Druga runda Mistrzostw Polski i Pucharu Polski Supermoto w Bydgoszczy pokazała jedno – sezon 2026 wjechał na naprawdę wysoki poziom. Kartodrom Bydgoszcz przez dwa dni żył rykiem silników, zapachem palonej benzyny i walką, w której nikt nie odpuszczał nawet na centymetr.
Na skróty:
Tegoroczna formuła zawodów podzieliła weekend na dwa zupełnie różne światy. Sobota należała do asfaltu – szybkiego, technicznego i wymagającego chirurgicznej precyzji. Niedziela była już czystym supermoto: asfalt, kurz, offroad, loty, uślizgi i walka o przyczepność po wyjeździe z terenu.
I trzeba przyznać jedno – Bydgoszcz po raz kolejny dowiozła widowisko na najwyższym poziomie.
Sobota – asfaltowa wojna bez chwili oddechu
Już od rana było wiadomo, że łatwo nie będzie. Kartodrom w Bydgoszczy może wydawać się małym i ciasnym obiektem, ale właśnie tutaj najmniejszy błąd kosztuje najwięcej. Krótkie proste, agresywne hamowania, szybka „patelnia” i techniczne nawroty sprawiały, że zawodnicy jechali praktycznie bez chwili odpoczynku.
C4 – tłok, tempo i walka jak w mistrzostwach
Klasa C4 po raz kolejny pokazała, że poziom Pucharu Polski rośnie w niesamowitym tempie. Zgłoszeń było tak dużo, że zawodników trzeba było podzielić na grupy A i B.
I nikt nie zamierzał odpuszczać.
Gediminas Jomantas, Jakub Stankiewicz i Jakub Ryndak stworzyli absolutną czołówkę dnia, ale różnice były minimalne. Każdy błąd oznaczał utratę kilku pozycji, a walka trwała od startu do mety.
To już nie jest „przedsionek” Mistrzostw Polski Supermoto. To pełnoprawne, piekielnie szybkie ściganie.

Supermoto w Bydgoszczy / fot. Materiały organizatora
S4 – Krzemień perfekcyjny, Woźniak piekielnie szybki
Mistrzowska klasa S4 po raz kolejny udowodniła, czym jest prawdziwe Supermoto. Walka o zwycięstwo pomiędzy Kamilem Krzemieniem a Jakubem Woźniakiem była absolutnym widowiskiem i jednym z najmocniejszych momentów całego weekendu. Od zgaśnięcia czerwonych świateł aż do samej flagi w szachownicę jechali praktycznie koło w koło, wymieniając się pozycją lidera niemal w każdym sektorze toru. Mocne hamowania, agresywne wejścia w zakręty i jazda na absolutnym limicie – kibice dostali wszystko, za co kocha się Supermoto.
Niestety dla Kuby pechowy upadek przekreślił szanse na zwycięstwo i ostatecznie musiał uznać wyższość Kamila Krzemienia, który dowiózł triumf do mety. Woźniak, mimo ogromnego niedosytu, stanął na drugim stopniu podium, pokazując jednak tempo godne mistrza.
Na trzecim miejscu zameldował się Zenon Wszoła, który również nie miał chwili spokoju. Przez cały weekend musiał odpierać ataki Jarosława Jakubowskiego, a ich walka była równie zacięta jak bój o zwycięstwo. W S4 nikt nie odpuszczał nawet na metr i właśnie dlatego ta klasa po raz kolejny skradła show całego weekendu.
Niedziela – prawdziwe Supermoto zaczęło się w terenie
Jeśli sobota była szybka i techniczna, to niedziela była już czystym szaleństwem.
Do gry wszedł offroad.
Kurz, luźna nawierzchnia, motocykle tańczące bokami i błyskawiczne przejścia z asfaltu w teren – właśnie za to kibice kochają Supermoto.
Odcinek terenowy w Bydgoszczy okazał się wymagający i bardzo techniczny. Największy problem sprawiały wyjścia z terenu na asfalt. Brudne opony i nagła zmiana przyczepności powodowały, że motocykle praktycznie cały czas pracowały na limicie.

Juniorzy – Irzyk pokazał klasę
W klasach juniorskich ponownie błyszczał Klemens Irzyk.
Młody zawodnik od początku narzucił mocne tempo i jechał z ogromną pewnością siebie. Szczególnie imponował w technicznych fragmentach toru, gdzie szeroka linia jazdy pozwalała mu utrzymywać większą prędkość niż rywale.
Klemens nie tylko był szybki – wyglądał bardzo dojrzale i spokojnie.
Bardzo dobrze pokazali się również Vytis Sabaliauskas oraz Dovydas Skrockas, którzy regularnie naciskali liderów i dostarczyli świetnego widowiska.
S1 – światowe tempo i loty na limicie
Prawdziwy ogień wybuchł jednak w klasie królewskiej S1.
Jan Dominik Deitenbach od początku wyglądał jak zawodnik z innej ligi. Niesamowicie płynny, spokojny i piekielnie szybki. Każde okrążenie wyglądało tak, jakby jechał idealnie według zapisanego scenariusza. Za jego plecami trwała prawdziwa wojna.
Karl Takk, Hugo Bykovas, Mateusz Otręba i Kamil Kowalczyk walczyli praktycznie w każdym zakręcie. Nie brakowało mocnych wejść pod rywala, agresywnych ataków na hamowaniach i efektownych przejazdów bokiem przez asfaltowe partie toru.
W połączonym wyścigu S1 i S2 bardzo dobrze wyglądali także młodzi zawodnicy klasy S2 – Antoni Litawa, Piotr Dembowy i Aleksander Gralewicz.
S2 – młodzi jadą bez respektu
Antoni Litawa po raz kolejny potwierdził, że należy do grona najciekawszych młodych zawodników w Polsce. Pewna jazda, mocne tempo i coraz większa dojrzałość na torze sprawiają, że jego nazwisko regularnie pojawia się w czołówce.
Piotr Dembowy i Aleksander Gralewicz również pokazali świetne tempo i ogromną waleczność. Szczególnie w sekcji terenowej cała trójka wyglądała bardzo mocno.
Amator i Legends – tu też nikt nie odpuszczał
W klasie Amator zwyciężył Michał Ślubowski, ale walka za jego plecami była równie gorąca.
Krzysztof Komornicki, Jagoda Szwak i Adrianna Kot stworzyli grupę, która przez większość wyścigu jechała praktycznie koło w koło.
W Legends doświadczenie ponownie zrobiło różnicę. Ruslanas Bykovas wygrał oba wyścigi, pokazując niesamowity spokój i kontrolę tempa. Za nim uplasowali się Dariusz Rosik i Szymon Dziawer.
Bydgoszcz pokazała pełne oblicze Supermoto
Druga runda w Bydgoszczy była dokładnie tym, czym powinno być nowoczesne Supermoto.
Było:
– szybkie asfaltowe ściganie,
– techniczny offroad,
– walka koło w koło,
– mnóstwo młodych zawodników,
– i poziom, który momentami wyglądał naprawdę światowo.
Kartodrom Bydgoszcz po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najciekawszych obiektów w Polsce. A jeśli tempo rozwoju polskiego Supermoto utrzyma się na takim poziomie, kolejne rundy sezonu mogą być jeszcze mocniejsze.
KOMENTARZE





