki H-D – Stanach, jedynym rosnącym segmentem motocykli są trzykołowce. Ich klient jest już zbyt wiekowy, by poradzić sobie z utrzymaniem ciężkiej maszyny dwukołowej, a spora grupa kupiła już swojego ostatniego Harleya w życiu.

W Europie sytuacja nie jest bardziej kolorowa, aczkolwiek Polska może uchodzić za wyjątek. Jesteśmy rynkiem rosnącym, z ludźmi, których stać na spełnienie marzeń o motocyklu, w tym o amerykańskiej legendzie. Ach ta „legenda”… słowo, które brzmi równie dumnie, co archaicznie. Harley skutecznie utrzymuje kult marki, ale zastanawiam się na jak długo?

Ruchy producenta zza oceanu oceniam pozytywnie. Jednocześnie oferują „klasyczne” ogromne silniki V2 w serii Touring i Softail, oraz nowoczesne jednostki w takich motocyklach jak Night Rod, Sportster czy Pan America. W czym więc problem? Ano w tym, że H-D, jak żadna inna marka potrafi położyć nawet najlepszy projekt.

ZWYKŁA PRZEJAŻDŻKA NA HARLEY’ACH DOPROWADZIŁA NAS DO NIEZWYKŁYCH WNIOSKÓW.

Do wyboru…

Rokrocznie H-D organizuje „Press Ride”, czyli dwudniową przejażdżkę dla mediów. To wydarzenie kończy serię Harley-Davidson Experience Tour. Naładowana najnowszymi modelami ciężarówka krąży po Europie od dilera do dilera i daje możliwość jazd testowych przeróżnymi Harleyami. Umówmy się, motocykle H-D nie przechodzą ogromnych zmian, znam wszystkie nowości, więc nie spodziewałem się żadnych zaskoczeń. A jednak! Mógłbym powiedzieć, że tym razem sprawcą zamieszania jest Pan America ST, ale większą rolę w tej historii odgrywa model Dyna… Tak, dobrze czytacie. Motocykl, który nie jest produkowany od 2017 roku.

W innym materiale [ŚM 01/2025] przeczytacie test porównawczy nowego Street Boba 117 z dwoma przerobionymi, starymi „Dyńkami”. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale to zestawienie pokazało mi czym były, a czym są Harleye z „klasycznymi” silnikami. Obecnie jest łatwiej, przyjemniej, ale zdecydowanie mniej spektakularnie.

W przypadku ciężkich Touringów nie widzę wad. Jazda na nowym Street Glide jest w mojej ocenie o wiele przyjemniejsza niż na jego 10-20 letnim przodku. Nowe krążowniki świetnie się prowadzą, ich zawieszenie działa, a awaryjne hamowanie kończy się skutecznym zatrzymaniem maszyny, a nie zawałem serca. Jednocześnie wygładzone, ale przy tym mocne silniki nie wymagają od nas uwagi, przyjemnie masują i są proste do opanowania.

Gorsze wrażenie wywarł na mnie Low Rider ST. Wygląd? Marzenie. Niesamowicie gangsterski styl, podwyższone zawieszenie, ogromny piec 117” (prawie dwa litry pojemności), sportowy dolot, wydech, czyli istny szał. Problem w tym, że ten szał jest dla mnie wciąż zbyt grzeczny. Zaznaczam, że jest to kwestia oczekiwań. Motocykl był wyposażony w sportowy wydech i zawieszenie Ohlinsa, a we mnie buzowały wspomnienia z jazdy modelami Dyna zbudowanymi przez Chopper House w Jastrzębiu Zdrój. Spodziewałem się wyrywania rąk ze stawów przy przyspieszaniu i zjawiskowego prowadzenia, tymczasem motocykl był po prostu sprawnym krążownikiem w zadziorny opakowaniu.

 

KRĄŻOWNIKI H-D JEŻDŻĄ CORAZ ŁATWIEJ I PRZYJEMNIEJ. MI ZACZYNA BRAKOWAĆ DZIKOŚCI.

Mów mi ST

Słyszałem dużo dobrych opinii o Pan Americe ST. Nie mam wielkiego doświadczenia z pierwszymi modelami, bo nie jestem fanem ciężkich maszyn klasy adventure. Reklamowanie pierwszej „PanAm” skokami na pustyni jest dla mnie po prostu obciachowe. To tak, jakbym ja wpadł na boisko piłkarskie do młodzików, krzyknął „Pa teraz synek!”, po czym wypadłoby mi kolano. Jedyną zrodzoną emocją byłoby zażenowanie. Wersja ST niczego nie udaje, bo zamontowano w niej „normalne” 17-calowe koło, drogowe opony i regulowane tradycyjnymi pokrętłami zawieszenie Showa. Motocykl bez gmoli i z czarnym lakierem, który zdecydowanie wysmuklił sylwetkę nietypowego Harleya.

Wsiadłem na nią rankiem dnia pierwszego, a zsiadłem popołudniem dnia drugiego. W trakcie testów zamieniałem się na inne, wspomniane wcześniej motocykle, ale to były krótkie epizody, trwające maksymalnie 30 minut. Od razu wracałem do Pan America.

