Z archiwum ŚM: Używane Suzuki GSX-R 750. Numer 4/1996

Koncern z Tokio oferował VF 750 F, firma z Akashi zaś – model GPZ 750 R. Yamaha od dawna zapowiadała na 1985 r. premierę siedemsetpięćdzie­siątki z dwudziestozaworową głowicą. Nic dziwnego, że i Suzuki, by nie pozostać w ty­le za konkurencją, musiało wprowadzić na rynek nowy, sportowy motocykl klasy 750 ccm. Chociaż wielu kierowców próbowało swych sił na pro­dukowanych wcześniej mode­lach serii GSX, to było pewne, że mają one zbyt mało sporto­wego ducha i są po prostu zbyt ciężkie. Nie można także zapominać, że w planach Hondy była już zupełnie nowa konstrukcja – RC 30 (VFR 750 R), a Kawasaki kończyło pra­ce nad sportowym ZXR 750. 

Model 1989

W dobrym towarzystwie

Prezentacja nowej siedemset­pięćdźiesiątki z Hamamatsu w 1985 r. zbiegła się w czasie z premierą Yamahy FZ 750, ale kto wie, czy Suzuki GSX-­R 750 nie zrobiło na fachow­cach większego wrażenia niż pięć zaworów na cylinder bo­lidu z Nakajo. Nowe Suzuki szokowało niską masą własną (204 kg) i aluminiową ramą, zastosowaną po raz pierwszy w seryjnie produkowanym motocyklu. Moc maksymalna sięgnęła 100 KM, był to wynik identyczny jak w FZ, ale lepszy o 10 KM od Hondy i 8 KM od Kawasaki. Kolejnym punktem „in plus” była niezwykle atrakcyjna cena, która spra­wiła, że GSX-R 750 przez wie­le miesięcy sprzedawał się ni­czym gorące bułeczki. 

Tysiące motocyklistów szukających sportowych wrażeń doprowa­dzało tylne ogumienie do kompletnego zniszczenia, wy­korzystując maksymalną moc nowego Suzuki, inni z rado­ścią oddawali się rozkoszom jazdy na tylnym kole, bez tru­du podrywając przód niezwy­kle lekkiej maszyny. Wszyscy fani szybkiej jazdy zyskali jed­noślad, który nazwali po pro­stu „agregatem do ścigania”. Niektórzy mówili, że GSX-R 750 to nie motocykl, ale przyrząd do natychmiastowego prze­mieszczania się w czasie i przestrzeni. 

To jednak tylko jedna stro­na medalu, druga była znacz­nie mniej korzystna. Lekkość konstrukcji, zwłaszcza podwo­zia, nie poszła w parze z jej sztywnością. Motocykl wpadał w nieprzyjemne drgania nie tylko na długich, szybkich łukach, ale również na prostych odcinkach drogi, przy prędko­ściach bliskich maksymalnej. Za wadliwe uznano również gaźniki w pierwszych wer­sjach (płaskie przepustnice). Nerwowe zachowanie podczas otwierania i zamykania prze­pustnic było być może dobre na wyścigowym torze. Podczas jazdy po szosach i ulicach po prostu denerwowało. 

Model 1986

Pierwsze retusze

Już w rok po premierze przed­stawiono nieco poprawioną wersję GSX-R 750. Zmiany do­tyczyły przede wszystkim pod­wozia, obudowę poddano jedy­nie drobnym, stylizacyjnym retuszom. Najważniejsze było wydłużenie o 30 mm wahacza w zawieszeniu tylnym i zasto­sowanie radialnego ogumie­nia. Poprawa właściwości jezdnych była zauważalna, ale motocykl nadal odbiegał pod tym względem od ideału. 

Mi­mo to, w 1987 r. zmieniono je­dynie zbiornik paliwa; Miał on od tej pory pojemność 21 dm3 i był identyczny jak w modelu GSX-R 1100. Gruntowną mo­dernizację przeprowadzono dopiero rok później, przy czym zmieniono nie tylko średnicę ogumienia (z 18 na 17 cali) i szerokość opon (120 i 160 za­miast 110 i 140), ale także za­sadniczą konstrukcję ramy. 

Gaźniki z płaskimi przepustni­cami zastąpiono podciśnienio­wymi, a średnicę przelotu zwiększono z 29 do 36 mm. Skrócono skok tłoków, a zwiększenie średnicy cylin­drów umożliwiło również zwiększenie średnicy grzybków zaworowych. Wszystkie te zmiany wraz z nowym ukła­dem wydechowym typu „4 w 2” procentowały znacznie spokojniejszymi reakcjami na otwarcie przepustnicy, przy zachowaniu wspaniałej dyna­miki pojazdu i szybkobieżności jednostki napędowej. Pływają­ce tarcze hamulcowe zapew­niały odtąd jeszcze lepsze opóźnienia, przy czym średni­cę tarcz przednich zwiększono z 300 do 310 mm. 

