fbpx

Tym razem wybrałem się na zwiedzanie okolicy Łowicza i Tomaszowa Mazowieckiego. Koniec kwietnia był do tego idealną porą: ciepło i słonecznie – aż głupio było siedzieć w domu.

Często, jeżdżąc różnymi motocyklami, spotykam się z drwinami na temat motocykli mniejszej pojemności. Równie często ze stwierdzeniem, że jeżeli ktoś dosiada sprzętu o pojemności 125 ccm, to powinien jeździć osobno, a nie z dużymi turystykami. Gdzieś w naszym społeczeństwie nadal zakorzeniony jest kompleks posiadania, którego do końca nie umiem rozgryźć.


REKLAMA

Owszem, zawsze można rzucić: „a jechałeś kiedyś ze >>stodwudziestkąpiątką<< cały dzień? Można się zanudzić!” A ja jechałem… Jechałem i z „pięćdziesiątką”. Nigdy jednak nie rozgryzałem tego zagadnienia w ten sposób.

Pośpiech to przy pchłach…

Tym razem postanowiłem udać się w podróż w taki sposób, żeby kontrast był jak największy. Wybrałem BMW F 750GS, a drugim sprzętem, na którym jechała moja druga połowa, był Barton Hyper 125. Jak widzicie, to totalnie dwa różne światy. Okazuje się jednak, że te dwa światy nie są od siebie zbytnio odległe. Bo przecież to nadal motocykle. A pośpiech? Wskazany jest wyłącznie przy łapaniu pcheł.

Tym razem wybrałem się na objazd rejonu Łowicza, Skierniewic oraz Tomaszowa Mazowieckiego. Tak naprawdę nie są to miejsca zbytnio egzotyczne i na pierwszy rzut oka zachęcające turystycznie, ale po głębszej analizie naprawdę ciekawe. Ciekawe, bo znajdziemy w nich wiele atrakcji turystycznych i ciekawe z punktu widzenia motocyklisty.

Przyjemnie, bo spokojnie

W podróż wyruszyliśmy z samego rana. Przeznaczyliśmy na nią cały dzień. Dystans, jaki mieliśmy pokonać, to około 300 kilometrów. Tak naprawdę niezbyt wiele, ale na naszej trasie było kilka punktów, które chcieliśmy zwiedzić, więc tego czasu nie mieliśmy aż tak dużo. Co więcej, na drogach panował bardzo duży ruch, bo zbliżały się święta Wielkanocne.

W okolice Łowicza udaliśmy się we dwójkę. Co prawda Ala rzadko jeździ motocyklem, ale na tyle dużo, żeby bezpiecznie pokonać ten dystans. Szybko władowaliśmy się w korek. Mogliśmy go oczywiście minąć, ale nie chciałem przeciskać się między autami, to zbędne ryzyko – szczególnie dla osoby, która nie jeździ zbyt dużo na motocyklu. Staliśmy zatem spokojnie i czekaliśmy.

Wkrótce ominęliśmy zatłoczoną Łódź i zaczęliśmy jechać w stronę Łowicza. Ruch na drodze bardzo szybko upewnił nas, że trzeba opuścić główne arterie. Odpaliłem GPS i użyłem po raz kolejny opcji „trasa rowerowa”. Praktycznie od razu zjechaliśmy z trasy i pustymi dróżkami – nierzadko szutrowymi – jechaliśmy do pierwszego celu naszej podróży.

Wreszcie zrobiło się przyjemnie. Bez pośpiechu, przy wiosennej aurze jechaliśmy przed siebie. W końcu dotarliśmy do pierwszego przystanku w naszej podróży – Łowickiego Parku Etnograficznego w Maurzycach. Bardzo ciekawe miejsce. Bez wątpienia klimat tego miejsca jest niepowtarzalny. Jeżeli będziecie w okolicy, musicie tu zajrzeć. Miejsce to znajduje się około 7 kilometrów od Łowicza, przy trasie Poznań – Warszawa. Budynki zgromadzone w skansenie to świadectwa architektury dawnego Księstwa Łowickiego.

W „mazowieckim Wawelu”

Co prawda pogoda przestała zachęcać do spacerów po okolicy w odzieży motocyklowej, bo zrobiło się naprawdę ciepło, ale z jeszcze większą przyjemnością wskoczyliśmy na sprzęty i pojechaliśmy dalej. Czas na Łowicz.

