Na skróty:
Wielokrotnie zdarzało mi się brać udział w prezentacjach i imprezach organizowanych przez BMW Motorrad, czyli centralę niemieckiej marki. Za każdym razem zastanawiałem się, jak to możliwe, że motocykle tworzone przez ludzi pełnych pasji są… jakby to delikatnie ująć… nieco drętwe. Rozmawiając z inżynierami, osobami odpowiedzialnymi za testowanie czy szefami projektów czułem, że to „swoi” ludzie. Często wręcz szaleni, zarówno na motocyklach, jak i poza nimi. Doceniający inne marki i w kuluarach mówiący, że niektóre elementy mogłyby być jeszcze lepsze, ale powstrzymywał ich „wyższy rozsądek”. Kunsztu inżynieryjnego, który prowadzi do niemalże perfekcyjnego zachowania motocykli BMW na drogach czy też torze, nie sposób owemu „rozsądkowi” odmówić.
Po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, że szefem dwóch ważnych projektów jest ta sama osoba. Roland cieszy się po prostu zaufaniem zarządu, gdy przychodzi do nietypowych działań. Nikt w BMW nie spodziewał się, że seria R nineT odniesie tak spektakularny sukces. W oczach osób decyzyjnych był to zbyt „prosty” projekt, który poza nietypowym stylem, nie wyróżniał się niczym na tle konkurencji. Dzisiaj jest to jedna z najważniejszych serii modelowych w ofercie. W mojej ocenie sukces tkwi w emocjach, które biją od tej maszyny. Pochodzą one wprost od Rolanda. Rozmawiając z nim w czasie kolacji, zwróciłem uwagę na jego dłonie. Zapytałem, czy sam też buduje motocykle – odpowiedział, że tak. Od poniedziałku do piątku żyje w wynajętym mieszkaniu w Monachium i pracuje w biurze, a w weekendy jeździ do swojego domu na wsi, gdzie ma również warsztat. Obecnie posiada osiem przebudowanych przez siebie motocykli i tylko cztery z nich są marki BMW. Po cichu pokazał mi nawet zdjęcie swojego choppera, jak to powiedział, „pewnej amerykańskiej marki”.
Roland Stocker jest prawdziwy. Buduje, jeździ po całym świecie na zloty, a jak pada deszcz, to nie chce mu się zakładać skafandra przeciwdeszczowego, bo jeansy przecież wyschną. Opowiadał mi, jak na wielu spotkaniach z zarządem zwracał uwagę na to, że dziedzictwo motocyklowe BMW wciąż nie jest dostatecznie wykorzystywane. Takie motocykle jak R 5, R 17, R 32, nie wspominając o prototypowym R 7, do dziś wzbudzają zachwyt, często większy niż inne maszyny z tamtych lat. Gdy namowy Rolanda i wielu innych osób spotkały się w odpowiednim czasie z modelem biznesowym firmy, powstał projekt R 18. Po spotkaniu z takim człowiekiem od razu zaczyna się inaczej patrzeć na nowe dzieło BMW. Widząc ponad rok temu prototyp niemieckiego cruisera, moja pierwsza myśl była taka, że to jedynie twór mający podebrać klientów patrzących na Harleye. Kiedy jednak poznałem Rolanda doszło do mnie, że to spełnienie fantazji nieco szalonych ludzi.
Świat pierwszy raz ujrzał projekt R 18 przez pryzmat ogromnego silnika typu bokser. Prototypowe, dwucylindrowe jednostki zostały rozesłane do najbardziej kreatywnych warsztatów customowych na świecie. Artyści stworzyli niewiarygodne konstrukcje, ale ich nadwozia były tylko tłem dla wyjątkowego pieca. Dzisiaj jest tak samo. Najpierw widzisz gigantyczne cylindry, które wychodzą z przypominającego głaz bloku silnika. Pojemność skokowa tej jednostki wynosi 1802 ccm i przekłada się na 91 KM mocy oraz 158 Nm momentu obrotowego.