Po kilku latach usprawnień, ten motocykl jest zjawiskowo dobry. To moja osobista preferencja, ale dla mnie sprzęt turystyczny musi mieć dwa duże cylindry. Przy dłuższych przelotach autostradami toleruję jedynie tego typu wibracje. Osiągi silnika Revolution Max 1250 są w punkt. Równe 150 koni mechanicznych i 127 Nm momentu obrotowego. Nie za dużo, nie za mało. Dla mnie idealnie. Kultura pracy jest genialna, można jechać obrotami leniwymi albo wysokimi i w obydwu przypadkach jest dobrze. Quickshifter nie zachwyca, ale w tym motocyklu nie powalają mnie również inne rzeczy.

Seryjne siedzenie jest niskie, ale bardzo dziwnie wycięte. Spycha mnie na zbiornik paliwa. Drugiego dnia zamieniłem kanapę na seryjną z Pan America CVO. Było trochę lepiej, ale wciąż nieidealnie. Są jeszcze takie smaczki, jak możliwość rozebrania motocykla gołymi rękami (przednia owiewka jest na zaczepach), ale w tym momencie do gry wkracza „legenda” marki. Idealnie nie jest, ale w całokształcie jazda na ich motocyklach jest w dziwny (legendarny?) sposób uzależniająca.

SILNIKI V2 TO JEDNOSTKI CORAZ BARDZIEJ UNIKALNE. BAWIĄ NAWET WTEDY, GDY NIE SĄ ARCHAICZNE.

Mariusz, co Ty robisz?

Upalając przez dwa dni Pan Americę zauważyłem, że Mariusz Łowicki nie zsiada ze Sportstera S. Motocykla, który zaparkowany wygląda jak najlepszy custom świata, ale dzięki grubej przedniej oponie ma dość specyficzną charakterystykę prowadzenia. Łowca stwierdził, że sam nie wie konkretnie dlaczego, ale zawsze lubił ten motocykl. Nie jest wygodny, prowadzi się jak taczka, ale ma coś w sobie. Sportster bazuje na tym samym silniku, co Pan America, ale ze względu na przeznaczenie generuje nieco mniej mocy.

Stoimy tak sobie i szukamy logiki w naszym postępowaniu. Możemy wybrać dowolny z niemal wszystkich „spektakularnych” modeli H-D, a tymczasem ja jeżdżę na motocyklu typu crossover, a Mariusz na skarłowaciałym power cruiserze. Doszliśmy do wniosku, że po prostu lubimy dobre motocykle. Pomimo karykaturalnej pozycji za sterami i dziwnych kół w nowym „Sporciaku”, motocykl jeździ równie ciekawie, co poprawnie. Przyspiesza, hamuje, jest fajny.

Pan America ST w moim prywatnym rankingu to jeden z najlepszych motocykli turystycznych jakie można kupić. Świetne prowadzenie i silnik, relatywnie prosta konstrukcja, brak elektronicznych rozpraszaczy uwagi i cena (okolice 90 000 zł), która w porównaniu z konkurencją wydaje się uczciwa. Może brzmi to wariacko, ale niech ktoś mi wymieni turystyczne V2, które można obecnie kupić?

Z jednej strony szalony i drogi KTM 1290 (zaraz 1390) Super Adventure S, a z drugiej fajne, ale nieco słabawe Suzuki V-Strom 1050. Poza nimi możemy patrzeć na Morbidelli V1000 i Moto Morini XCape 1200, gdzie obydwa motocykle mają chiński rodowód. Wspomniałem już, że Pan America ST jako jedyna występuje w tym peletonie z 17-calowym przednim kołem?

Mam pewne obawy

Po doświadczeniu w Grecji i Jastrzębiu Zdrój zmienił się mój stosunek do nowych motocykli Harley-Davidson. Mam pewną obawę, że ogromne silniki typu 117” prędzej, czy później będą odchodziły do lamusa. Wciąż są ciekawe, ale już wiem, że kiedyś były ciekawsze. Jeżeli ktoś nie miał doświadczeń z wcześniejszymi H-D, to z pewnością nowe Softaile i Touringi nie rozczarują, a być może i zachwycą.

Mnie interesuje dalsza przyszłość i w mojej ocenie są nią silniki RevolutionMax, które odnajdujemy teraz w Sportsterze i Pan America. Harley powinien przedstawić nam więcej modeli bazujących na tych jednostkach, bo przy zalewie rzędowych silników dwucylindrowych czy innych V4 i R4, duży, nowoczesny silnik V2 okazuje się być produktem deficytowym. Daje to idealną okazję na połączenie tradycyjnych wartości z nowoczesnością.

Czy H-D to wykorzysta? Nie sądzę. Mało kto potrafi tak spektakularnie pogrzebać dobre projekty już w przedbiegach. Pamiętacie koncepcyjny model Bronx z 2021 roku? No właśnie. Nadchodzące lata mogą być naprawdę decydującym momentem dla amerykańskiej marki. Pytanie, czy oni sami są tego świadomi?

Zdjęcia: H-D Grecja

 

Tekst po raz pierwszy ukazał się w drukowanym wydaniu magazynu „Świat Motocykli” [06/2025]

KOMENTARZE