fbpx

Breva V1100 jako pierwszy seryjnie produkowany motocykl spełnia normy czystości spalin Euro3

Moto Guzzi wybiegło w przyszłość już teraz, przystosowując swoje najnowsze dziecko do standardów, które mają obowiązywać jednoślady prawdopodobnie dopiero od 2007 roku.

 

W zamyśle twórców, Breva V1100 skierowana jest do motocyklowych turystów ceniących klasyczne linie. Ale nie można zarzucić jej braku nowoczesności. Już przy pierwszym kontakcie uwagę zwraca jej centrum dowodzenia, czyli ciekłokrystaliczny wyświetlacz konsoli przyrządów wraz z licznymi gadżetami. Na początku wybierzmy język. Do wyboru mamy: włoski, angielski, hiszpański i niemiecki. Polskiego brak. W zależności od szerokości geograficznej i obowiązującego systemu miar możemy zamienić mile na kilometry i Fahrenheity na Celsjusze. Na wyświetlaczu dowiemy się m.in. o temperaturze otoczenia, średnim lub chwilowym zużyciu paliwa, czasie przejazdu i maksymalnej prędkości na trasie. Zegar? To rozumiem. Co innego stoper. W tym niesportowym motocyklu raczej niewielki z niego pożytek.

 

Ze sportowych maszyn przejęto także flesz – błyśnie nam w oczy przy zaprogramowanej przez nas prędkości obrotowej silnika. Mimo nafaszerowania go tą całą elektroniką, pozostawiono analogowe zegary obrotomierza i prędkościomierza. Także o poziomie paliwa informuje tradycyjna wskazówka i lampka rezerwy, która zapala się, kiedy w baku pozostają jeszcze cztery litry benzyny. Przy spalaniu średnim na poziomie 6,5 l/100 km powinno wystarczyć na przejechanie ok. 60 km. Nowatorskie jest w Brevie sterowanie wszystkimi funkcjami wyświetlacza. Obsługuje się je przyciskiem zamontowanym pod lewym palcem wskazującym. Wygodne i przede wszystkim bezpieczne – o ile co jakiś czas oderwiemy wzrok od aparatury i zerkniemy na drogę. Odwrotnie – i to dosłownie – jest z kierunkowskazami i klaksonem. Zamieniono je ze sobą miejscami. Przyzwyczajeni do innych motocykli będą namiętnie trąbić, zanim włączą lub wyłączą kierunek.

Asystent zapalania

Brevę nafaszerowano elektroniką. Rozbudowany zestaw przyrządów to tylko początek. W nowym Moto Guzzi zastosowano „asystenta zapalania”. Po przekręceniu kluczyka wystarczy na krótką chwilę dotknąć guzik startera. Rozrusznik będzie kręcił tak długo, aż silnik zaskoczy, nawet wówczas, kiedy puścimy przycisk. Jak zaobserwowałem, przy rozruchu dobrze jest mimo wszystko ruszyć manetką gazu. Silnik uruchamia się wówczas szybciej. W przeciwnym razie kręci kilka obrotów „na pusto”. Ciekawe, czy to nie przez normę Euro3? Być może aby jej sprostać, przy zamkniętych przepustnicach mieszanka jest nadmiernie zubożana i stąd te problemy z rozruchem „bez gazu”…

 

Silnik – charakterystycznie dla wzdłużnie ustawionych wałów korbowych – przechyla motocykl po dodaniu gazu. Jedni tego nie cierpią, inni kochają. Ci pierwsi takich nie kupują. Drudzy nie wyobrażają sobie motocykla, który nie kiwnąłby się po dodaniu gazu. Pierwszy bieg wkładamy niepostrzeżenie. Nie słychać charakterystycznego „klik”. To miłe. Za skrzynię biegów należą się wyrazy uznania. Napęd na tylne koło przenoszony jest w charakterystyczny dla Moto Guzzi sposób, czyli wałkiem kardana, z tą różnicą, że zamiast znanego od lat wahacza, zastosowano element z jednym ramieniem. W jego wnętrzu obraca się wał. Dzięki temu lewa strona tylnego koła wygląda bardzo ciekawie. Szkoda, że efektowny gadżet w postaci monowahacza przesłania sporych gabarytów tłumik. Poprowadzono go dość nisko – wszystko po to, by sprostać wymogom, jakie postawiono przy projektowaniu tego motocykla – tak więc duży nacisk położono na turystykę. Wyżej poprowadzony tłumik może i poprawiłby wygląd maszyny, ale też przysporzył kłopotów z mocowaniem kufrów. Trzeba zaznaczyć, że kufry bagażowe znajdują się na czele listy elementów wyposażenia dodatkowego. Uchwyty do nich mocuje się tak, by nie psuły linii po zdjęciu kufrów. Boczne mają pojemność po 29 l. W każdym znajdziemy dopasowaną torbę. Topowy kufer w zależności od naszych potrzeb może mieć 28 lub 45 l pojemności.

 

Jakość materiałów nie budzi zastrzeżeń. Sam design, choć mocno podporządkowany ergonomii, nie pozostawia wątpliwości, że został stworzony przez Włochów. Warto zwrócić uwagę na takie szczegóły jak oświetlenie. Wewnątrz przedniego klosza wygospodarowano miejsce dla soczewkowej lampy świateł drogowych. Tylny reflektor wykonano w technice świecących diod. Zresztą nie tylko elementy wizualne są warte uwagi. Weźmy np. dźwignie hamulca nożnego i zmiany biegów – obydwie mają mimośrodową regulację końcówek. Pozwala to na precyzyjne dostosowanie ich do potrzeb kierowcy. Wszystkie przewody, nie tylko hamulcowe, ale też olejowe, posiadają stalowy oplot.

 

Niewątpliwie Moto Guzzi V1100 Breva znajdzie nabywców wśród prawdziwych pasjonatów motocykli, którzy gubią się już w zalewie takich samych, syntetycznych maszyn. Ma nad nimi jeszcze jedną przewagę – jest podobna do motocykla. Bo dziś nie jest to już tak całkiem oczywiste, który motocykl jest motocyklem, a który stał się… No właśnie. Czym?

Kompendium

Typ: czterosuwowy, chłodzony powietrzem
Układ: dwucylindrowy, wzdłużny, widlasty V 90*
Rozrząd: OHV, dwa zawory na cylinder
Pojemność skokowa: 1064 ccm
Moc maksymalna: 86 KM (63 kW) przy 7500 obr./min
Moment obrotowy: 85 Nm przy 6800 obr./min
Wysokość siedzenia: 800 mm
Zbiornik paliwa: 23 l
Prędkość maksymalna: 220 km/h
Zużycie paliwa: 6,5 l/100 km
CENA: 11 500 euro
Importer: Polmotor, ul. Kaczeńca 4/6, Warszawa, tel.: (0-22) 812 00 75, www.motoguzzi.pl
KOMENTARZE