Niesamowite wrażenie robi już pierwsze odpalenie R 18. Jeśli robimy to siedząc na motocyklu ze złożoną boczną stopką, musimy wręcz być czujni. Zapłon w bokserze objawia się solidnym bujnięciem maszyny w lewo. Jest to tak wyraźne, że musimy się podpierać nogą. Każde dodanie gazu na postoju to solidne ruchy nadwozia, typowe dla bokserów, tyle że o jakieś 50% silniejsze. To BMW jest naprawdę niezłe w budowaniu napięcia. Wyjeżdżamy na trasę w deszczu. Ciężar motocykla znika już z pierwszym obrotem kół, co jest typowe dla ciężkich cruiserów. Wystarczy ruszyć, by ogromna masa umieszczona blisko ziemi zaczęła być sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. Silne opady deszczu wyostrzyły zmysły i muszę przyznać, że pierwsze zakręty są zaskakujące. Tocząc się powoli czuję, że to nie ja, a bardziej silnik decyduje o tym, jak mocno będzie składał się motocykl. Pomyślałem, że to będzie zaskoczenie sezonu, gdy okaże się, że BMW nie dało rady zbudować motocykla prowadzącego się równie dobrze co Harley-Davidson.
Gdy tylko asfalt wysycha okazuje się, że obawy były bezpodstawne. R 18 prowadzone w sposób zdecydowany staje się pewne i precyzyjne. Do zmiany kierunku jazdy nie używam siły. Naturalnym ogranicznikiem kąta złożenia są podnóżki, które chętnie zostawiają za sobą snopy iskier. Drę nimi głównie w ciasnych zakrętach. Z kolei długie łuki można pokonywać z naprawdę wysoką prędkością i bez przycierek. To przede wszystkim zasługa zawieszenia – genialnie daje sobie radę z masą 345 kilogramów. Tradycyjny, obudowany widelec i ukryty centralny amortyzator nie tylko utrzymują prześwit motocykla, ale nawet przyzwoicie tłumią nierówności. W przypadku tak ciężkich maszyn nie jest to oczywiste. Jeszcze lepiej wypada układ hamulcowy. To niewiarygodne, że przez cały dzień do wytracania prędkości używam tylko jednego palca. Nawet gdy trzeba mocno walnąć w hebel, siła w palcu wskazującym jest wystarczająca. Nowoczesne cruisery innych marek też już dobrze hamują, ale żeby tę siłę wydobyć, często trzeba ściskać dźwignię hamulca całą dłonią.
Do wyboru są trzy mapy zapłonu: RAIN, ROLL i ROCK. Pierwszej nawet nie dotknąłem, ponieważ już tryb ROLL jest bardzo łagodny i należy odwinąć sporo gazu, żeby obudzić boksera. Po przejściu na ROCK dostajemy to, co obiecuje aparycja silnika – pełne elegancji, ale jednocześnie bardzo silne i bezpośrednie przyspieszenie. Wystarczy, że przekroczymy 1500 obr./min i pod gazem mamy do dyspozycji tyle ciągu, ile potrzebujemy. Dźwięk w pierwszej połowie dostępnego zakresu obrotów nie jest spektakularny, a po prostu typowy dla ogromnego, dwucylindrowego silnika. Wystarczy jednak pozwolić mu wspiąć się wyżej i dociera do nas, że jedziemy na wyjątkowej maszynie. Motocykl brzmi dosłownie jak bombowiec, co w tym przypadku nie jest akurat zbyt fortunnym skojarzeniem. Po kilku godzinach nieśmiałość w prowadzeniu tego monstrum znika, a wrażenia z obcowania z R 18 wchodzą na nowy poziom.
Jeżdżąc na cruiserach zawsze sprawdzam, do czego są zdolne, ale większość czasu wolę jednak poświęcić na „wkręcanie się” w klimat, który budują. Muszę przyznać, że nie pamiętam, czy za kierownicą jakiegokolwiek innego motocykla odczuwałem podobne emocje. Ciężko mi to ubrać w słowa, ale patrząc na świat przez pryzmat czarnego lakieru ze szparunkami, chromowanej kierownicy i pojedynczego zegara czuję, że to coś wyjątkowego. Gdyby tak pozbyć się obciachowych plastikowych przełączników i wyświetlacza na zegarze, miałbym wrażenie, że przeniosłem się do pierwszej połowy XX wieku. Byłbym wtedy magnatem stalowym lub naftowym, bo nie ma możliwości, by w tamtych czasach kogoś innego było stać na taką maszynę.
