Na skróty:
W dniu otwarcia kolekcja liczyła 350 w pełni sprawnych, doprowadzonych do stanu idealnego motocykli wyprodukowanych wyłącznie w Imperium Brytyjskim. W ciągu wielu lat kolekcja rosła, aby osiągnąć imponujący stan wynoszący obecnie przeszło 650 modeli! Muzeum stało się największym tego typu na świecie – podkreślmy – gromadzącym motocykle wyłącznie produkcji brytyjskiej. I zapewniam – nie znajdziecie tam dwóch egzemplarzy tego samego modelu!
Ta duma Wysp Brytyjskich została w 2003 roku nawiedzona przez kataklizm: pożar doszczętnie strawił blisko 400 pojazdów i prawie wszystkie budynki. Wszędzie na świecie oznaczałoby to prawdopodobnie koniec istnienia muzeum, ale nie w Anglii. Tu duch motocyklizmu jest tak silny, że w odbudowę zaangażowali się niezliczeni brytyjscy bikerzy, serwisy, warsztaty i małe manufaktury produkujące części do weteranów. Zaledwie 15 miesięcy po tragedii muzeum otwarto ponownie!
Aż trudno uwierzyć że w tak krótkim czasie wszystkie spalone motocykle odbudowano do stanu perfekcyjnego, ale to prawda. A pożarowi poświecono osobną wystawę zatytułowaną „Rosnące z płomieni ”. Widać na niej, z jakiego stanu mozolnie odbudowywano spalone doszczętnie sprzęty.
W pięciu kolejnych salach ustawione są setki motocykli. Najstarsze pochodzą z 1895 roku (!), najmłodsze – z lat sześćdziesiątych minionego wieku. Warto dodać dla przypomnienia (młodszym kolegom, dla których motocykle zaczęły się od „erjedynki” czy „giksera”), że właśnie do lat sześćdziesiątych XX wieku brytyjski przemysł motocyklowy dominował w Europie (i nie tylko). Japończycy byli wtedy na etapie motorowerów oraz rozbierania i kopiowania wszystkiego, co im się udało w Europie kupić.
Czym to się skończyło? Doskonale wiemy, patrząc na takie same wyświetlacze ciekłokrystaliczne naszych coraz bardziej zunifikowanych, pozbawionych duszy motocykli i tęskniąc za okrągłymi zegarami ze wskazówką i normalnym, okrągłym reflektorem.
Fot. Jarosław Spychała
Historia rozwoju produkcji jednośladów na Wyspach opowiedziana jest też historycznymi zdjęciami, stanowiącymi tło dla eksponatów. Pokazują one m. in. motocyklistów w pilotkach i goglach, z białymi, powiewającymi szalikami zamiast chust, pędzących w niezliczonych kiedyś wyścigach ulicznych.
Wydaje wam się, że znacie brytyjskie marki? Triumph, Norton, BSA, Rudge, Vincent – prawda? A znacie takie, jak: Clyno, Wooler, Humber, Comet, Scott, Grindlay czy Chater-Lea? I jeszcze ze dwadzieścia innych? Ja też się zdziwiłem, a nawet zdumiałem bogactwem marek, które kiedyś całkowicie dominowały na rynku brytyjskim. Oniemiałem jednak, kiedy zobaczyłem nortonowski, dwucylindrowy silnik Wankla. Tak, tak – dwucylindrowy.
Mało? Są tam też motocykle o napędzie rakietowym, służące do bicia rekordów prędkości, wojskowe, policyjne, ratunkowe, wyścigowe i enduro.
Do muzeum wszedłem z nastawieniem „20 minut i jedziemy dalej” (w kierunku Isle of Man, skąd relacja ukazała się w ŚM 9/2013). Wyszedłem po przeszło dwóch godzinach wręcz zszokowany bogactwem ekspozycji. A zresztą Niech przemówią zdjęcia.
Tekst i zdjęcia Jarosław Spychała
Publikacja Świat Motocykli 2/2014.
Jednym z argumentów, które przemawiają do klientów kupujących chińskie motocykle jest oczywiście ich cena. Wiele…
Rząd zaczął wdrażać przepisy, które znacząco ułatwią rejestrację pojazdów. Na pierwszy ogień poszła kwestia tablic…
Milan Pawelec poodczas drugiej rundy mistrzostw Europy Moto2 rozgrywanej na torze Estoril sięgnął po swoje…
Po koszmarnych kontuzjach, kolejnych operacjach i miesiącach walki o powrót do sprawności, w pewnym momencie…
Mistrzostwa i Puchar polski Pit Bike Off-Road YCF MRF KAYO zbliżają się do półmetka, a…
Czy po tym, jak sięgnął po dublet na Węgrzech, Marc Marquez wrócił do walki o…