Kontuzja, zbyt szybki powrót, kolejna operacja – coraz więcej pytań i coraz mniej odpowiedzi. Historia Mavericka Vinalesa zaczyna przypominać równię pochyłą. Czy to tylko kolejny kryzys, czy początek końca jego kariery?
Zacznijmy od konkretów, bo w przypadku Mavericka Vinalesa chronologia ma znaczenie. Punkt zwrotny to lipcowa runda na Sachsenringu w 2025 roku. To właśnie podczas niemieckiego Grand Prix „Mack” zaliczył poważny wypadek, w którym uszkodził lewy bark. Skończyło się operacją i długą rehabilitacją – kontuzja dotyczyła struktur stabilizujących staw, co w realiach MotoGP oznacza jedno: miesiące walki o powrót do pełnej sprawności.
Maverick Vinales tadi mengalami crash di awal Q2 #GermanGP, yang membuatnya tidak bisa lanjut di sesi tersebut.
Saat ini Vinales dibawa ke rumah sakit untuk melakukan pengecekan kondisi bahunya pasca crash tadi.
Semoga hasilnya baik-baik saja 🙏 pic.twitter.com/37x751cx7t
— Lambe #RESIN6 (@LambeResing) July 12, 2025
Tyle że Vinales nie zamierzał czekać. Pierwszą próbę powrotu podjął już w sierpniu przy okazji rundy na Red Bull Ringu. Weryfikacja była szybka: organizm nie nadążał za planami Mavericka, a jego weekend skończył się przedwcześnie. Opuścił też rundę na Węgrzech, by wystartować w Barcelonie, Misano i na Motegi. Było to jednak bardziej odhaczanie listy obecności niż rywalizacja o konkretny wynik. Jazda z bólem, brak stabilności i coraz wyraźniejszy brak pewności przy wejściach w zakręty. W Indonezji znów pojawiły się problemy, a Maverick ponownie zrobił sobie przerwę. Wrócił jeszcze podczas finału w Walencji, ale i tam kondycyjnie nie dał rady – wycofał się przed zakończeniem wyścigu.
I tu pojawia się pierwszy poważny błąd – powrót nastąpił po prostu zbyt szybko. Vinales przekonywał, że jest gotowy, ale rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. Jak przyznał później Pit Beirer, dyrektor motorsportowego ramienia KTM-a, Hiszpan „okłamywał samego siebie”. Ponadto, ponieważ była to jego pierwsza tak poważna kontuzja w karierze w MotoGP, być może po prostu nie rozumiał jeszcze, jak słuchać własnego ciała. W MotoGP nie da się „dojeździć” formy – jeśli nie masz pełnego czucia motocykla, to każda kolejna runda tylko pogłębia problem. Beirer trafnie zauważył też, że kiedy jeździsz z bólem, zaczynasz tracić wyczucie motocykla, a wtedy maszyna, która jeszcze chwilę wcześniej była świetna, nagle przestaje taka być.
Zimą pojawiła się próba resetu. Vinales połączył siły z Jorge Lorenzo – pięciokrotnym mistrzem świata, który miał pomóc mu uporządkować zarówno przygotowanie fizyczne, jak i podejście mentalne. Plan był prosty: więcej kontroli, więcej powtarzalności, mniej chaosu. W teorii wszystko się zgadzało. W praktyce sezon 2026 bardzo szybko to zweryfikował.
Przeczytaj też: Viñales i Lorenzo łączą siły. Przepis na sukces czy katastrofę?

Współpraca Mavericka Vinalesa i Jorge Lorenzo nie przetrwała próby czasu. Oficjalnie niczego nie potwierdzono, ale od początku sezonu 2026 Lorenzo nie pojawia się u boku zawodnika KTM-a.
Co ciekawe, po zimie nie wyglądało to jeszcze aż tak źle. Według Beirera więzadło u Mavericka było wygojone, a testy na Sepang wypadły bardzo dobrze i wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Dopiero podczas testów w Buriram pojawił się ból, który początkowo w KTM-ie uznano za zwykłe przeciążenie po pierwszych intensywnych jazdach.
Już w pierwszych rundach nowego sezonu było jednak widać, że coś nie gra. Vinales jeździł „na pół gwizdka”, bez tempa i bez pewności siebie. Nie zdobył ani jednego punktu, a jeśli dojeżdżał do mety, to w samej końcówce stawki.