Nic dziwnego, że w 1989 r. poprawiono w siedemsetpięć­dziesiątce tylko nieliczne deta­le. Wydawało się, że osiągnię­to wreszcie techniczną perfek­cję. Kłopoty podwoziowe znik­nęły, osiągi i charakterystyka silnika nie budziły praktycznie żadnych zastrzeżeń. A jednak technicy z Hamamatsu zde­cydowali się w 1990 r. na kolejne, po­ważne zmiany konstrukcyjne.

Model 1994

Więcej momentu!

O ile zmiana kształtu obudowy czy zastosowanie widelca tele­skopowego typu upside-down były raczej chwytami mar­ketingowymi, to zmniejszenie średnicy zaworów i kolejne zwiększenie średnicy przelotu gaźników (z 36 do 38 mm) mia­ły nieco inne podłoże. Nie moż­na zapominać, że od początku lat dziewięćdziesiątych pojawi­ła się powszechna tendencja do dbałości o przebieg momen­tu obrotowego. Później docze­kaliśmy się nawet zmniejsza­nia mocy jednostek napędo­wych (zwłaszcza w motocy­klach turystycznych), przy jed­noczesnym zwiększaniu momentu obrotowego. 

Nie bez znaczenia były tutaj coraz ostrzejsze, amerykańskie i eu­ropejskie normy dotyczące czystości spalin. Wysokoobrotowe silniki motocykli sportowych, zasilane gaźnikowo i pozbawione dopalaczy katalitycznych, coraz gorzej radziły so­bie z drastycznymi przepisami. Pogoń za mocą maksymalną wymuszała na przykład duży kąt współotwarcia zaworów (moment, w którym zawory ssące i wydechowe są otwarte jednocześnie). Zaczęto dążyć do zmniejszania tego nieko­rzystnego parametru, ale gdy­by dążono jedynie do tego, spa­dłyby moce sportowych boli­dów. Aby do tego nie dopuścić, zwiększano właśnie średnicę przelotu gaźników przy jednoczesnym zmniejszaniu średni­cy zaworów (lżejsze zawory, wolniejsza wymiana ładunku w komorze spalania i dokład­niejsze spalanie mieszanki). Niejako przy okazji obniżano obroty maksymalnego momen­tu obrotowego lub nawet zwiększano jego wartość. 

Ten krótki opis powinien wyjaśnić pozornie nieracjonalne zacho­wania konstruktorów. Okazuje się, że dwukrotna zmiana średnicy zaworów w ciągu dwóch lat ma jednak jakiś sens. W 1990 r. zmieniono jeszcze szerokość tylnej opony (ze 160 do 170 mm), rok póź­niej rozwidlone dźwigienki za­worowe zastąpiono pojedyn­czymi. 

Wody! Wody!

Przypomnijmy, że od swojej premiery, aż do 1991 r., GSX­R 750 chłodzony był ole­jem i powietrzem, a specjalne wtryskiwacze zapewniały na­trysk chłodzącego oleju na pracujące w ciężkich warun­kach denka tłoków. Po siedmiu latach produkcji zdecydowano się na chłodzenie cieczą, ale było to konieczne w obliczu działań konkurencji. Nowy sil­nik nie stracił na osiągach, prezentując przy tym bardzo szeroki zakres obrotów użytko­wych i znakomitą elastycz­ność. Zabierakowe dźwigienki zaworowe zastąpiono szklan­kowymi popychaczami. Zawory ustawiono pod mniejszym kątem, dzięki czemu uzyskano bardziej płaskie komory spalania (wyższy stopień sprężania,, 11,8:1 zamiast 11:1). Podob­nie jak w Hondzie CBR 600, filtr oleju wbudowano niejako w obieg cieczy chłodzącej, z korzyścią dla termicznej równowagi jednostki napędo­wej. 

Nowa konstrukcja legity­mowała się mocą maksymalną 118 KM przy 11 800 obr./min, dlatego też wzmocniono skrzy­nię biegów i niektóre elementy ramy. Zmieniono nieco geo­metrię podwozia, a asyme­tryczny wahacz tylnego koła umożliwił korzystniejsze po­prowadzenie układu wydecho­wego „4 w 1” ze stali nie­rdzewnej (taki układ wydecho­wy montowano od 1990 r). Zmieniono także stylizację motocykla i kolorystykę. Pozycję kierowcy wyraźnie odprę­żono, nadając jej bardziej tu­rystyczny charakter. Niestety, po raz kolejny wzrosła masa własna pojazdu, pogarszając nieco zwrotność i dynamikę. 