Już po kilku metrach zrobiło się przyjemniej. Wskoczyliśmy na trasę i pojechaliśmy do centrum miasta. Piękny jest ten Łowicz. Szczególnie urokliwy jest Start Rynek. W bliskim sąsiedztwie znajduje się gotycka, lecz przebudowana w bogatym, barokowym stylu bazylika katedralna Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja, nazywana „mazowieckim Wawelem” (nie bez powodu, pochowanych jest w niej 12 arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski, korpus otaczają kaplice nagrobne z okresu od od XVI do XVIII wieku), Brama Prymasowska, siedziba biskupa łowickiego, XVIII-wieczny dziedziniec (zwany też kurią) wikariuszy z figurą św. Jana Nepomucena czy ratusz.

Na rynku znajdują się dwa pomniki: Synom Ziemi Łowickiej Bojownikom o Niepodległość (powstał w 1927 r. dla upamiętnienia żołnierzy poległych w walkach o odzyskanie niepodległości, zniszczony przez Niemców w 1941 r., rozebrany po wojnie, odbudowany w 1986 r.) i papieża Jana Pawła II z 2000 roku (ustanowił diecezję w Łowiczu). Czas jednak był jechać dalej. Przed nami było jeszcze kilka punktów do zwiedzenia i ponad 200 kilometrów do przejechania.

Do Niebieskich Źródeł

Z Łowicza pojechaliśmy w stronę Skierniewic, a stamtąd do Tomaszowa Mazowieckiego. Najpierw jednak otarliśmy się o Bolimowski Park Krajobrazowy i położony w bliskim sąsiedztwie park Arkadia w Nieborowie. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego typu atrakcji, ale tym razem nie byłem sam. Musicie pamiętać, że wstęp do parku jest płatny (22 złote!). Dwa bilety to równowartość paliwa, które może zasilać Bartona przez 300 kilometrów… Na tym poprzestanę.

Niebieskie źródła - Tomaszów Mazowiecki

Bolimowski Park Krajobrazowy zasługuje na osobną opowieść. Wspomnę tylko, że znajdują się tam 23 szlaki turystyczne, 5 rezerwatów przyrody czy 62… bocianie gniazda. Poza tym jest on domem dla wielu gatunków zwierząt takich jak właśnie bociany, daniele, sarny czy łosie.

Bardzo chcieliśmy wreszcie zobaczyć tzw. niebieskie źródła. Ruszyliśmy zatem do Tomaszowa Mazowieckiego – to właśnie tam znajduje się rezerwat przyrody Niebieskie Źródła. Rezerwat położony jest w dolinie rzeki Pilicy. Główny kompleks wodonośny stanowią spękane wapienie jurajskie, z których tryska woda, przybierająca niebiesko-błękitno-zieloną barwę.

Barwa wody jest efektem rozproszenia światła słonecznego. Co ciekawe zmiana odcieni barwy wody uzależniona jest od pogody, stopnia nasłonecznienia bądź zachmurzenia. Urokliwe miejsce. W pobliżu jest też Skansen Rzeki Pilicy z unikalnymi eksponatami z czasu II wojny światowej (opisywaliśmy go już w ŚM).

Zostaliśmy chwilę i odpoczywaliśmy, ale szybko zorientowaliśmy się, że powinniśmy ruszać dalej. Przed nami było jeszcze ponad 100 kilometrów, a dzień chyli się już ku końcowi.

Trzeba wziąć na cierpliwość

Wraz z zachodem słońca zaczęła spadać temperatura. Wskoczyliśmy na motocykle i teraz już trasą S8 pruliśmy do domu. Barton wkraczał w prędkość „nadświetlną” (dla niego…) – jechał 90 km/h. Ale szybciej nie musimy, aż tak się nam nie spieszyło. W sumie jednak motorek całkiem dobrze poradził sobie na ekspresówce.

Cóż z tego, skoro jeszcze pod Piotrkowem Trybunalskim władowaliśmy się w korek tak gęsty, że nie było szansy przeciskać się. Nie próbowaliśmy. Budowa autostrady A1 dopiero się tu zaczyna, więc trzeba się do niego przyzwyczajać…

Ciekawe linki

http://muzeumlowicz.pl/skansen_w_maurzycach/

https://zabytek.pl/pl/obiekty/lowicz-bazylika-katedralna-dawna-kolegiata-prymasowska-pod-wezwa

http://dziedzictwo.ekai.pl/@@lowicz_katedra

http://www.kultura.lodz.pl/pl/poi/882

http://www.kultura.lodz.pl/pl/poi/204

http://skansenpilicy.pl/

KOMENTARZE

REKLAMA

Polecane artykuły
15 września na głażewskim torze odbędzie się czwarta, a zarazem…
Stany Zjednoczone bardzo poważnie traktują wojny. Zwłaszcza, jeżeli same zostają…