Kulminacja przyszła w Austin – i to w stylu, który tylko podkręcił chaos wokół jego sytuacji. Vinales wycofał się z dalszej rywalizacji po przejechaniu zaledwie jednego treningu. Hiszpan wciąż odczuwał skutki kontuzji barku odniesionej na Sachsenringu, a badania wykonane na początku tygodnia wykazały, że śruba utrzymująca ścięgno po operacji… przemieściła się. To właśnie ona odpowiadała za stabilizację uszkodzonej struktury – i to jej poluzowanie powodowało ból oraz ograniczenie siły w lewym barku.
Decyzja? Powrót do Europy i zabieg usunięcia śruby. Pytanie, które ciśnie się samo, brzmi jednak inaczej: skoro o problemie było wiadomo jeszcze przed wylotem do USA, to po co w ogóle lecieć do Austin? Żeby przejechać jeden trening i się wycofać?
Efekt jest taki, że Vinales znów jest w punkcie wyjścia – dochodzi do siebie po operacji, znowu pauzuje i znowu nie wiadomo, kiedy wróci. Planował start podczas domowego Grand Prix Hiszpanii, ale nic z tego nie wyszło. Teraz Maverick celuje w powrót podczas majowej rundy na torze w Le Mans.
Nic dziwnego, że cierpliwość w KTM-ie zaczyna się kończyć. Najmocniej wybrzmiewają słowa Pita Beirera, który w wywiadzie udzielonym Speedweekowi nie zostawił żadnych złudzeń:
„Teraz skończyła mi się cierpliwość, bo nie interesuje mnie już, czy on uważa, że jest gotowy. Każę mu wisieć na drążku i chcę zobaczyć 20 podciągnięć, potem 20 pompek, do tego stanie na głowie i na rękach. Muszę być pewny, że nie odczuwa żadnego bólu” – mówił Beirer.

Maverick Vinales wystartował w jednym treningu w USA i wycofał się z dalszej rywalizacji. O poluzowanej śrubie wiedział jednak jeszcze przed wylotem do Stanów Zjednoczonych…
Jednocześnie we wspomnianym wywiadzie Beirer podkreślał, że dla KTM-a ta sytuacja jest podwójnie frustrująca, bo to właśnie Vinales w ubiegłym roku był zawodnikiem, który nadawał kierunek rozwojowi motocykla. Tym bardziej bolesne jest więc to, co obecnie się z nim dzieje – zwłaszcza że jeszcze przed startem sezonu to właśnie Hiszpan stawiany był w roli murowanego faworyta do startów w fabrycznym zespole KTM-a w sezonie 2027 u boku Alexa Marqueza.
Wystarczyło jednak kilka tygodni, by sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie. Sygnał płynący z wypowiedzi Beirera jest jasny: koniec taryfy ulgowej. A może nawet coś więcej – sygnał, że KTM zaczyna patrzeć na Vinalesa nie jak na potencjalnego lidera projektu, tylko jak na problem, który wciąż nie chce się rozwiązać.
Dziś coraz częściej pojawia się więc pytanie nie tylko o powrót Mavericka Vinalesa do formy, ale o jego przyszłość. Bo w paddocku coraz więcej osób zastanawia się, czy Hiszpan w ogóle będzie w stanie kontynuować karierę na najwyższym poziomie – i czy znajdzie dla siebie miejsce na sezon 2027, niekoniecznie w fabrycznym zespole KTM-a…
Przeczytaj też:
- MotoGP wraca do Europy. Czy Aprilia wygra po raz kolejny?
- Yamaha musi zrozumieć, że jest wolna – Fabio Quartararo
- Ai Ogura w Yamasze?! Czy ten duet ma szansę na sukces?
- Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?
- Transferowa cisza przed burzą. Jak mogą wyglądać składy w 2027 roku?
- Baggerowy Puchar Świata dla dziewięciu… Kamil, musisz?!
- Co wywołało chaos w GP Brazylii? – Organizatorzy odpowiadają!
- Jakie rekordy MotoGP może pobić Marc Marquez w sezonie 2026?
- Jak działają kary w sezonie 2026 MotoGP?
Zdjęcia: KTM, Red Bull Content Pool










