fbpx
A password will be e-mailed to you.

Miałem osiemnaście lat i motocykl szosowy ze sportowym silnikiem, a w „Świecie Motocykli” znalazłem dodatek – płytę „Wojownicy ulicy”. Ten jeden z pierwszych filmów z popisami na motocyklach był dla mojej Hondy jak wyrok. A mimo to nie poddała się.

Pielgrzymka po motocykl

Po tym jak Pan doktor powiedział, że nie mogę jeździć na motocyklu crossowym, zapytałem, się czy mam pozwolenie na jazdę po asfalcie. Sprzeciwu nie było i w taki sposób moją pierwszą maszyną drogową została Honda CB 600 Hornet z 1998 roku. Jednak droga do niej nie była prosta.

Jako napalony młodzieniec, zakatowałem na śmierć VHS-a z filmem „Miłość w rytmie rap”. Po nim mogłem mieć tylko jedno pragnienie: ścigacz! Niestety, po dwóch nieudanych próbach kupna wymarzonego ZX6-R (jedyne wypadki samochodowe w życiu – w odstępie miesiąca – w trasie po motocykl), stwierdziłem, że to chyba znak i nie powinienem zaczynać od „plastika”. Zacząłem więc szukać alternatywy.

Oczywiście najważniejszym kryterium była moc. Nie, nie byłem skończonym idiotą i obstawałem przy pojemności 600 ccm. W ten oto sposób znalazłem motocykl, który wyglądał niewinnie, ale miał sportowe osiągi. Mowa oczywiście o Hornecie, który napędzany jest silnikiem ze sportowej Hondy CBR 600F3. Pod pretekstem pielgrzymki pojechałem do Częstochowy i wróciłem z CB 600F Hornet w kolorze czerwonym.

Pierwsze jazdy Honetem

Pierwsze wrażenia były piorunujące. Stukonny silnik sprawiał, że czułem się jak bóg prędkości. Dla takiego młodziaka jak ja dynamika silnika była powalająca. Już po pierwszym dniu zakochałem się w swoim motocyklu i nie żałowałem wyboru. Jeździłem nim praktycznie cały czas. Nawet zimą, kiedy wiedziałem, że na trasie ekspresowej jest suchy asfalt, w szerokim rozkroku przebijałem się przez zaspy, żeby trochę „polatać” na Hondzie.

W pierwszym tygodniu zaliczyłem szlif. Słaba przednia opona i mocne hamowanie przed czerwonym światłem (policja na poboczu) i… dowiedziałem się jak to jest szorować po asfalcie. Na szczęście ja miałem komplet ciuchów, a Honda – crash pady. Obyło się bez udziału osób trzecich. Przydała się też kondycja, bo Hornet poleciał całkiem daleko, a zależało mi, żeby dobiec do niego przed panami funkcjonariuszami. Odpalił „ze strzała” i z właściwą sobie dynamiką oddalił się z miejsca zdarzenia.

Ta historia informuje nas o największym chyba minusie Hornetów produkowanych do 2000 roku: mowa o szesnastocalowej przedniej feldze. Miała ona za zadanie ułatwić prowadzenie motocykla, a w efekcie uprzykrzała życie motocyklistom. Wybór opon był niewielki, używek nie dało się znaleźć, a nówki renomowanych firm były dla mnie poza zasięgiem. Dlatego polecam celować w roczniki od 2000 w górę, gdzie problem nie występuje, gdyż wymieniono przednią obręcz na siedemnastkę.

Hornet jako motocykl do stuntu

Hornet lekko ze mną nie miał. Pod wpływem wspomnianego filmu, dodanego do Świata Motocykli, fascynacja stuntem sięgnęła zenitu. Pospiesznie wykonałem do Hondy klatkę oraz stelaż, po czym zacząłem ćwiczyć. O tym, jak dobry jest to motocykl, niech świadczy fakt, że nauka na nim przychodziła mi szybciej niż wielu kolegom na maszynach sportowych. Podczas takich zabaw najbardziej cierpiały uszczelniacze przedniego zawieszenia. Twarde lądowania podczas nauki sprawiały, że musiałem je non stop wymieniać. Fajnie byłoby zamontować bardziej sztywne przednie sprężyny.

