Marc Marquez przewrócił się w końcówce przedostatniego okrążenia sprintu MotoGP we Francji, do którego startował z drugiego pola. Hiszpan jechał wówczas na siódmym miejscu i próbował utrzymać się za Joanem Mirem, kiedy wyjechał za szeroko na tarki, a jego Ducati złapało uślizg i wystrzeliło go w powietrze. Jeszcze zanim Marquez został wyrzucony z motocykla, prawą stopą uderzył o asfalt, co wyglądało wyjątkowo nieprzyjemnie i najpewniej właśnie wtedy doszło do złamania. Motocykl przekoziołkował obok niego, a sam upadek od razu wyglądał na jeden z groźniejszych momentów sobotniego sprintu.
Początkowo zawodnik z Cervery był w stanie samodzielnie opuścić miejsce wypadku, ale po powrocie do ciężarówki Ducati było już widać, że sytuacja jest poważna. Marquez nie mógł obciążyć prawej stopy i potrzebował pomocy lekarzy. Badania wykonane w centrum medycznym, w tym prześwietlenie, potwierdziły złamanie piątej kości prawego śródstopia.
Ducati poinformowało, że Marquez jeszcze w sobotni wieczór poleci do Madrytu, gdzie w najbliższych dniach przejdzie operację. Zespół potwierdził też, że aktualny mistrz świata nie wystartuje nie tylko w niedzielnym wyścigu we Francji, ale także w Grand Prix Katalonii na Circuit de Barcelona-Catalunya, które odbędzie się w przyszły weekend. Na ten moment nie wiadomo, czy jego przerwa zakończy się właśnie na tych dwóch rundach.
To jednak nie koniec problemów Marqueza. Po potwierdzeniu złamania stopy Hiszpan ujawnił w rozmowie z hiszpańską telewizją DAZN, że już wcześniej miał zaplanowaną kolejną operację prawego barku po rundzie w Montmeló. Co prawda kontuzja barku, której nabawił się podczas ubiegłorocznego Grand Prix Indonezji, jest już wyleczona, ale po tegorocznym Grand Prix Hiszpanii w Jerez okazało się, że to nie koniec kłopotów.
Problemem okazała się najpewniej ta sama uszkodzona śruba, o której media pisały już pod koniec sezonu 2025. Po upadku w Indonezji na badaniach ponownie zobaczono, że w prawym ramieniu Marqueza znajduje się zgięty lub pęknięty element po wcześniejszych operacjach, ale sam zawodnik tłumaczył później, że nie była to świeża konsekwencja tamtego wypadku. Z taką śrubą miał jeździć już wcześniej, a według części relacji problem sięgał jeszcze następstw złamania kości ramiennej z Jerez 2020. Teraz śruba zmieniła położenie na tyle, że zaczęła dotykać nerwu promieniowego.
Ten szczegół jest istotny także w kontekście Marco Bezzecchiego, który był bezpośrednim winowajcą upadku Marqueza w Indonezji w 2025 roku. Od tamtej pory wielu kibiców regularnie krytykowało Włocha, obwiniając go o przerwanie sezonu Marqueza i potencjalne pokrzyżowanie mu planów w walce o kolejne rekordy MotoGP. Jeśli jednak problem ze śrubą rzeczywiście był starszy i nie wynikał bezpośrednio z kolizji w Indonezji, powinno to przynajmniej częściowo uciszyć tę krytykę.
„To był jeden z powodów, dla których jechałem spokojnie. Wiedziałem, że mogę przewrócić się w każdej chwili. Miałem już zaplanowaną operację prawego barku po Katalonii. Po Jerez zauważyłem, że coś jest nie tak. Po konsultacji lekarskiej okazało się, że wszystko wygląda dobrze, ale ta słynna pęknięta śruba była w innej pozycji” – tłumaczył Marquez.
„W domu było w porządku, ale tutaj nie mogłem normalnie jeździć, bo śruba dotykała nerwu promieniowego. To sprawia, że popełniam błędy, jestem nieregularny i mam nieoczekiwane upadki. Dlatego byłem taki spokojny. Teraz naprawimy wszystko za jednym razem, podczas jednej operacji” – dodał.
Przy okazji operacji stopy Marquez ma więc przejść także zabieg barku. Według samego zawodnika ta część procedury ma być stosunkowo prosta i polegać na otwarciu barku oraz usunięciu problematycznej śruby. Czas rekonwalescencji po samym zabiegu barku nie powinien być długi, ale większą niewiadomą pozostaje powrót do pełnej sprawności po złamaniu piątej kości śródstopia.
Warto pamiętać, że dla Marqueza będzie to już ósma operacja prawego ramienia od fatalnego wypadku w Jerez w 2020 roku. To właśnie wtedy rozpoczął się najtrudniejszy okres w jego karierze – seria zabiegów, powrotów, komplikacji i kolejnych przerw w ściganiu. Choć Hiszpan zdołał wrócić na szczyt MotoGP, jego historia z kontuzjami wciąż nie daje o sobie zapomnieć.
Teraz zamiast walki o kolejne punkty Marqueza czeka sala operacyjna i rehabilitacja. A przy tak ciasnym kalendarzu MotoGP nawet krótka przerwa może mieć poważne konsekwencje. Przed francuskim weekendem zawodnik Ducati zajmował piąte miejsce w klasyfikacji generalnej i tracił 51 punktów do lidera. Po opuszczeniu Le Mans i Barcelony ta strata dodatkowo wzrośnie.
Z drugiej strony, w przypadku Marqueza trudno cokolwiek definitywnie przekreślać. W 2021 roku, wciąż zmagając się z konsekwencjami złamania kości ramiennej, potrafił wygrać trzy wyścigi, choć później okazało się, że jego ramię wymagało kolejnej operacji z powodu aż 34-stopniowej rotacji kości. Z kolei w sobotę na Le Mans, mimo problemów z barkiem, Marquez już w Q1 poprawił rekord toru, a dodatkowo wygrał przecież w tym roku dwa sprinty. Jeśli po operacji wróci do pełnej sprawności, Ducati faktycznie zrobiło kolejny krok naprzód, a rywale nadal będą bezsensownie tracili punkty, to walki Hiszpana o tytuł nadal nie można całkowicie wykluczyć.
Start niedzielnego wyścigu MotoGP o GP Francji już o godz. 14:00
Przeczytaj też:
Chociaż to Pecco Bagnaia zgarnął pole position w Le Mans, to w popołudniowym sprincie najlepszy…
Johann Zarco z najlepszym czasem w popołudniowym treningu MotoGP w Le Mans, decydującym o bezpośrednim…
Minęły zaledwie 4 lata od zaprezentowania przez markę Yamaha swojego pomysłu na aktywny tempomat, a producent…
Czy Christian Horner naprawdę mógłby zostać nowym szefem MotoGP i zastąpić na tym stanowisku Carmelo…
W ostatnich latach obserwujemy rozwój motocykli klasy crossover, które łączą komfort maszyn turystycznych z dynamiką…
Czy Le Mans znów napisze scenariusz, którego nie da się przewidzieć? Rok temu francuskie Grand…