Nie zbiera punktów za styl, nie gryzie się w język i nigdy się nie poddaje, bo nie lubi przegrywać! Poznajcie Coopera Webba, który właśnie rozpoczyna obronę mistrzostwa AMA Supercross i walkę o swój czwarty tytuł. Czy po raz kolejny udowodni, że obsesja poparta sprytem może pokonać talent oraz umiejętności?
Nawet jeżeli jesteście zagorzałymi fanami Supercrossu, to z pewnością niewielu wymieniało Coopera Webba wśród faworytów sezonu 2025 do zdobycia tytułu w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej motocykli terenowych na świecie. Wydawać się mogło, że mimo dwóch tytułów w królewskiej klasie na koncie, ten dosyć niski, nie wyróżniający się bajeczną techniką czy porażającą prędkością zawodnik Star Racing Yamaha, nie ma szans w starciu z takimi gwiazdami, jak Eli Tomac, Jett Lawrence, czy Chase Sexton… Szczególnie, że po operacji kciuka zaliczył zaledwie dwa treningi przed startem sezonu. Przy tak mocnej stawce można było zapomnieć o tym, co jest najmocniejszą kartą Webba – jeśli jest lekceważony albo pomijany, to robi się zły. A właśnie wtedy jest najniebezpieczniejszy!
Poznaj lepiej Coopera Webba – przeczytaj artykuł tutaj!
Do zwycięstwa w jednej z najniebezpieczniejszych serii wyścigowych na świecie i zgarnięcia miliona dolarów bonusu za tytuł, nie wystarczy jednak być szybkim i uwielbianym przez kibiców. Trzeba wykazać się nieustępliwością, konsekwencją i sprytem. Dokładnie taki przepis zastosował Cooper Webb, który do ostatniej rundy walczył o tytuł z Chasem Sextonem. Mimo braku fajerwerków na starcie supercrossowej kampanii w sezonie 2025, Webb od samego początku walczył o każdy punkt. Głęboko zakorzenione przez tatę nauki, aby nigdy się nie poddawać, nie pozwoliły mu odpuścić nawet na chwilę. Kiedy na skutek kontuzji z walki o tytuł odpadali po kolei jego najwięksi rywale, on pokornie robił swoje, nie tracąc wiary i zarywając noce na obmyślanie sposobu, co zrobić, żeby zakończyć sezon na szczycie. Dzięki równej jeździe, popartej coraz lepszymi wynikami, piął się w górę rankingu i kiedy stało się faktem, że będzie jednym z głównych aktorów tej kampanii, zaczął sięgać po swoją najmocniejszą broń. Młodzieńcze lata spędzone na trenowaniu koszykówki czy futbolu nauczyły go, jak używać słów i gestów, aby prowokować rywali i zmuszać ich do błędów.

Mocne i ostre obietnice zaciętej walki o tytuł podczas wywiadów i konferencji prasowych trafiały również do Sextona, który nie mógł zapomnieć o tych słowach i popełniał błędy. Chase dał się wciągnąć w gierki Webba, przez co kilkukrotnie między palcami uciekły mu ważne punkty. Przełomowym momentem był przystanek w Arlington rozgrywany w formacie Triple Crown (trzy wyścigi główne zamiast jednego, z których suma punktów decyduje o ostatecznym wyniku rundy). Po zbudowaniu przewagi punktowej w dwóch pierwszych finałach, Sexton nie musiał bezpośrednio pokonywać Webba, żeby wygrać rundę. Jadąc jednak na drugim miejscu i mając w polu widzenia prowadzącego Coopera, Chase nie wytrzymał. Rzucił się do szarży na ostatnich okrążeniach, aby zaznaczyć swoją dominację. Szykując się do ataku nie przewidział ostrego hamowania lidera i mocnego ścięcia jednego z zakrętów. Sexton zahaczył o tylne koło Webba i zaliczył niegroźną, ale jednak bardzo kosztowną wywrotkę, bo w konsekwencji zajął „dopiero” 3. miejsce w zawodach i sprezentował Webbowi aż 5 punktów. Zły na siebie podczas wywiadu stwierdził, że „stając na stercie, zawsze ściga się po zwycięstwo w wyścigu” i że „to dopiero siódma runda, więc nie ma co kalkulować, bo do końca sezonu jeszcze daleko”.
Okazało się jednak, że to były najważniejsze punkty w serii, bo mimo rewelacyjnej jazdy w końcówce sezonu, nawet siedem wygranych łącznie rund nie wystarczyło, aby pokonać Webba… Cooper odnajdywał formę kiedy było to najważniejsze, jak podczas pamiętnej, błotnistej rundy w Foxborough kiedy na ostatnich okrążeniach zaczął odrabiać po minucie do liderów, aby ostatecznie wślizgnąć się na podium. Ostatecznie udało mu się przypieczętować swój trzeci w karierze tytuł mistrza AMA Supercross w klasie 450. Oprócz uznania za zostanie najstarszym (29 lat) zwycięzcą królewskiej klasy i jednocześnie najdłuższej przerwie od między zdobytymi tytułami (4 lata) w historii, z pewnością zdobył również wielu fanów za swoją dobitną szczerość. Nie tylko wdzięcznie podkreślał pomoc “najlepszego kolegi z zespołu” w zdobyciu tytułu, ale w wywiadach po wyścigach, mimo, że był ostry w swoich wypowiedział to potrafił robić to z poczuciem humoru oraz w razie potrzeby – pokorą. Tak, jak wtedy, gdy po porażce podczas 13. rundy w Philadelphii zapowiedział, że na kolejny przystanek wróci, aby “skopać tyłek Chase’owi”. Jednak tydzień później w East Rutherford Sexton dosłownie rozgromił Webba zwyciężając z 20-sekundową przewagą. Webb pokornie przyznał, że został ofiarą swoich słów i nie szczędził uznania Chase’owi za jego imponującą jazdę tego wieczoru.
Jego gierki słowne i gry psychologiczne względem rywali, mimo że nie zawsze wydają się najszlachetniejsze, to jak widać – działają. Cooper jest świadomy, że nie każdemu muszą się podobać takie zagrywki, ale nie ukrywa, że to jedna z jego mocniejszych broni. Pomaga mu realizować strategie, a przy tym po prostu jest częścią tego, kim jest. Przyznaje, że w gronie swoich przyjaciół, czy nawet mechaników, na co dzień docinają sobie jeszcze ostrzej, tylko mają do tego duży dystans. On sam szlifuje to rzemiosło już od czasów szkolnych, kiedy uczęszczając do publicznych placówek swoje braki w tężyźnie fizycznej, musiał nadrabiać ciętymi ripostami.
Teraz Cooper Webb rozpoczyna walkę o swój czwarty tytuł mistrza AMA Supercross w klasie 450 i pierwszą w karierze udaną obronę. Brak w stawce Jetta Lawrence’a sprawia, że nie ma rywala, którego Webb nie pokonałby w bezpośredniej walce o złoto. Czy więc i tym razem uda mu się tego dokonać? Tego dowiecie się śledząc sezon AMA Supercross 2026!

Czy Cooper Webb obroni tytuł mistrzowski?