Advertisement

Typową bolączką jest hałasujące łożysko koszyka sprzęgłowego. Łatwo to zauważyć na biegu jałowym. W większości egzemplarzy słyszymy szum, który ustaje po naciśnięciu dźwigni sprzęgła. Nie powinniście się tym za bardzo przejmować. Mój egzemplarz miał tę przypadłość od początku a po sezonie bezczelnego „strzelania z klamy” hałas się nie nasilił.

Awarii uległ też regulator napięcia, odpowiedzialny za ładowanie akumulatora. Akurat w maszynach Hondy z tamtych lat to klasyka.

Na co zwrócić uwagę w używanym CB 600 Hornet

Przy zakupie najwięcej uwagi należy poświęcić geometrii motocykla. Grzbietowa rama jest stosunkowo elastyczna, a co za tym idzie – wrażliwa na upadki. Moja się zgięła, gdy poleciałem przez kierownicę podczas stoppie. Dla porównania, takie dzwony na późniejszym F4i miewałem regularnie i nic się tam nie działo. Dlatego najważniejsze to sprawdzić, czy motocykl jest prosty. W zakrętach ma się prowadzić jak po sznurku, a po puszczeniu kierownicy na wprost nie może ściągać. Dobry Hornet prowadzi się naprawdę świetnie i koniec.

Hondę CB 600F mogę polecić z czystym sumieniem. To niedrogi sprzęt z pancernym silnikiem, który potrafi jeździć niczym maszyna sportowa (oczywiście z tamtych lat). Mnie nie udało się „zabić pieca” i sądzę, że mało kto tego dokonał. Aktualnie Hornety można kupić za kilka tysięcy złotych, więc na pierwszy motocykl są niemal idealne.

Opinie prosto z facebooka Świata Motocykli

Natalia Maniek – Moja Hornetka! Idealny motocykl dla Kobiety! Jak najbardziej na taaaak!

Łukasz Sk. – Moim pierwszym motocyklem był Hornet 600. Bardzo fajny, zwinny i niezawodny sprzęt, który można naprawiać samemu w garażu. Nie raz koledzy na „litrach” zdziwili się przy starcie spod świateł. Dalsza trasa – z prędkością 120 km/h dość uciążliwa. Spalanie – 6-8 l/100 km.

Hondacb Superfour – Pokazuje pazur po przekroczeniu 6000 obr. na minutę, lekki, zwrotny, zwinny, niezawodny a nawet w trasie nie ma wstydu przy wyprzedzaniu (tylko czeka nas walka z naporem powietrza na klatę). Bardzo dobry motocykl za rozsądne pieniądze.

Mateusz Rutkowski – Prawdziwy miejski wojownik! W trasie doskwiera wiatr, ale wystarczy mała owiewka nad reflektor i problem rozwiązany. Praca silnika oraz wytrzymałość podzespołów – bez zastrzeżeń. Sto koni mechanicznych wystarczy do sprawnego przemieszczania się i zabawy. Niewątpliwym plusem jest ponadczasowy styl, zwłaszcza modelu 2003-2004, GENIALNY!

Tomasz Nasalski – Motocykl silny ale łatwy do ogarnięcia. Bardzo zwrotny, między samochodami jeździ się jak na rowerze (z turbo oczywiście)! Najfajniejsze jest intuicyjne prowadzenie, jakbyś się na nim urodził. P.S.: awaryjność – brak. W rok zrobiłem ponad 40 tysięcy kilometrów – bez problemów.

Darek Wieczorek – Idealny na pierwsze moto. Przede wszystkim – bezawaryjny! Tylko wymiana oleju i klocków.

KOMENTARZE