Ostatecznie moja przejażdżka bazuje na wbijaniu wysokich biegów na obrotach bliskich jałowych. Kultura pracy tego silnika jest niewiarygodna. Dajemy trochę gazu, słyszymy kilka stłumionych, potężnych wybuchów w komorach spalania, zamykamy gaz i dajemy się pchać sile bezwładności. Taka relaksacja pobudza wyobraźnię i pod koniec przejażdżki jestem porażony klimatem, jaki buduje R 18. W teorii jest to świat bardzo bliski do tego, w który przenosi nas Harley, ale jednocześnie tak odmienny, że nas intryguje. W tej mieszance uczuć jest nawet szczypta niepokoju. Nie ma co się oszukiwać, niemiecka elegancja potrafi być nieco mroczna. Wiele motocykli puszczam po testach w niepamięć, a ten na pewno zapamiętam. Nie tylko przez jego aparycję i wrażenia, jakie daje, ale także przez to, że jest symbolem BMW w końcu wychodzącego z pudełka. Szufladkowanie tej marki już nigdy nie będzie łatwe…
| Silnik | |
| Typ: | czterosuwowy, chłodzony powietrzem |
| Układ: | bokser, dwa cylindry |
| Rozrząd: | DOHC, cztery zawory na cylinder |
| Pojemność skokowa | 1802 ccm |
| Średnica x skok tłoka: | 107,1 x 100 mm |
| Stopień sprężania: | 9,6:1 |
| Moc maksymalna: | 91 KM (67 kW) przy 4750 obr./min |
| Moment obrotowy: | 158 Nm przy 3000 obr./min |
| Zasilanie: | wtrysk paliwa |
| Smarowanie: | mokra miska olejowa |
| Przeniesienie napędu | |
| Sprzęgło: | suche, jednotarczowe, antyhoppingowe |
| Skrzynia biegów: | sześciostopniowa |
| Napęd tylnego koła: | wał |
| Podwozie | |
| Rama: | stalowa, podwójna kołyska |
| Zawieszenie przednie: | widelec teleskopowy, brak regulacji |
| Zawieszenie tylne: | amortyzator centralny, brak regulacji |
| Hamulec przedni: | tarczowy, Ø 300 mm, zaciski czterotłoczkowe |
| Hamulec tylny: | tarczowy, Ø 300 mm, zaciski czterotłoczkowy |
| Opony przód / tył: | 120/70-19 / 180/65-16 |
| Wymiary i masy | |
| Długość: | 2440 mm |
| Rozstaw osi: | 1731 mm |
| Szerokość: | 964 mm (bez lusterek) |
| Wysokość: | 1232 mm |
| Wysokość siedzenia: | 690 mm |
| Masa pojazdu gotowego do jazdy z pełnym bakiem: | 345 kg |
| Zbiornik paliwa: | 16l |
| Elektronika | |
| ABS: | zintegrowany hamulec przód i tył |
| Kontrola trakcji: | regulowana z trybem jazdy |
| Inne | |
| Tryby jazdy: | Rain, Rock, Roll |
Zdjęcia: BMW
W kwietniu gruchnęła druzgocąca wiadomość o zamknięciu Toru Poznań, który jest jedynym profesjonalnym torem wyścigowym…
Po zwycięskiej inauguracji sezonu przed Automarket AF Racing Team pojawia się kolejne wyzwanie. Już w…
W gronie bliskich znajomych zastanawiamy się nad kolejną wyprawą. Motocyklowo znamy się jak łyse konie,…
Niemiecka technologia spotyka brytyjską elegancję - tak pokrótce można określić nową, limitowaną edycję motocykla BMW M 1000 RR.…
W weekend 23–24 maja Kartodrom Bydgoszcz zamienia się w arenę widowiskowej walki o punkty w…
Milan Pawelec rozpoczyna w ten weekend obronę tytułu motocyklowego mistrza Europy klasy Moto2. Pierwsza runda…