Kłopoty z nadwagą

Zarzut zbyt dużej wagi stawał się zresztą z każdym rokiem coraz bardziej uzasadniony w przypadku GSX-R 750. O ile pierwsza wersja z 1985 r. mo­gła pochwalić się wynikiem 206 kg (gotowa do jazdy), to model z 1991 r. ważył już 232 kg, z 1992 r. 234 kg a z 1993 r. aż 239 kg. Nic dziwnego, że modernizacja przeprowadzona w sezonie 1994 objęła przede wszystkim „odchudzanie” motocykla. Niektóre obudowy silnika wy­konano z bardzo lekkiego ma­gnezu, zmniejszono grubość rur roboczych widelca teleskopowego przy zwiększeniu ich średnicy (z 41 do 43 mm). Lżejsze były także obręcze kół oraz nowy, znacznie mniejszy akumulator. Wynik „kuracji” był imponujący: 222 kg. Zado­woleni inżynierowie Suzuki nie wprowadzili żadnych zmian w 1995 r. Za to w kolej­nym sezonie, 1996, moderni­zacje były tak poważne, że w zasadzie można mówić o zu­pełnie nowym motocyklu (do­kładny opis w nr 11/95 „Świa­ta Motocykli”). Od samego początku swojej rynkowej kariery Suzuki GSX-­R 750 doskonale się sprzeda­wał. Po części było to zasługą doskonałych osiągów i nowatorskich rozwiązań technicznych, po części zaś wyjątkowo niskiej ceny w po­równaniu z innymi motocykla­mi tej klasy. Dodatkowym atu­tem była niezawodność i ży­wotność tego motocykla. Kło­poty sprawiały jedynie łożyska w modelach z 1985 r. Odma­wiały one posłuszeństwa wy­jątkowo często, nie tylko w główce ramy, ale także w al­ternatorze, na osi wahacza i w dźwigniach tylnego zawie­szenia. Zwłaszcza te ostatnie bardzo słabo zabezpieczono przed wodą i kurzem. W mo­delach 1986 usunięto te wady. Najmniej kłopotliwe i najbar­dziej niezawodne są egzem­plarze z lat 1986 i 1987, cho­ciaż i w nich po dłuższych przebiegach pojawia się wyso­kie zużycie oleju, spowodowa­ne zużyciem tłoków, pierścieni tłokowych i pierścieni. 

Stan techniczny GSX-R-ów jest jed­nak bardzo zróżnicowany, bowiem niektóre z nich ścigały się na torach, inne zaś prze­mierzały spokojnie drogi Eu­ropy. Oględziny muszą być za­tem precyzyjne, najlepiej z po­mocą fachowca. Wyścigową przeszłość już na pierwszy rzut oka zdradzają niektóre akcesoria (sportowe podnóżki, wyczynowe dźwignie zmiany biegów). W egzemplarzach z 1988 r. pojawiły się wady materiałowe w wałkach roz­rządu, ale dzisiaj nie ma ra­czej możliwości znalezienia egzemplarza bez wymienio­nych wałków. Wyszczerbione krzywki dawały znać o sobie głośnymi stukami już po 15- 20 tys. km. 

Suzuki GSX-R 750 to bar­dzo szybki, wybitnie sportowy motocykl, który w rękach sprawnego kierowcy może po­konać niejednego konkurenta na wyścigowym torze. Nawet modelem z 1985 r. można się sprawdzić, choćby podczas zawodów z tworzonego obec­nie cyklu zawodów „Polonia Open”. Wystarczy powiedzieć, że na bocznej obudowie umieszczono mały napis „Hy­per Sports”. I rzeczywiście, „supersport” to dla GSX-R na­zwa chyba zbyt skromna. Nie liczmy jednak na wygodne sie­dzenie pasażera czy niskie zużycie paliwa. Przygotujmy za­tem ok. 6 tys. zł na egzem­plarz 1987 r. lub 27 tys. zł na wersję z 1995 r. (stan w 1996 roku, przyp. red.). Potem już bez żadnych kompleksów mo­żemy stanąć na starcie toru Poznań w zupełnie nowych zawodach, pamiętając jedy­nie, by motocykl był sprawny technicznie.

 

KOMENTARZE
Dariusz Dobosz

Recent Posts

Motolegendy: Największe japońskie nakedy. Koniec ery dinozaurów

Motocykle typu UJM, czyli „Universal Japanese Motorcycle”, mają swoje korzenie w latach siedemdziesiątych XX wieku.…

16 lipca 2026

Triumph Speed Twin 1200 TFC. Limitowany motocykl na otarcie łez po Thruxtonie

Triumph bardzo lubi raczyć nas limitowanymi edycjami swoich modeli. Tym razem producent przedstawił model Speed Twin…

16 lipca 2026

Ustawa o sporcie przechodzi dalej. Szansa na ratunek dla Toru Poznań

W środę, 15 lipca odbyło się posiedzenie Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Jednymi z…

16 lipca 2026

Sprzedaż motocykli KTM rośnie. Wstępne wyniki Bajaj Mobility za Q2 2026

Spółka Bajaj Mobility, która przejęła imperium Stefana Pierera, opublikowała wstępne wyniki finansowe za drugi kwartał…

16 lipca 2026

MotoGP: Milan Pawelec na mecie wymagającego GP Niemiec

Mimo poważnych problemów z bólem pleców Milan Pawelec ukończył niedzielny wyścig o Grand Prix Niemiec…

15 lipca 2026

Włosi przeciwko ograniczeniom w Tyrolu Południowym. FMI protestuje, przedsiębiorcy liczą straty

Włoska federacja motocyklowa (FMI) protestuje przeciwko nałożeniu ograniczeń na ruch motocyklistów w Tyrolu Południowym. Organizacja…

15 lipca 2026